Rzucić branżę reklamową i IT, żeby robić kosze na śmieci. Poznaniacy zaryzykowali i nieźle na tym wychodzą

Marcin Łotysz i Jakub Luboński, współzałożyciele Bin-e.
Marcin Łotysz i Jakub Luboński, współzałożyciele Bin-e. Fot. Facebook
Grunt to ryzyko. – Przez lata tworzyliśmy całkiem przyjemne i dochodowe biznesy, ale uznaliśmy, że z tym koniec. Że stworzymy coś, co pomaga ludziom – mówił podczas niedawnej Polish Tech Night w Berlinie Jakub Luboński. To jeden z współzałożycieli Bin-e – start-upu, który wprowadza na rynek innowacyjny kosz na śmieci, samodzielnie segregujący za użytkowników wrzucane do niego odpady.


Założona wraz z Marcinem Łotyszem firma jest jeszcze wielką niewiadomą, ale za to niesie nadzieję na sukces w skali globalnej.

– Naszym pierwszym pomysłem na biznes była agencja reklamowa – mówi INN:Poland Marcin Łotysz. – Z agencji BTL zaczęliśmy w naturalny sposób przekształcać się w agencję interaktywną. Z czasem na tyle dobrze się poczuliśmy w takich działaniach interaktywnych, że praktycznie dorobiliśmy się softwarehouse'u: budowaliśmy oprogramowanie, platformy internetowe, itp. – kwituje.
Nie jest to jednak łatwy kawałek chleba: roboty po same łokcie, spora konkurencja, na rynku roi się od potężnych firm, mających oparcie w globalnych koncernach. Przebijanie się na rynku reklamy czy IT wymagałoby czasu, cierpliwości, środków. – Wreszcie jednak uznaliśmy, że chcemy działać gdzieś w bardziej nieznanej przestrzeni. Szukaliśmy różnych pomysłów na biznes i produkt – przyznaje Łotysz.


Z natury rzeczy
Życie samo nam podsunęło wreszcie pomysł na Bin-e – mówi. – Próbowaliśmy wdrożyć w firmie segregowanie odpadów, ale było wokół tego tyle zamieszania, że w końcu zacząłem się zastanawiać – dlaczego ludzie mają taki problem z segregowaniem i co dalej dzieje się z opakowaniami. Najpierw myśleliśmy o jakiejś aplikacji, potem jednak doszliśmy do wniosku, że spróbujemy stworzyć jakieś urządzenie-robota – dodaje.

Nie od razu jednak Kraków zbudowano. – Przez rok prowadziliśmy jeszcze poprzednią firmę, a jednocześnie jeździliśmy z naszym pomysłem po Europie i świecie. Okazało się, że jest duże zapotrzebowanie na taki produkt – podkreśla Łotysz. – Postanowiliśmy, że nie będziemy się rozdrabniać i całą energię włożymy właśnie w to przedsięwzięcie – kwituje.

Powstał pojemnik, który dokonuje niemożliwego – przynajmniej z perspektywy tych, którzy ustawicznie pchają foliowe opakowania do pojemników na szkło, albo zastanawiają się, czy mokry papier należałoby wyrzucić do pojemnika na odpady mokre. Bin-e automatycznie rozpoznaje, sortuje i przechowuje wrzucane odpady. Co da się „zoptymalizować”, np. poprzez zgniecenie plastikowych butelek, zostaje dostosowane, a gdy pojemnik zostanie napełniony, do firmy zbierającej odpady zostaje wysłane stosowane powiadomienie.


Nasze "śmieciowe" przyzwyczajenia

Całość na dodatek jest oparta na sztucznej inteligencji, dzięki której urządzenie zbiera (i przechowuje w chmurze) informacje o naszych „śmieciowych” przyzwyczajeniach i wyborach.
Skalowanie globalne
Za stronę technologiczną odpowiadał Łotysz, sprawami organizacyjnymi zajął się Luboński. – Od początku jesteśmy osobiście zaangażowani w proces projektowania i tworzenia tego urządzenia, aplikacji z nim związanych oraz budowania modelu biznesowego firmy – podkreśla ten pierwszy. Do spółki trafiali kolejni specjaliści odpowiedzialni za opracowanie urządzenia. W efekcie, po dwóch latach przymiarek i tworzenia prototypów, pierwsze kosze są właściwie gotowe. – Pierwszy model, który będzie seryjnie produkowany, w tej chwili zszedł już z taśmy – mówi Łotysz.

– W przyszłości pojawią się zapewne kolejne modele, ale w tej chwili produkcja będzie się opierać na obecnym projekcie. Mamy już zresztą pierwsze zamówienia i je realizujemy – kwituje. – W tej chwili rynkiem inicjacyjnym i testowym jest dla nas Polska. Kolejnym krokiem będzie podbijanie krajów europejskich, a zapytania mamy z całego świata – dodaje.