Czy w budżecie może zabraknąć pieniędzy?
Czy w budżecie może zabraknąć pieniędzy? Kuba Ociepa/Agencja Gazeta

Czy koszt obsługi polskiego długu rzeczywiście urósł do rozmiaru niebezpiecznego dla polskiej gospodarki? Znany analityk twierdzi, że w budżecie może zabraknąć pieniędzy. Zapytaliśmy innych ekspertów o to, czy rzeczywiście grozi nam kryzys finansów publicznych.

REKLAMA
Koszt obsługi polskiego długu publicznego przekracza ten zapisany w ustawie budżetowej na 2017 rok. I może zacząć niebezpiecznie rosnąć – podkreśla Krzysztof Wołowicz, analityk BPS TFI. Innymi słowy, rentowność polskich papierów dłużnych stała się tak wysoka, że w budżecie może zabraknąć pieniędzy na ich wykup. Poprosiliśmy o prognozy innych ekspertów.
Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI, wydaje się nie mieć wątpliwości, że sytuacja polskiego budżetu jest trudna. – Obecne spadki cen na rynkach obligacji oznaczają, że banki pozbywają się obligacji skarbowych m.in. Polski – ostrzega ekspert. – Musimy też pamiętać o tym, że w Polsce sektor bankowy jest sporym posiadaczem obligacji skarbowych i był do tej pory sporym ich nabywcą. W związku z tym, można zakładać, że banki w tej chwili rzeczywiście sprzedają te papiery – dodaje.
Co to oznacza? W największym skrócie: najpoważniejsi kupcy na rynku obligacji zaczynają się wyprzedawać. Oznacza to, że rośnie rentowność obligacji będących w obrocie oraz że w najbliższych miesiącach będzie rosła – czyli Polska, żeby pożyczyć pieniądze na rynku, będzie musiała proponować lepsze oprocentowanie tych papierów. W przyszłorocznym budżecie na obsługę długu publicznego przeznaczono nieco ponad 30 mld złotych – według głównego ekonomisty BPS TFI, za mało.
Dowodem trendu ma być oprocentowanie obligacji będących teraz w obrocie: trzyletnie są oprocentowane na poziomie 2,3 proc.; pięcioletnie – na poziomie około 2,9 proc.; dziesięcioletnie to dla inwestora już zarobek rzędu 3,6-3,7 proc. Krzysztof Wołowicz podkreśla, że to 30-procentowy wzrost rentowności w ciągu zaledwie trzech miesięcy – od początku września do początku grudnia. Mało tego: resort finansów ograniczył w listopadzie sprzedaż papierów – podaż została ograniczona z 7 do 3,6 mld złotych. To może oznaczać, że rządowi analitycy zdają sobie sprawę z tendencji rynkowych. Co nie znaczy, że uda się uniknąć potencjalnej finansowej burzy. – Widać, że resort finansów ma możliwość sprzedaży papierów skarbowych, ale po wyższych cenach, czyli tutaj koszty obsługi długu publicznego mogą zacząć niebezpiecznie rosnąć – kwituje.
logo
Koszty obsługi długu publicznego Polski w olbrzymiej mierze zależą od kursów walutowych. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Inni analitycy nie są jednak aż tak sugestywni. – Mówienie o kłopotach z obsługą długu publicznego jest, delikatnie mówiąc, przedwczesne – powiedział INN:Poland Piotr Kuczyński, główny ekonomista Xeliona. – W 2013 roku mieliśmy oprocentowanie na poziomie 5 procent, jeszcze w 2011 roku mieliśmy dobrze ponad 6 procent. Nie ma więc powodu, żeby mówić o jakimś poważnym kryzysie – uciął.
– Obecne rentowności nie należą do takich, przy których powstają dla budżetu jakieś poważne problemy – twierdzi z kolei w rozmowie z INN:Poland Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club oraz były wiceminister finansów. – Rentowność, przy której pojawia się problem to taka, która sięga 6, 10 czy 15 procent. Wzrost rentowności z obecnego poziomu o 1 czy 2 proc. oznaczałby co najwyżej konieczność nowelizacji budżetu – dodaje.
Niby nic, ale chodzi o kilka dodatkowych miliardów złotych, które trzeba byłoby uzyskać, tnąc wydatki w innych miejscach – np. ograniczając inwestycje publiczne lub skalę wydatków, dajmy na to, w wojsku lub służbie zdrowia. Gomułka podkreśla, że poważniejsze kłopoty pojawiłyby się, gdyby trzeba było znaleźć w budżecie dodatkowe kilkanaście lub dwadzieścia miliardów. Do tego jednak droga daleka. Chyba, że jakiegoś raptownego załamania doznałby kurs złotówki. – W przyszłorocznym budżecie bardzo wiele zależy od kursów walutowych – wskazuje Piotr Kuczyński. – Na dziś możemy powiedzieć, że jeżeli chodzi o prognozowanie kosztów obsługi długu publicznego, to żyjemy w sferze fantazji. Zapisy budżetowe nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – dorzuca.
W rzeczy samej: zarówno ponura prognoza Wołowicza opiera się na trendzie, który zainicjowały obligacje Stanów Zjednoczonych – coraz lepiej oprocentowane i coraz chętniej sprzedawane przez banki, odkąd wybory za Atlantykiem wygrał Donald Trump – jak i uspokajające scenariusze Gomułki i Kuczyńskiego zakładają, że Polska waluta będzie się trzymać dobrze, a gospodarki nic na dłuższą metę nie wytrąci z równowagi, nawet słabnąca dynamika wzrostu gospodarczego. Niestety, w tym układzie tylko jedno jest pewne: polski dług publiczny dobija pułapu biliona złotych. A to nigdy nie jest dobra wiadomość.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl