- Wielu osobom wydaje się pewnie, że wszystko na giełdzie wygląda tam jak w „Wilku z Wall Street” - mówi Wiesław Rozłucki
- Wielu osobom wydaje się pewnie, że wszystko na giełdzie wygląda tam jak w „Wilku z Wall Street” - mówi Wiesław Rozłucki Sławomir Kamińsk/Agencja Gazeta

Giełda leci na łeb na szyję. W ciągu kilku miesięcy WIG20 spadł o prawie 25 procent i jest notowany najniżej od ponad sześciu lat. Wszyscy, którzy myślą, że te dramatycznie niskie wyniki wpłyną jedynie na roczny bilans spółek giełdowych, mylą się. Mogą one mieć bowiem katastrofalne skutki dla całej polskiej gospodarki. Jakie? O to najlepiej zapytać byłego wieloletniego prezesa warszawskiej giełdy Wiesława Rozłuckiego. W rozmowie z INNPoland tłumaczy on, czemu wprowadzenie podatku bankowego nie przyniesie niczego dobrego, a także wyjaśnia, kto powinien zostać kolejnym prezesem GPW.

REKLAMA
Prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka powiedział że „giełda to kasyno”. Zgoda?

Giełda jest często utożsamiana ze spekulacjami czy przekrętami. Wielu osobom wydaje się pewnie, że wszystko wygląda tam jak w „Wilku z Wall Street”. I podobnie uważają niektórzy politycy czy urzędnicy m.in. właśnie prezes Belka. Mam nadzieję, że to tylko skrót myślowy dotyczący wysokiej zmienności giełdy. Bo niech ktoś mi wskaże, chociaż jedną spółkę zarabiająca w kasynie! Ja mogę pokazać za to setki przykładów przedsiębiorstw, które dorobiły się milionów właśnie na parkiecie. A jak ktoś twierdzi, że giełda jest nieprzewidywalna, to odpowiadam – demokracja jest równie zmienna, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach. Więc każdy polityk, który mówi, że giełda to kasyno, powinien się najpierw zastanowić, jak sam został wybrany.
Dzisiaj giełda wydaje się jednak nie najlepszą inwestycją. WIG20 leci na łeb na szyję i jest najniżej od sześciu lat. Co się właściwie dzieje?
Odpowiedź jest niezwykle prosta – to efekt racjonalnej analizy i kalkulacji, nie żadnych chwilowych emocji. Oczywiście często mówi się, że giełda zachowuje się nieracjonalnie czy reaguje zbyt gwałtownie. Ale na pewno nie tym razem.
Skąd taka pewność?
Niech pan prześledzi kurs WIG-u 20 w ciągu ostatnich trzech lat. Pierwszy wyraźny spadek indeks zanotował w 2013 roku, kiedy doszło do reformy OFE. Fundusze emerytalne miały bowiem wiele kapitału ulokowanego w akcjach dużych spółek. Po zmianach wprowadzonych przez rząd Tuska ich wycena radykalnie spadła, a WIG20 wpadł w długotrwały „równoległy kanał trendowy”, czyli mówiąc prościej w stagnację. Wszyscy liczyli, że indeks wreszcie się z niej wyrwie. I tak się stało w maju tego roku. Był tylko jeden problem – zamiast pójść górę, to WIG20 spadł w dół.
logo
Od majowych wyborów prezydenckich WIG20 spadł prawie o 25% screen z www.gpw.pl/http://bit.ly/1P8NEyp
Dlaczego?
Po pierwsze była to jeszcze reakcja na działania poprzedniego rządu, szczególnie próby zmuszenia spółek energetycznych do inwestowania w zadłużony sektor węglowy. Po drugie obawa przed realizacją obietnic wyborczych PIS-u i prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi tutaj głównie o dwie najbardziej szkodliwe dla giełdy zapowiedzi – podatek bankowy i transakcyjny.
Czemu są one aż tak niebezpieczne?
Podatek bankowy zmniejszy zyski instytucji finansowych mniej więcej o 1/3, co wpłynie na rynek kredytowy. Bankom nie będzie się bowiem opłacać udzielanie nisko oprocentowanych pożyczek, więc ich akcje kredytowe spadną – jeżeli powtórzy się scenariusz z Węgier, to nawet o 30 proc. – i będą musiały szukać pieniędzy w innych obszarach, a na tym stracą na pewno zwykli klienci.
A podatek transakcyjny?
Tutaj była przygotowana nawet gotowa, wielostronicowa ustawa. I jeżeli nowemu rządowi udałoby się ją wprowadzić w takim kształcie, to byłaby dla giełdy prawdziwa tragedia. Zakłada ona bowiem, że na przykład opłata za jeden kontrakt indeksowy wzrosłaby z 2, 40 zł. do 29, 40 zł. Nie trudno więc sobie wyobrazić, że wtedy żadnego handlu instrumentami pochodnymi na giełdzie by nie było, a trwającą bessę wspominalibyśmy z łezką w oku. Przecież ten proponowany podatek jest siedmiokrotnie wyższy niż podobna opłata wprowadzona w innych, nielicznych krajach. Powtórzę więc jeszcze raz – podatek transakcyjny to byłyby dla warszawskiej giełdy cios śmiertelny.
logo
Rozłucki był prezesem warszawskiej giełdy przez 15 lat. Ze stanowiska odszedł w 2006 roku fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta
Z pana słów wynika, że nowy rząd traktuje giełdę wyłącznie jako źródło pieniędzy, a nie jedno z narzędzi rozwoju gospodarczego.
