
Dotychczasowy przekaz był prosty: tzw. mali podatnicy CIT oraz przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą i podpadający pod CIT zamiast 15 zapłacą 9 proc. CIT. Przeglądając projekty planowanych nowelizacji, eksperci dochodzą jednak do wniosku, że część firm może niespodziewanie wylądować w grupie podatników płacących „normalną”, 19-procentową stawkę.
REKLAMA
W uproszczeniu: preferencyjna 15-procentowa stawka dla obu grup dotyczyła tych firm, których obroty nie przekroczyły kwoty 1,2 mln euro (w przeliczeniu to około 5,1-5,2 mln zł). Jeżeli firma przekroczyła ten próg, płaciła za dany rok 15 proc. CIT – i wiedziała, że w następnym roku zapłaci już 19 proc.
Teraz o zmianie stawki będzie się dowiadywać „na bieżąco”. Zgodnie z projektem nowelizacji ustaw m.in. o CIT zmiany weszłyby bowiem w życie 1 stycznia 2019 roku i dotyczyły już transakcji zawartych po 31 grudnia 2017 roku.
Pozostaje kombinować z fakturami
– Jeśli obecnie przychody podatnika przekroczą próg 1,2 mln euro, to traci on prawo do stawki 15 proc. dopiero od następnego roku podatkowego, a nie w jego trakcie – tłumaczył na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” radca prawny z KNDP, Marek Kolibski.
– Jeśli obecnie przychody podatnika przekroczą próg 1,2 mln euro, to traci on prawo do stawki 15 proc. dopiero od następnego roku podatkowego, a nie w jego trakcie – tłumaczył na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” radca prawny z KNDP, Marek Kolibski.
Być może rząd przedobrzył zatem z prędkością wprowadzania upragnionych przez biznes zmian. Nowe przepisy zadziałałyby wstecz, co zachęcałoby tych, którzy balansują tuż na krawędzi progu, do kombinacji. – Można się spodziewać, że firmy będą sztucznie przesuwały swój dochód na następny rok, albo dzieliły działalność – podsumowuje ekspert.
Przedsiębiorcy, którzy chcieliby uniknąć przesunięcia do bardziej opodatkowanej grupy, mogą później rozpoznać przychód. Ewentualnie kombinować przy fakturach i terminach płatności – mówi nam radca prawny Przemysław Antas, z kancelarii Antas Kancelaria Radców Prawnych i Doradców Podatkowych.
– Stosowną stawkę oblicza się w końcu od momentu, w którym pieniądze są należne. Najprościej rzecz ujmując: od momentu wystawienia faktury – dodaje. W końcu gra toczy się o to, czy zapłacimy 9 czy 19 proc. podatku, więc kto skalkuluje, że warto i da radę to zrobić – będzie wystawiał faktury na „nadliczbowe” należności już w nowym roku.
Pułapek jest więcej
W projektach nowelizacji jest też druga zagwozdka: preferencyjna stawka będzie przysługiwać tym, którzy nie przekroczą wskaźnika rentowności (udziału dochodów w przychodach) na poziomie 33 proc. Innymi słowy, jeżeli obroty firmy osiągnęły kwotę 3 mln złotych, a z tego zysk przedsiębiorcy wyniósł milion plus złotówkę – już nie załapie się on na preferencyjne 9 proc. To samo przy obrotach rzędu 3 tys. zł i 1001 złotych zysku.
W projektach nowelizacji jest też druga zagwozdka: preferencyjna stawka będzie przysługiwać tym, którzy nie przekroczą wskaźnika rentowności (udziału dochodów w przychodach) na poziomie 33 proc. Innymi słowy, jeżeli obroty firmy osiągnęły kwotę 3 mln złotych, a z tego zysk przedsiębiorcy wyniósł milion plus złotówkę – już nie załapie się on na preferencyjne 9 proc. To samo przy obrotach rzędu 3 tys. zł i 1001 złotych zysku.
Preferencyjne warunki CIT nie będą też dotyczyć dochodów kapitałów pieniężnych. Jeżeli zatem firma będzie sprzedawać akcje, transakcja ta będzie opodatkowana stawką 19 proc. – do tej pory od 15 proc. nie było wyjątków.
– Niewykluczone, że do podwyżki na 19 proc. zakwalifikuje się znikoma liczba spółek i zdecydowana większość firm, które do tej pory płaciły 15 proc. CIT, automatycznie znajdzie się w grupie podatników obłożonych 9-procentową stawką – uspokaja Przemysław Antas.
Zmiana reguł "w trakcie gry"
Ale i on podziela krytycyzm innych ekspertów. – Zmiana reguł pogarszających sytuację podatników „w trakcie gry” jest niedopuszczalna i niekonstytucyjna. Ewentualny domiar opodatkowania powinien być wiadomy jeszcze przed rozpoczęciem się okresu rozliczeniowego, czyli roku podatkowego – podkreśla.
Ale i on podziela krytycyzm innych ekspertów. – Zmiana reguł pogarszających sytuację podatników „w trakcie gry” jest niedopuszczalna i niekonstytucyjna. Ewentualny domiar opodatkowania powinien być wiadomy jeszcze przed rozpoczęciem się okresu rozliczeniowego, czyli roku podatkowego – podkreśla.
Specjaliści widzą tylko jedno wyjście z sytuacji. – Pozostaje mieć nadzieję, że jest to niedopatrzenie ze strony ustawodawcy i kwestia ta zostanie uregulowana w trakcie prac legislacyjnych – podsuwa sposób wybrnięcia z kłopotów Michał Matysiak, konsultant podatkowy w GEKKO Taxens. I chyba tej deski ratunku przyjdzie się rządowi chwycić.
