Na spartolonym urlopie można zarobić. Polacy coraz skuteczniej walczą o duże odszkodowania

W szczycie ostatniego sezonu turyści koczowali na lotniskach w Polsce, Chorwacji, Grecji i Bułgarii.
W szczycie ostatniego sezonu turyści koczowali na lotniskach w Polsce, Chorwacji, Grecji i Bułgarii. Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Nawet 5 mln złotych może zapłacić biuro TUI Polska za niesławną, odwołaną wycieczkę na Dominikanę. To jedynie wierzchołek góry lodowej: Polacy odkryli, że za wszelkie niedociągnięcia i odstępstwa od umowy można pociągnąć touroperatorów do odpowiedzialności. W ten sposób można odzyskać co najmniej część wydanych na urlop pieniędzy, a czasem nawet zarobić.

Apogeum sezonu urlopowego w zasadzie już za nami, ale jak co roku za szczytem turystycznego ruchu idzie seria wpadek touroperatorów. Turyści z Polski koczowali nie tylko na lotniskach w Warszawie czy Poznaniu, ale też w Grecji, Chorwacji i Bułgarii – jak pobieżnie wyliczała „Rzeczpospolita” liczba pechowców tylko w tych przypadkach mogła dobić tysiąca.

Ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Liczba tych, których samolot odleciał z kilkugodzinnym opóźnieniem; tych, którzy musieli wrócić z wczasów kilka godzin wcześniej, bo zmieniły się godziny odlotów; tych, którzy dowiedzieli się w ostatniej chwili, że będą spać w innym hotelu; tych, którzy dowiedzieli się, że ich hotel ma o gwiazdkę mniej lub przekonali się o tym naocznie zaglądając do pokojów i łazienek – może być znacznie wyższa.

Odwołany wyjazd na Dominikanę „Rzeczpospolita” określa „biznesem życia” klientów, którzy daremnie oczekiwali na odlot. Każdy z nich – w zależności od tego, w jakim momencie wykupował wczasy – wydał od 5,5 do 7 tysięcy złotych. Zgodnie z przepisami, które zaostrzono w ostatnich miesiącach, klient taki ma dziś prawo do odszkodowania wysokości nawet trzykrotności wydanej kwoty.


Polski turysta jest coraz bardziej świadomy swoich praw
- Myślę, że liczbę przypadków, w których polscy klienci ubiegają się o odszkodowanie, można by dziś szacować jeszcze w tysiącach, a nie dziesiątkach tysięcy. Natomiast stale ich przybywa, z uwagi na wzrost świadomości konsumenckiej i coraz bardziej prokonsumenckich przepisów – mówi nam Rafał Taraszewski, właściciel kancelarii radcowskiej z podwarszawskiego Piaseczna.
Polski turysta jeździ coraz chętniej, ale też z coraz większą świadomością swoich praw i czujnością, gdy chodzi o naruszenie warunków umowy. Niektórzy polscy turyści potrafią w ten sposób odzyskiwać przynajmniej część kosztów wycieczki, jeśli nie cały wakacyjny wydatek.

Zresztą touroperatorzy tylko ułatwiają sprawę: wystarczy zajrzeć do mediów społecznościowych, albo na witryny kancelarii prawnych, żeby wylały się żale: zamiast widoku na morze perspektywa kuchennego zaplecza, zamiast łazienki w czterogwiazdkowym standardzie – zapuszczony prysznic z nadłamanymi ściankami, zamiast wczasów w konkretnym hotelu – wędrówka między kwaterami.

– Do potencjalnej próby ubiegania się o odszkodowanie kwalifikują się tak naprawdę wszystkie błędy, które mogą zostać uznane za niewykonanie obowiązków wynikających z umowy – podkreśla Rafał Taraszewski.

Błędy biur podróży kwalifikujące się do odszkodowania
– To szereg rozmaitych naruszeń, począwszy od obowiązku podstawowego, choć nie wynikającego wprost z umowy: zapewnienia bezpieczeństwa, spokojnych wczasów. To nie tylko wypadki, ale też „wpadki”, zaniedbania osób w całym łańcuchu świadczenia usługi turystycznej: zmiana hotelu, niewłaściwe zakwaterowanie, złe warunki, brak higieny, nieodpowiednie wyżywienie – precyzuje.

To samo odnosi się do przelotów zapewnionych przez biura podróży. – Można sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś ma ściśle zaplanowany harmonogram dnia czy tygodnia i opóźniony powrót może spowodować rozmaitego rodzaju perturbacje – podkreśla nasz rozmówca. Przyspieszony powrót to jeszcze bardziej ewidentna sytuacja: skrócenie okresu pobytu – dodaje.

Zmiana hotelu, nawet na taki o wyższym standardzie, również kwalifikuje się do ubiegania się o odszkodowanie. Choć przy wyższym standardzie touroperator będzie miał silny argument na swoją obronę.
– Nawet jeżeli trafimy do hotelu o wyższym standardzie, to decydowaliśmy się na takie, a nie inne miejsce – z odpowiednim nastawieniem na pobyt w konkretnym hotelu – więc każda zmiana powinna skutkować odpowiedzialnością tym bardziej, że w grę wchodzą jeszcze niedogodności związane z przekwaterowaniem – mówi Taraszewski.

Szczegółowe wyliczenia można znaleźć choćby w tabeli frankfurckiej, która tworzy podstawę do roszczeń: np. pokój mniejszy niż oferowano lub brak balkonu - 10 proc. ceny wycieczki. Niedziałająca klimatyzacja - 20 proc. ceny wycieczki. Tabela nie jest urzędowym, oficjalnym cennikiem, ale sądy biorą ją pod uwagę przy wyrokowaniu. Do czegoś trzeba się odnieść.

Kancelarie prawne walczą o rozczarowanych turystów
Wokół spartolonych wakacji po cichu wyrosła potężna gałąź usług prawniczych. Wystarczy do wyszukiwarki Google wpisać którąś z fraz typu „nieudany urlop”, „odszkodowanie za wczasy”, czy cokolwiek w tym stylu, by natrafić na dziesiątki – jeśli nie setki kancelarii adwokackich i radcowskich, oferujących uzyskanie odszkodowania.

Żadna z nich nie koncentruje się wyłącznie na klientach biur podróży. – Prowadzimy kilka takich spraw – usłyszeliśmy w tych kancelariach, do których dzwoniliśmy. Jednak prawnicy formalnie i nieformalnie przyznają, że Polacy coraz chętniej sprawdzają, czy nie należy im się odszkodowanie.

Zresztą kancelarie same zabiegają o tę świadomość: nie tylko poprzez subtelne reklamy wykupowane w Google, ale też w bardziej lapidarny sposób. – Na lotnisku Chopina do pechowych urlopowiczów szybciej od pracowników biura TUI dotarli przedstawiciele kancelarii prawnych oferujących swoje usługi – pisała „Rzeczpospolita”.

Powtarza się sytuacja znana już z branży odzyskiwania zaniżonych wypłat z ubezpieczeń OC: kancelarie skądś zdobywają informacje o kłopotach klientów.

– Trudno jest sobie wyobrazić, że pojawienie się pierwszych ofert od kancelarii obsługujących roszczenia wobec biur podróży w chwili odwołania wycieczki – a nawet zanim jeszcze zostanie ona oficjalnie odwołana – było możliwe dzięki legalnym metodom – śmieje się Taraszewski. W walce o klienta najwyraźniej nie ma pardonu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.