Ten polski samochód-cudo korkom się nie kłania. Marzenie korpoludków wreszcie się spełnia

mat. pras.
Wyobraźmy sobie ponury, deszczowy poranek. Spóźnieni wychodzimy do pracy, wsiadamy w samochód i od razu natrafiamy na ciągnący się kilometrami korek. Poruszając się z prędkością 15 km/h widzimy mijające nas motocykle. Ich przemoknięci kierowcy nie wyglądają jednak na przesadnie szczęśliwych. Rafał Budweil obserwując tego typu sytuacje na co dzień, wpadł na pomysł, by połączyć zalety jedno i dwuśladów. I stworzył trójkołowy samochód, który właśnie zgarnął gigantyczne dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Koncepcja trójkołowca sięga jeszcze 2010 roku. – Po 5 latach aktywnego korzystania z motocykla zauważyłem, że dojazd z domu do pracy z Bemowa na Mokotów zajmuje 20 minut. Samochodem zdecydowanie ponad godzinę. Ale poruszanie się pojazdami bez dachu w upał lub w deszczu to niezbyt przyjemne doświadczenie. Trzeba to kochać – opowiada w rozmowie z INN:Poland. I dodaje, że badania naukowe wskazują, że korzystanie z miejskich jednośladów pozwala zaoszczędzić nawet 150 godzin rocznie. Po kilku latach prac, w 2015 roku, zdecydował się więc porzucić pracę w branży telekomunikacyjnej.



W ten sposób powstał projekt Triggo. Samochodu zamkniętego w bryle motocykla. Dzieło Budweila ma 260 cm długości i 168 cm wysokości. W trybie „manewrowym” (takim, który pozwala np. na wymijanie stojących w korku współużytkowników drogi) ma zaledwie 92 cm szerokości. Mimo tego mieści się w nim dwóch pasażerów.
Takim maleństwem nie może się jednak wygodnie (a przede wszystkim bezpiecznie) sterować przy większych prędkościach. Dlatego, gdy na liczniku pokaże nam się więcej niż 25 km/h, Triggo może wysunąć dwa dodatkowe koła. Trochę jak w rowerkach dla dzieci, które nie potrafią jeszcze utrzymać równowagi. Szerokość pojazdu zwiększa się wtedy do 150 cm, ale dzięki temu możemy nim rozwinąć prędkość do 90 km/h bez obaw o to, że mocniejszy podmuch wiatru powali nas na ziemię.

By wpasować koncepcję Triggo w rozwiązania smart city, Budweil postawił na napęd elektryczny. Dwa silniki o mocy 10 kW i baterie o pojemności 12 kWh dają mu szacunkowy zasięg w granicach 80-100 km. Wystarczy więc do przejechania z jednego końca na drugi koniec miasta i z powrotem. Dla tych, którzy chcieliby jednak skorzystać z polskiego samochodu nieco dłużej, przedsiębiorca ma ciekawą propozycję. Zamiast kilkudzisięciominutowego ładowania Budewil rozważa użycie zamiennych baterii. – Dla użytkownika oznacza to podjechanie do czegoś w rodzaju paczkomatu, choćby na stacjach benzynowych, i operację, która zajmie kilka minut – wyjaśnia.

Budweil zgromadził wokół projektu zespół złożony z inżynierów, specjalistów oraz utytułowanych naukowców. Przy produkcji Triggo współpracuje z Przemysłowym Instytutem Motoryzacji zlokalizowanym w pobliżu dawnej fabryki FSO na warszawskim Żeraniu. Prototyp jest już gotowy. W wersji przedprodukcyjnej ma się pojawić w 2019 roku.

I jest tylko jeden problem. Rafał Budweil zadecydował, że jego samochody nie będą dostępne w sprzedaży detalicznej. Zamiast tego zdecydował się je oferować w systemie car-share'ingu. Jeżeli spotkamy je w przyszłości na ulicach, dajmy na to Warszawy, będą więc zbliżone w działaniu do Veturilo.
Przedsiębiorca tłumaczy, że to kwestia pragmatyzmu. – Pochodzę z części branży, która operuje na rynku B2B. Wiem jak dalece prościej jest zaoferować nawet bardzo wyrafinowaną i skomplikowaną technologii jednemu dużemu klientowi, niż sprzedać go 10 tys. indywidualnym odbiorcom – opowiada.

I dodaje, że wiązałoby się z konkurowaniem na rynku z firmami, którzy istnieją od przeszło 100 lat. Problemem byłoby również zorientowanie klientów na cenę. Operatorzy będą tymczasem zwracać dużą uwagę na jakość wykonania i wytrzymałość. A tu Triggo ma się czym pochwalić. – Nadwozie pod względem wytrzymałości będzie bardziej przypominać te znane z autobusów lub tramwajów – chwali się Budweil.

Triggo zostało opatentowane w Polsce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, USA, Japonii, Korei i Chinach. Szerokie zakrojone działania nie są przypadkiem. Budweil nie zamierza bowiem ograniczać się tylko do rodzimego rynku, tym bardziej, że car-share'ing bardziej dynamicznie rozwija się poza granicami Polski.

Globalne ambicje i potencjał polskiego wynalazku doceniło Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Projekt Budweila dostanie w ramach konkursu InnoMoto niemal 13 mln złotych dofinansowania. To więcej niż NCBiR przyznał np. Solarisowi i Melexowi.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...