I tutaj jest moim zdaniem pies pogrzebany. Od trzech lat apeluję bezskutecznie do kolejnych rządów, aby któryś z premierów publicznie zadeklarował, że inwestycje na giełdzie są pożyteczne i konieczne dla rozwoju gospodarki. To jest najlepszy sposób stymulowania polskich przedsiębiorstw. Tam bowiem najszybciej małe spółki stają się średnimi, a średnie dużymi. Powtarzam to od lat i cieszę się, że podobne słowa usłyszałem w czasie expose od pani premier Szydło. Teraz jednak czas na działanie.
Mówi pan, że giełda jest „najlepszym sposobem stymulowania polskich przedsiębiorstw”. Czemu akurat ona, a nie ulgi podatkowe czy państwowe inwestycje?
Bo do rozwoju potrzebny jest kapitał, a na giełdzie nietrundo go zdobyć. Oczywiście zawsze można spróbować zaciągnąć pożyczkę, ale wiadomo, że wielu spółkom ciężko jest spełnić restrykcyjne wymagania kredytowe. Można jeszcze zawsze skorzystać z venture capital albo private equity, ale w Polsce to wciąż giełda pozostaje najlepszym i najszybszym źródłem finansowania przedsiębiorstw.
Zapytam więc kolejny raz – dlaczego?
Na giełdzie nie trzeba bowiem dawać inwestorowi żadnych gwarancji finansowych jak w banku, wystarczy przekonywująca oferta. I teraz zależy wyłącznie od inwestora, czy uwierzy w dobrą przyszłość spółki. A że na giełdzie ludzie są w większości przyzwyczajeni do podejmowania ryzyka i nie idą za przykładem frankowiczów żądających zmiany umowy albo organizujących demonstrację. Bo wiedzą, że włożyli tam swoje i tylko swoje pieniądze.
logo
Kiedyś GPW mieściła w dawnej siedzibie KC PZPR przy rondzie de Gaulle'a, dzisiaj ma siedzibę przy ulicy Książęcej fot. Adam Stępień/Agencja Gazeta
Istnieją szacunki, ile przeciętna spółka zyskała na giełdzie?
W sumie – przez ponad 20 lat – wszystkie spółki giełdowe uzyskały ponad 100 miliardów złotych. Ale tutaj nawet nie wielkie liczby są ważne, a historie pojedynczych przedsiębiorstw, które na początku korporacyjnej kariery zarobiły na parkiecie pierwsze poważne pieniądze pozwalając im na dalszy dynamiczny rozwój.
Przykłady?
Oczywiście mogę wymieniać tak duże firmy jak Asseco czy Getin Bank. Ale najbardziej imponująca historia ostatnich lat to CD Projekt. Jak pokazałem jednemu z ministrów skarbu, że jej wartość jest większa niż Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która zatrudnia kilka tysięcy osób to zaniemówił. A dzisiaj ten dystans jest jeszcze większy. Ten przykład pokazuje jeszcze dobitnej, że jeśli spółka dostanie w kluczowym momencie zastrzyk pieniędzy z giełdy, to ma ogromne szansę rozwoju.
Niedawno do dymisji podał się prezes warszawskiej giełdy Paweł Tamborski. Bardziej niż nazwisko jego następcy interesuje mnie jednak , jaka jest właściwie rola prezesa GPW.
Mogę na pewno powiedzieć jedno - prezes ma taki wpływ na wycenę akcji jak prezenter telewizyjny na pogodę. Ale mówiąc serio. W rękach osoby kierującej giełdą jest jej cały wizerunek. Jeśli zachowuje się profesjonalnie, to inwestorzy mają przekonanie, że na giełdzie panują jasne i przejrzyste zasady, więc warto tutaj włożyć pieniądze. Natomiast jeżeli jest inaczej i prezesem zostaje osoba niedoświadczona,, to inwestorzy zaczynają mieć natychmiast wątpliwości do całego rynku.
Więc kto powinien zastąpić Tamborskiego?
Proszę mnie nie pytać, o konkretne nazwiska. Ale uważam, że w obecnej sytuacji prezesem powinien zostać profesjonalista, będący jednocześnie blisko nowej władzy. Bo tylko osoba mająca wpływ na politykę makroekonomiczną i fiskalną państwa może zatrzymać spadające notowanie indeksów. Inaczej będzie jeszcze gorzej.
logo
Kiedy w kwietniu 1991 roku Rozłucki rozpoczął pierwszą sesję warszawskiej giełdy, brało w niej udział pięć spółek. Dziś jest ich blisko 1000 fot. Tomasz Wierzejski/Agencja Gazeta
Inaczej?
Mam na myśli wybór prezesa wyłącznie z politycznego klucza.

Wtedy giełdzie grozi marginalizacja?
Tak. Dalszy spadek obrotów, brak nowych spółek, odpływ inwestorów takie mogą być konsekwencje. W ostateczność grozi nam scenariusz węgierski, czyli giełda działająca wyłącznie na rynku lokalnym i będąca kwiatkiem do kożucha krajowej gospodarki. Na Węgrzech jest bowiem notowanych zaledwie ponad 40 spółek, a w Warszawie na giełdzie mamy teraz 900 przedsiębiorstw. To pokazuje skalę zagrożenia.

Co zatem robić?
Musimy dalej rozwijać giełdę, ponieważ nie ma lepszego mechanizmu budowania wartości i skali polskich przedsiębiorstw.

Wiesław Rozłucki - ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej. W latach 1990-91 był doradcą w ministerstwie finansów, a następnie dyrektorem departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Przez następne 15 lat (1991-2006) był prezesem Giełdy Papierów Wartościowych. Dzisiaj szefuje Radzie Giełdy, a także jest członkiem rad nadzorczych kilku spółek m. in.: Bank BPH, Orange Polska i TVN.

Napisz do autora: michal.budzynski@innpoland.pl