
Jeżeli wegetarianizm kojarzy wam się jedynie z bezmięsną dietą – jesteście mocno do tyłu. Dziś to w coraz większym stopniu styl życia i filozofia, wymagająca dostosowywania kolejnych sfer naszej codziennej egzystencji. Na polskim rynku debiutują już pierwsze firmy, które oferują klientom wegetariańską odzież. Niebawem doczekamy się też zapewne wegetariańskiej chemii, bo i takie wynalazki serwują już dziś zachodni przedsiębiorcy swoim klientom.
REKLAMA
– Na początku ubiegłego roku wybrałam się na wakacje do Barcelony. Jako że jestem weganką, to przed wyjazdem przeszukiwałam internet w poszukiwaniu rozmaitych wegańskich restauracji – wspomina w rozmowie z INN:Poland Ela Lelek, założycielka firmy Piñana Bag oraz sklepu Vegemoda.pl. – I jak to bywa przy takich okazjach, po sznureczku, przeglądając kolejne strony, natrafiłam na artykuł opisujący start-up, który zaczynał się zajmować tematem materiałów alternatywnych dla naturalnej odzwierzęcej skóry – dodaje.
Tam Lelek mogła zapoznać się z materiałem tworzonym z włókien liści ananasa – powstającym na Filipinach, a następnie transportowanym do Barcelony, gdzie nadawana mu jest charakterystyczna faktura. – Skontaktowałam się z tym start-up’em, kiedy nie mieli jeszcze nawet próbek. A gdy już mieli, zaczęliśmy wspólnie sprawdzać, co się z tego da zrobić. Okazało się, że całkiem sporo. Dziś materiał ten trafia i do nas, do Katowic – gdzie mamy swoje małe biuro projektowe i szwalnię – opowiada szefowa Piñana Bag. – To tutaj, na Śląsku powstają torebki z ananasa. Tutaj przenoszę pomysły z mojej głowy, tu szukam materiałów alternatywnych dla skór – kwituje.
Boże Wegenarodzenie
Dzisiaj torebki czy saszetki z Piñana Bag to dopiero początek. – Posiadamy też markę odzieżową: Vegemoda. Tworzymy odzież o tematyce wegańskiej, ale nie tylko: również rzeczy z bawełny organicznej, rzeczy do domu – opowiada Ela Lelek. Na tym nie koniec. – Teraz zaczęliśmy również projektować rzeczy ze sztucznego futra, które jest produkowane w Polsce. To typowo zimowe akcesoria – kominy, szaliki. Zainteresowanie jest coraz większe, bo i świadomość polskich konsumentów w tej dziedzinie nieustannie rośnie – dorzuca.
Dzisiaj torebki czy saszetki z Piñana Bag to dopiero początek. – Posiadamy też markę odzieżową: Vegemoda. Tworzymy odzież o tematyce wegańskiej, ale nie tylko: również rzeczy z bawełny organicznej, rzeczy do domu – opowiada Ela Lelek. Na tym nie koniec. – Teraz zaczęliśmy również projektować rzeczy ze sztucznego futra, które jest produkowane w Polsce. To typowo zimowe akcesoria – kominy, szaliki. Zainteresowanie jest coraz większe, bo i świadomość polskich konsumentów w tej dziedzinie nieustannie rośnie – dorzuca.
Rzeczywiście, wystarczy rzucić okiem na sprzedaż firmy. Obecnie to kilkanaście wysyłek dziennie, składających się z reguły z więcej niż jednego produktu. Przed świętami ruch jeszcze bardziej rośnie. W większości towary te trafiają do rąk klientów w dużych polskich miastach, a ponadto zagranicą – w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Szefowa Piñana Bag początkowo zakładała, że właśnie zza granicy będzie pochodzić olbrzymia większość klientów, nawet strona Vegemoda.pl powstała początkowo wyłącznie w języku angielskim. Okazało się, że „świadomość wegetariańska” nad Wisłą jest wcale niemała.
– W przypadku żywności i diety wegetariańskiej to bardzo często kwestia zdrowotna, a nie ideologiczna. Jednak coraz więcej osób uświadamia sobie, że nie tylko hodowla zwierząt na mięso źle odbija się na środowisku – pomijając już kwestie etyczne i empatię wobec zwierząt – ale też produkcja rzeczy ze skóry: butów, kurtek i innych produktów – wykłada nam filozofię wegańskiej galanterii założycielka Vegemoda.pl. – Niektórym wydaje się, że skóra jest produktem ubocznym produkcji mięsa – i tak do pewnego momentu było. Ale dziś jest mnóstwo takich hodowli, np. w Indiach – gdzie znajduje się jedno z większych skupisk eksporterów skór – gdzie zwierzęta są zabijane wyłącznie dla skóry, ponieważ ich mięso do niczego się nie nadaje.
Świadomie bezmięsne zakupy
W Polsce tak daleko posunięta wykładnia dopiero się zakorzenia. Siłą rzeczy biznes też jeszcze nie szuka w tej niszy klientów. – Producenci galanterii wegańskiej to rzadko Polacy. W przeważającej mierze takie wyroby powstają za granicą – fala świadomych wyborów płynie do nas, nie oszukujmy się, z Zachodu – ucina Lelek. – Natomiast będzie ich przybywać: choćby dzięki takim kampaniom, jak „Sklepy wolne od futer” prowadzona przez organizację Otwarte Klatki. Coraz więcej marek odzieżowych, jak np. Reserved, rezygnuje z futer naturalnych. I nawet jeśli to jeszcze nie jest produkcja wegańska, bo ciężko stwierdzić, czy ich barwniki czy kleje spełniają kryteria wegańskiego składu, to jest to duży postęp, a tego typu akcje otwierają debatę na temat tego, jak powstają rzeczy z futra lub skóry i czy rzeczywiście są one nam do szczęścia potrzebne – mówi szefowa Piñana Bag.
