
Giełda leci na łeb na szyję. W ciągu kilku miesięcy WIG20 spadł o prawie 25 procent i jest notowany najniżej od ponad sześciu lat. Wszyscy, którzy myślą, że te dramatycznie niskie wyniki wpłyną jedynie na roczny bilans spółek giełdowych, mylą się. Mogą one mieć bowiem katastrofalne skutki dla całej polskiej gospodarki. Jakie? O to najlepiej zapytać byłego wieloletniego prezesa warszawskiej giełdy Wiesława Rozłuckiego. W rozmowie z INNPoland tłumaczy on, czemu wprowadzenie podatku bankowego nie przyniesie niczego dobrego, a także wyjaśnia, kto powinien zostać kolejnym prezesem GPW.
Giełda jest często utożsamiana ze spekulacjami czy przekrętami. Wielu osobom wydaje się pewnie, że wszystko wygląda tam jak w „Wilku z Wall Street”. I podobnie uważają niektórzy politycy czy urzędnicy m.in. właśnie prezes Belka. Mam nadzieję, że to tylko skrót myślowy dotyczący wysokiej zmienności giełdy. Bo niech ktoś mi wskaże, chociaż jedną spółkę zarabiająca w kasynie! Ja mogę pokazać za to setki przykładów przedsiębiorstw, które dorobiły się milionów właśnie na parkiecie. A jak ktoś twierdzi, że giełda jest nieprzewidywalna, to odpowiadam – demokracja jest równie zmienna, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach. Więc każdy polityk, który mówi, że giełda to kasyno, powinien się najpierw zastanowić, jak sam został wybrany.
Wtedy giełdzie grozi marginalizacja?
Co zatem robić?
Wiesław Rozłucki - ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej. W latach 1990-91 był doradcą w ministerstwie finansów, a następnie dyrektorem departamentu w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Przez następne 15 lat (1991-2006) był prezesem Giełdy Papierów Wartościowych. Dzisiaj szefuje Radzie Giełdy, a także jest członkiem rad nadzorczych kilku spółek m. in.: Bank BPH, Orange Polska i TVN.
Napisz do autora: michal.budzynski@innpoland.pl
