Kusznierewicz najboleśniejszą porażkę ma już za sobą. „Życie na emeryturze bywa trudne”

Mateusz Kusznierewicz.
Mateusz Kusznierewicz. Fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta
Drugie, biznesowe życie Mateusza Kusznierewicza do tej pory było w olbrzymiej mierze spokojne. Projekt „Polska 100” okazał się na tle wcześniejszych doświadczeń bolesną nauczką, że wchodzenie w partnerstwo z państwowymi instytucjami nie jest „złapaniem Pana Boga za nogi”, a wręcz przeciwnie – drogą przez mękę. Szkoda rejsu, ale Kusznierewicz ma się czym zająć.

Do ostatnich tygodni Fundacja Navigare wydawała się jednym z mniej spektakularnych przedsięwzięć byłego mistrza żeglarstwa. Jak to w przypadku czempionów, tworzone przez nich organizacje najczęściej dbają o wizerunek, pozwalają zachować kontakt ze środowiskiem z danej dyscypliny, uczestniczyć we wspólnych działaniach. Nie inaczej było z liczącą sobie już dziesięć lat historii Fundacją Navigare, która angażowała się m.in. we wspieranie rozwoju uzdolnionej sportowo młodzieży czy współpracą ze szkołami.

Dwie akademie żeglarstwa mistrza
Aż do momentu, kiedy Fundacja weszła w porozumienie z Polską Fundacją Narodową. Zakup jachtu na potrzeby projektu „Polska 100” – czyli rejsu mającego upamiętnić setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, a przy okazji podpromować nieco nasz kraj (trudno tu jednak mówić o kampanii, która odbiłaby się jakimś szerszym echem w świecie, mimo wszystko wieści ze świata żeglarskiego śledzą na świecie nieliczni). PFN był w tym układzie odpowiedzialny za zakup jachtu – Fundacja miała tenże jacht wyszykować do rejsu. Ostatecznie okazało się, że fundacja Kusznierewicza wykonała już szereg prac na jachcie, którego PFN – formalnie – jeszcze nie kupił. I wpędziła się przy tym w kłopoty, bo czy ktokolwiek jeszcze faktury ureguluje – to akurat bardzo wątpliwe.
Dla Kusznierewicza może to być powód do smutku, irytacji czy nawet wściekłości, ale interesom byłego mistrza żeglarstwa cała sprawa raczej nie zaszkodzi. Zresztą najboleśniejszą porażkę ma już za sobą – to była Akademia Żeglarskiej Przygody, zlokalizowana w najpiękniejszym zakątku ziemi chojnickiej, na Psiej Górze w Swornegaciach. Nad tamtejszym jeziorem miała powstać szkółka żeglarska bardzo popularnego półtorej dekady temu mistrza. Gmina, licząc na to, że Akademia stanie się motorem lokalnego biznesu i rozwoju, udostępniła Kusznierewiczowi kilka hektarów gruntów za relatywnie niewielką opłatą.

Tyle że gmina – oddając pięć hektarów w wieczyste użytkowanie za zaledwie 200 tys. złotych – miała konkretne oczekiwania. Mistrz na nie przystał, po czym okazało się, że nie jest w stanie zrealizować obietnic. Sytuacja rozciągnęła się na kolejnych kilka lat – gdy w 2008 r. ruszyły prace, okazało się, że realizowano je bez wymaganych zgód i badań środowiskowych, co oznaczało wstrzymanie budowy, a nawet rozbiórkę części obiektów. Naprędce otwarto część obiektów, ale reszta prac się przeciągała. Kontrahenci mieli odnosić wrażenie, że zamawiający nie chcą regulować faktur.


Choć obiekt do dziś funkcjonuje jako Przystań Kusznierewicza, sam sportowiec podkreśla, że stracił kontrolę nad inwestycją już na początku dekady – a dziś nie ma z nią kompletnie nic wspólnego. Przeciwwagą ma być natomiast Akademia Kusznierewicza – spółka, którą założył w 2011 roku, zajmująca się m.in. organizacją rejsów, szkoleniami, budową bazy ośrodków i hoteli, a nawet klubów dbających o dietę klientów z nadwagą.
Marketing, eventy, ramki
Od tamtej pory Kusznierewicz rozwijał biznesowe skrzydła. – Tworzę własne projekty, firmy i przedsięwzięcia, ale też pracuję dla innych firm – opowiadał magazynowi „Żagle”. – Specjalizuję się w opracowywaniu, wdrażaniu i zarządzaniu projektami. Mam kompetencje w obszarze komunikacji, szeroko pojętego marketingu i realizacji projektów metodą Design Thinking – dorzucał. Dla Olivia Business Centre prowadził projekty związane z marketingiem i docieraniem do określonych grup odbiorców. Firma Eventory to z kolei platforma internetowa połączona z aplikacją, służąca organizatorom eventów do sprawnego ich przeprowadzenia. – Dzięki Eventory nie ma potrzeby drukować programu, biuletynów, katalogów, mapy – charakteryzował.

Pojawiła się wreszcie ramka na zdjęcia Zoom.me – zintegrowana ze smartfonem wyświetlała wskazane zdjęcia z dysku telefonu. Ten ostatni projekt wzbudził w środowisku polskich start-upowców spore emocje – jedni bowiem wzruszali ramionami na błahość projektu, inni udowadniali dzięki niemu, że „wszystko można”. Sam Kusznierewicz był Zoom.me częściowo rozczarowany: wspominał, że choć na polskim rynku odniósł z Zoom.me niemały sukces, to liczył na światową karierę swojego pomysłu.

Na tym tle porażka projektu „Polska 100” może być przykrym, ale jednak – incydentem. Zanim w grze pojawiła się PFN projekt i tak pozostawał na papierze. Dziś na niego wrócił, tyle jednak, że zostawiając za sobą stos faktur do zapłacenia.
Trwa ładowanie komentarzy...