"Depresja to tymczasowa awaria", czyli jak Beata Pawlikowska robi Polakom wodę z mózgu

Beata Pawlikowska w trakcie jednej ze swoich podróży.
Beata Pawlikowska w trakcie jednej ze swoich podróży. Facebook/Beata Pawlikowska
Czy podróżniczka-celebrytka może pisać o depresji? Jasne, w końcu mamy wolność słowa i wolny rynek. Pytanie tylko, czy powinna pisać to w formie poradnika. Ma, jako znana postać życia publicznego, duży wpływ na swoich fanów, wielu się na niej wzoruje.


Opis walki z chorobą w formie dziennika mógłby zostać uznany za wartość dodaną na polskim rynku wydawniczym. Jednak tłumaczenie czytelnikowi, jak własnymi siłami poradzić sobie z tym zaburzeniem, wzbudza kontrowersje. Tak jest w przypadku książki Beaty Pawlikowskiej “Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!”.

“Depresja to tymczasowa awaria. Zawieszenie programu komputerowego na skutek teoretycznie poprawnych danych, które jednak okazały się niespójne i nieprawdziwe. Jeżeli masz komputer, który zadławił się fałszywymi danymi, to co robisz? Czy stukasz w ten komputer młotkiem? Podpinasz nowy ekran i zmieniasz myszkę? A może instalujesz program, który każe innym programom zaprzestać działania?(..) Moim zdaniem depresji nie da się trwale i skutecznie wyleczyć za pomocą lekarstw. Pigułki mogą przynieść chwilowa ulgę, bo pozwalają mniej czuć. Ale to, że mniej czujesz, wcale nie oznacza, że automatycznie znikają twoje problemy. (...)Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można skutecznie i trwale wyleczyć tylko w jeden sposób” – czytamy na oficjalnym profilu autorki.

To fragmenty pochodzące z jej książki, dotyczącej tego zagadnienia. A komentarze w sieci są, cóż, mieszane. Internautom przede wszystkim nie spodobało się porównanie ludzkiego mózgu do komputera. Ich zdaniem, opisanie problemu przez pisarkę, to jego spłycanie. Może być nawet działanie szkodliwe, bo ludzi z tą chorobą może przekonać, że z depresją poradzą sobie sami.


Poprosiliśmy autorkę o komentarz w tej sprawie. Poniżej zamieszczamy odpowiedź:
Beata Pawlikowska

Internet jest szybki i powierzchowny. Tworzy szybkie opinie oparte na fragmentach zasłyszanych informacji i równie szybko je rozprzestrzenia, tworząc następne szybkie i powierzchowne opinie.

Opinia o książce oparta na przeczytaniu jej fragmentu albo komentarzy innych internautów jest tylko plotką, która ma więcej wspólnego z nieprawdą niż prawda. Jeżeli chcesz mieć opinię na temat książki, najpierw musisz ją całą przeczytać. Wtedy twoja opinia może być wiarygodna.

Marta Głowacka z Laboratorium Psychoedukacji w rozmowie z INN:Poland tonuje negatywne nastroje, przypominając jednak, czym jest ta choroba.

– Mamy wolność słowa, każdy może pisać i wydawać, co chce – mówi. – Jeśli jednak dorośli ludzie wierzą, że jedna publikacja pozwoli im wyjść z depresji, to są po prostu nieodpowiedzialni. Depresja to choroba, która ma wiele objawów, przyczyn, a także form przebiegu. Część z nich leczy się farmakologicznie, część terapeutycznie, korzysta się również z obu form. Teraz ludzie diagnozują się przez internet i jeśli widzą, że występują u nich jakieś objawy, powinni udać się do specjalisty, który dokładnie zdiagnozuje, co się dzieje. Depresja to choroba, którą leczy się według standardów medycznych. Sama jej diagnoza może trwać nawet miesiąc – podkreśla.

Niestety, hasło „idź pobiegaj, to ci minie” nie jest uniwersalnym lekiem. Głowacka podkreśla że owszem, wysiłek podwyższa poziom serotoniny (hormonu szczęścia), ale osoba, która cierpi na depresję ma jej tak krytycznie niski poziom, że nie podniesie się go w ten sposób na stabilny, prawidłowy poziom.

Tadeusz Reimus, psychoterapeuta z Centrum Dobrej Terapii tłumaczy w rozmowie z INN:Poland, że taka pozycja literacka nie ma wartości klinicznej, jeśli autor jest pacjentem, a nie lekarzem.

– Książka owszem, może być ciekawa jako zapis walki jednej osoby z chorobą. Ale nie wolno traktować jej jako poradnika, bo nie ma tam perspektywy klinicznej – stwierdza. - Mało tego, może mieć szkodliwy wpływ. Terapia niestety jest zazwyczaj ostatnim wyborem dla ludzi chorujących na depresję. Kiedy niektórzy z nich widzą książkę celebrytki, która stworzyła „unikalną” metodę, będą chcieli z niej skorzystać. A kiedy zobaczą, że nie przynosi efektów, wpadną w większa frustrację, co tylko może pogłębić ich problemy. Podkreślam, że taka literatura powinna być rozpatrywana jako beletrystyka, a nie kliniczna terapia – dodaje.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...