W Polsce tak daleko posunięta wykładnia dopiero się zakorzenia. Siłą rzeczy biznes też jeszcze nie szuka w tej niszy klientów. – Producenci galanterii wegańskiej to rzadko Polacy. W przeważającej mierze takie wyroby powstają za granicą – fala świadomych wyborów płynie do nas, nie oszukujmy się, z Zachodu – ucina Lelek. – Natomiast będzie ich przybywać: choćby dzięki takim kampaniom, jak „Sklepy wolne od futer” prowadzona przez organizację Otwarte Klatki. Coraz więcej marek odzieżowych, jak np. Reserved, rezygnuje z futer naturalnych. I nawet jeśli to jeszcze nie jest produkcja wegańska, bo ciężko stwierdzić, czy ich barwniki czy kleje spełniają kryteria wegańskiego składu, to jest to duży postęp, a tego typu akcje otwierają debatę na temat tego, jak powstają rzeczy z futra lub skóry i czy rzeczywiście są one nam do szczęścia potrzebne – mówi szefowa Piñana Bag.
A w tej ostatniej kwestii weganie i obrońcy praw zwierząt nie mają najmniejszych wątpliwości. „Miliony krów, świń, owiec i kóz są co roku zarzynane dla skóry. Są kastrowane, oznaczane i pozbawiane rogów, a także odcina im się ogony – i wszystko to bez znieczulenia. Potem są wiezione na rzeź, wykrwawiają się, są obdzierane ze skóry. Skóra to nie jest po prostu produkt uboczny oboju – to przemysł, który przeżywa boom” – pozbawia czytelników złudzeń organizacja PETA, znana ze spektakularnych kampanii, jak choćby nagich modelek i celebrytek, które demonstracyjnie odmawiają noszenia futer.
PETA – a oprócz niej również dziesiątki innych organizacji, witryn, portali dla wegan itp. – podsuwają nie tylko uzasadnienie, ale też konkretne wskazówki dla wegan. Czego unikać w przypadku obuwia i galanterii? Skóry, zamszu, skór aligatora, węża i kangura. W przypadku krawatów? Jedwabiu. Czego szukać w zamian? Tu pomysły podsuwa choćby strona wegetarianie.pl: odzieży z lnu i konopi. „Zdecydowanie bardziej ekologiczną alternatywą jest nasz swojski len i używane od zarania dziejów, a później zapomniane, konopie” – radzą autorzy serwisu.
A to dopiero początek. Na rozmaitych forach i w sklepach wegańskich znajdziemy też produkty kosmetyczne i chemiczne, które są „cruelty-free”, czyli w założeniu wegańskie. Chodzi o perfumy, środki czyszczące, proszki.
Wegańska fala
Jasne, nie są to przełomowe innowacje – nawet jeżeli włókna liści ananasa brzmią dosyć egzotycznie. Ceny również nie odbiegają zbytnio od „mięsnego” asortymentu sklepów z ubraniami, butami czy torebkami. Jednocześnie jednak wegetarianie są grupą bardzo świadomie kupującej – i bardzo wiernej – klienteli. Stąd przebijanie się na rynku kolejnych marek „wegańskich”, jak brand Veganise! czy sklep KocieUszy. I prawdopodobnie niemała przestrzeń dla kolejnych marek, które będą adresować swoje produkty i kampanie do tej grupy konsumentów.
Jasne, nie są to przełomowe innowacje – nawet jeżeli włókna liści ananasa brzmią dosyć egzotycznie. Ceny również nie odbiegają zbytnio od „mięsnego” asortymentu sklepów z ubraniami, butami czy torebkami. Jednocześnie jednak wegetarianie są grupą bardzo świadomie kupującej – i bardzo wiernej – klienteli. Stąd przebijanie się na rynku kolejnych marek „wegańskich”, jak brand Veganise! czy sklep KocieUszy. I prawdopodobnie niemała przestrzeń dla kolejnych marek, które będą adresować swoje produkty i kampanie do tej grupy konsumentów.
– Vegemoda jest dość młodą firmą: w zeszłym miesiącu świętowaliśmy pierwszą rocznicę istnienia. Ruch od początku był bardzo duży, odkąd tylko uruchomiliśmy stronę i nadal utrzymuje stały poziom – podkreśla Ela Lelek. – Oprócz sprzedaży online uczestniczymy też w licznych targach, jakie odbywają się w Polsce. Jest ich coraz więcej, np. najbliższa Veganmania w Krakowie, w której zadeklarowało uczestnictwo już około 2 tysięcy osób, co jest dużym fenomenem – kwituje.
Ale weganizm – czy wegetarianizm – też przeżywa swoje stylistyczne mody. Dziś na topie są artykuły stonowane. – Rzeczy, które najlepiej się sprzedają, to wyroby, które mają jakieś przesłanie. Nie są to rzeczy totalnie pozbawione napisu, komunikatu, grafiki – mają swój przekaz, choć nie jest on agresywny – tłumaczy założycielka Vegemoda.pl. – To łagodne, przedstawiające dobrą stronę wegetarianizmu i weganizmu grafiki i slogany: ludzie nie chcą już się pokazywać w koszulkach, które mają napis „mięso to śmierć”. Wolą jakiegoś śmiesznego brokuła, świnkę czy inne fajne zwierzątko. Wybierają pozytywną stronę, a nie wariant weganina – jak to się mówi „wegan-nazi” – który hejtuje wszystkich jedzących mięso – uzupełnia.
Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl
