Piotr Wilam, współtwórca Onetu: YouTube? Myślałem, że upadnie po dwóch miesiącach

Piotr Wilam: "Kiedy człowiek wchodzi na pewien poziom emocji, to potem bardzo ciężko jest wrócić do równowagi. Świat biznesu wciąga"
Piotr Wilam: "Kiedy człowiek wchodzi na pewien poziom emocji, to potem bardzo ciężko jest wrócić do równowagi. Świat biznesu wciąga" fot. materiały prasowe
Zaczynał w czasach dzikiego kapitalizmu lat 90.. Teraz jest jednym z największych polskich inwestorów w start-upy. Chociaż z wykształcenia jest matematykiem, to nie wierzy w biznesowe wyliczenia. Piotr Wilam, współzałożyciel Onetu i jeden z twórców funduszu Innovation Nest, w rozmowie z INNPoland opowiada o tym, dlaczego skazywał YouTube i Twittera na porażkę i czego najbardziej żałuje w swojej karierze.


Skąd pan bierze motywację do pracy? Przecież mógłby pan leżeć pod palmą i odpoczywać?

Różne są pomysły na życie, a mnie odpoczywanie zupełnie nie interesuje. Na co dzień potrzebuje więcej adrenaliny, więc próbuję zmieniać świat albo przynajmniej pomagam w jego zmienianiu. To jest dopiero pasjonujące.

Czyli chodzi o adrenalinę?

Trochę tak, bo kiedy człowiek wchodzi na pewien poziom emocji, to potem bardzo ciężko jest wrócić do równowagi. Bo ten świat wciąga. Spotyka się różnych przedsiębiorców, różne firmy. Niektóre fajne, którym nie wychodzi, inne mniej fajne, którym wychodzi. Ale prawdziwy rollercoaster jest dopiero ze startupami.


Najgorszy pomysł, który się sprawdził? I najlepszy, który nie wypalił?

Ciężko o tym mówić.

Dlaczego?

Inwestorowi trudno mówić o pomysłach, które nie wypaliły, za którymi stoi ktoś inny. Ale oczywiście nie raz miałem wrażenie, że jakiś start-up zmierza ku nieuchronnej katastrofie, a on odnosił niesamowity sukces. I tutaj mogę podać wiele przykładów – YouTube. Byłem przekonany, że to kompletne szaleństwo – przecież są prawa autorskie, a oni chcą udostępniać wszystko za darmo. Dawałem im dwa, może trzy miesiące. Dzisiaj widać, jak bardzo się pomyliłem. Z Twitterem było to samo - blogowanie w 140 znakach - nie ma szans. A z polskiego rynku, to zupełnie nie doceniłem paczkomatów. Wydawało mi się, że to jest jedynie marginalny dodatek do ecommercu.


Mylił się pan w ocenie YouTube, a jak był w przypadku własnych biznesów? Jak największy błąd pan popełnił?

Po sprzedaniu udziałów w Onecie powinienem wyjechać na dwa lata do Doliny Krzemowej. Miałem pieniądze, myślałem o inwestowaniu, dodatkowo dość dużo wiedziałem o internecie, tam było moje miejsce. Ale zabrakło mi wizji, może też odwagi i zostałem w Europie. Zrozumiałem to jednak dopiero 10 lat później.
Chciał pan robić tam coś konkretnego? Był jakiś pomysł?


Raczej planowałem znaleźć inspirację na przyszłość. Ostatecznie wyjechałem do Wielkiej Brytanii, którą lepiej znałem. To było jednak zachowawcze. I teraz żałuję, że nie zaryzykowałem tej Doliny Krzemowej. Może mógłbym dojść do niektórych rzeczy szybciej?

Najgorszą decyzję znamy, a jak była najlepsza?

Zaangażowanie się w Onet. Przecież z moim wspólnikiem Tomkiem Kolbuszem mieliśmy wtedy biznes, który bardzo dobrze funkcjonował. Po co więc było nam coś nowego? Porwała nas jednak wizja portalu internetowego i namówiliśmy Optimusa, żeby razem wejść w ten interes. Tomek i ja zaryzykowaliśmy naprawdę dużo, ale byliśmy wówczas w przedsiębiorczym ciągu – najpierw zrobiliśmy jedną rzecz, potem drugą. To wszystko było naturalne. Nie zauważaliśmy więc, jak ryzykowną decyzję podjęliśmy. Dotarło to do mnie dopiero po wielu latach.

Zatrzymajmy się chwilę przy Onecie i polskim internecie w latach 90.. To był raczej „dziki zachód” czy mała Dolina Krzemowa?

Tuż po rewolucji Balcerowicza to był zdecydowanie „dziki zachód”, ale z czasem wszystko się zmieniało. Druga połowa lat 90. była już zupełnie inna, szczególnie jeśli chodzi o internet. Sieć przyciągała prawdziwych pasjonatów. Znam dziesiątki osób, które przyjeżdżały z drugiego końca Polski, aby pracować dla Onetu. Im zdecydowanie chodziło o pasję, nie o pierwszy milion.

Czym jest Innovation Nest?

Fundusz capital venture założony przez Piotra Wilama i Marka Kapturkiewicza - wspiera głównie przedsiębiorców z branży high-tech, którzy chcą wyjść poza Polskę i działać globalnie. Skupia się głównie na wyzwaniach związanych z marketingiem oraz przygotowaniem organizacyjnym firm do podboju rynków na całym świecie

Pan pozbył się Onetu w idealnym momencie (2001 rok), innym zdarzało się jednak sprzedawać „dzieła życia” zbyt wcześniej albo zbyt późno. Jak więc wyczuć ten najlepszy czas? U pana to był czysty przypadek? Czy raczej przemyślana strategia?

To jest bardzo trudne pytanie. Ludziom, którzy budują biznes wyłącznie na sprzedaż, najczęściej nie wychodzi. Z drugiej strony, jeśli nie masz dystansu, to nie potrafisz właściwie ocenić sytuacji. Najważniejsze jest więc zdrowe podejście. Bo przecież, jeśli korzystasz ze wsparcia inwestorów, to musisz wiedzieć, że wcześniej czy później firma zostanie sprzedana. Ale jednocześnie musisz być w pełni zaangażowany, inaczej do niczego nie dojdziesz.

A pan jeszcze czasem wchodzi na Onet i sobie myśli: „Tutaj trzeba poprawić interfejs, a tam jakaś nieczytelna grafika!”? Czy to już minęło?

To już jest przeszłość, Onet dawno zostawiłem za sobą.

Więc co się bardziej liczy w biznesie? Intuicja czy wyliczenia?

Jeśli mogę wykonać analizę, wyliczenie czy research, to zawsze je robię. Ale później przychodzi etap, gdzie bardziej liczą się emocje. Bo racjonalne myślenie to tylko przygotowanie, najważniejsze decyzje trzeba podejmować w zgodzie z sobą. Na wyliczeniach bowiem można poprawić kondycje firmy o 10%, a jeśli chce się czegoś więcej, to trzeba użyć intuicji.
Wróćmy do pana obecnego zajęcia. Jaka jest rola inwestora w start-up? Jest tylko dostarczycielem pieniędzy? Czy także doradcą?

Ja zawsze doradzam. I tym, w których inwestuję, i tym, w których nie inwestuję. Po prostu start-upy mają bardzo silną potrzebę dostanie informacji zwrotnych.

Doradzając, wykorzystuje pan własne biznesowe doświadczenia z lat 90.? Czy świat się tak zmienił, że dziś wszystkie pana wskazówki byłby bezwartościowe?

Nie, nie, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Oczywiście na wiedzę inwestora czy mentora składają się najróżniejsze doświadczenia. Ale nigdy nie mówię, że w latach 90. robiliśmy tak czy tak, więc i wy powinniście. Z drugiej strony, ciekawe pytanie, ile jest jeszcze we mnie starych czasów. Bo przecież główną wartością mentora jest to, że widział bardzo dużo przypadków, więc potrafi dostrzec powtarzające się wzorce i pokazać, jak je przełamać. A to jest najważniejsze, ten unikalny punkt widzenia łączący przeszłość z teraźniejszością.

A w co najlepiej inwestować w Polsce?

Przede wszystkim w produkty, które mogą wykorzystać ogromny potencjał tkwiący w globalizacji. Jeśli więc spojrzymy na Polskę, to jest to software B2B, a szczególnie SaaS (Software as a Service). Firmy, które się tym zajmują, mają szansę, aby zaistnieć na światowym rynku.

Dlaczego akurat te?

Z bardzo prostej przyczyny. W tych branżach wystarczy bowiem zbudować sensowny interfejs po angielsku i klientów można znaleźć na całym świecie.

To czemu tak się nie dzieje?

Tak się dzieje, ale oczywiście potencjał jest większy! Myślę, że są dwa główne ograniczenia – produkt i sprzedaż. I chociaż to brzmi banalnie, bo zawsze największymi przeszkodami są produkt i sprzedaż, to właśnie tak się dzieje w przypadku polskich startup-ów. Dzisiaj na rynku jest bowiem dużo spółek, które robią całkiem przyzwoite rzeczy. Ale z drugiej strony, niewiele firm potrafi wyprodukować bardzo dobry produkt. Podobnie jest ze sprzedażą. Wiele startupów nauczyło się, jak przyzwoicie sprzedawać swoje produkty i bardzo fajnie im to wychodzi. Tylko że nikt nie umie stworzyć sprawnej organizacji sprzedażowej, dzięki której spółka mogłaby systematycznie zwiększyć swoje przychody 4-krotnie w skali roku.

Jak to zmienić?

Trzeba więcej know-how, więcej doświadczonych ludzi, więcej międzynarodowych kontraktów. No i najważniejsze – więcej pieniędzy. Inaczej polskie startupy będą rozwijały się wolno. Ale nie wolno mylić skutków z przyczyną – pieniądze popłyną dopiero tam, gdzie będę dobre produkty.

Na koniec - co dalej zamierza robić Piotr Wilam?

Ciągle inwestować, ciągle doradzać - to są moje wyzwania. Co zrobić, żeby „twój” start-up zaistniał? Jak mu pomóc? Co doradzić? Te pytanie nigdy mnie opuszczają. To moja pasja.

Piotr Wilam -Współtwórca, inwestor i partner zarządzający w Innovation Nest (funduszu seed/VC) oraz współzałożyciel i członek zarządu SPIN - Szkoły Przedsiębiorczości Innovation Nest; przedsiębiorca; założyciel Wydawnictwa Pascal oraz współtwórca i pierwszy prezes Onet.pl; business angel zaangażowany m.in. w Merlin.pl; z wykształcenia filozof i matematyk, absolwent KUL, Oxford University oraz London Business School. Obecnie wspólnie z należącą do Google instytucją Campus Warsaw i Innovation Nest rozpoczynają program akceleracyjny Growth

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.