Obniżona preferencyjna stawka CIT dla części przedsiębiorców będzie oznaczać niespodziewane przejście do grupy podatników obłożonych 19-procentowym podatkiem.
Obniżona preferencyjna stawka CIT dla części przedsiębiorców będzie oznaczać niespodziewane przejście do grupy podatników obłożonych 19-procentowym podatkiem. Fot. Karol Pietek / Agencja Gazeta

Dotychczasowy przekaz był prosty: tzw. mali podatnicy CIT oraz przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą i podpadający pod CIT zamiast 15 zapłacą 9 proc. CIT. Przeglądając projekty planowanych nowelizacji, eksperci dochodzą jednak do wniosku, że część firm może niespodziewanie wylądować w grupie podatników płacących „normalną”, 19-procentową stawkę.

REKLAMA
W uproszczeniu: preferencyjna 15-procentowa stawka dla obu grup dotyczyła tych firm, których obroty nie przekroczyły kwoty 1,2 mln euro (w przeliczeniu to około 5,1-5,2 mln zł). Jeżeli firma przekroczyła ten próg, płaciła za dany rok 15 proc. CIT – i wiedziała, że w następnym roku zapłaci już 19 proc.
Teraz o zmianie stawki będzie się dowiadywać „na bieżąco”. Zgodnie z projektem nowelizacji ustaw m.in. o CIT zmiany weszłyby bowiem w życie 1 stycznia 2019 roku i dotyczyły już transakcji zawartych po 31 grudnia 2017 roku.
Pozostaje kombinować z fakturami
– Jeśli obecnie przychody podatnika przekroczą próg 1,2 mln euro, to traci on prawo do stawki 15 proc. dopiero od następnego roku podatkowego, a nie w jego trakcie – tłumaczył na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” radca prawny z KNDP, Marek Kolibski.
Być może rząd przedobrzył zatem z prędkością wprowadzania upragnionych przez biznes zmian. Nowe przepisy zadziałałyby wstecz, co zachęcałoby tych, którzy balansują tuż na krawędzi progu, do kombinacji. – Można się spodziewać, że firmy będą sztucznie przesuwały swój dochód na następny rok, albo dzieliły działalność – podsumowuje ekspert.
Rząd Mateusza Morawieckiego chciał najwyraźniej pospiesznie wprowadzić zmiany. Eksperci mają nadzieję, że działanie przepisów wstecz to jedynie urzędnicza pomyłka.
Rząd Mateusza Morawieckiego chciał najwyraźniej pospiesznie wprowadzić zmiany. Eksperci mają nadzieję, że działanie przepisów wstecz to jedynie urzędnicza pomyłka. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Przedsiębiorcy, którzy chcieliby uniknąć przesunięcia do bardziej opodatkowanej grupy, mogą później rozpoznać przychód. Ewentualnie kombinować przy fakturach i terminach płatności – mówi nam radca prawny Przemysław Antas, z kancelarii Antas Kancelaria Radców Prawnych i Doradców Podatkowych.
Stosowną stawkę oblicza się w końcu od momentu, w którym pieniądze są należne. Najprościej rzecz ujmując: od momentu wystawienia faktury – dodaje. W końcu gra toczy się o to, czy zapłacimy 9 czy 19 proc. podatku, więc kto skalkuluje, że warto i da radę to zrobić – będzie wystawiał faktury na „nadliczbowe” należności już w nowym roku.
Pułapek jest więcej
W projektach nowelizacji jest też druga zagwozdka: preferencyjna stawka będzie przysługiwać tym, którzy nie przekroczą wskaźnika rentowności (udziału dochodów w przychodach) na poziomie 33 proc. Innymi słowy, jeżeli obroty firmy osiągnęły kwotę 3 mln złotych, a z tego zysk przedsiębiorcy wyniósł milion plus złotówkę – już nie załapie się on na preferencyjne 9 proc. To samo przy obrotach rzędu 3 tys. zł i 1001 złotych zysku.
Eksperci obawiają, że przedsiębiorcy będą manipulować wystawianiem faktur tak, by nie wypaść z grupy objętej preferencyjną stawką VAT.
Eksperci obawiają, że przedsiębiorcy będą manipulować wystawianiem faktur tak, by nie wypaść z grupy objętej preferencyjną stawką VAT. Fot. 123rf.com
Preferencyjne warunki CIT nie będą też dotyczyć dochodów kapitałów pieniężnych. Jeżeli zatem firma będzie sprzedawać akcje, transakcja ta będzie opodatkowana stawką 19 proc. – do tej pory od 15 proc. nie było wyjątków.
– Niewykluczone, że do podwyżki na 19 proc. zakwalifikuje się znikoma liczba spółek i zdecydowana większość firm, które do tej pory płaciły 15 proc. CIT, automatycznie znajdzie się w grupie podatników obłożonych 9-procentową stawką – uspokaja Przemysław Antas.
Zmiana reguł "w trakcie gry"
Ale i on podziela krytycyzm innych ekspertów. – Zmiana reguł pogarszających sytuację podatników „w trakcie gry” jest niedopuszczalna i niekonstytucyjna. Ewentualny domiar opodatkowania powinien być wiadomy jeszcze przed rozpoczęciem się okresu rozliczeniowego, czyli roku podatkowego – podkreśla.
Specjaliści widzą tylko jedno wyjście z sytuacji. – Pozostaje mieć nadzieję, że jest to niedopatrzenie ze strony ustawodawcy i kwestia ta zostanie uregulowana w trakcie prac legislacyjnych – podsuwa sposób wybrnięcia z kłopotów Michał Matysiak, konsultant podatkowy w GEKKO Taxens. I chyba tej deski ratunku przyjdzie się rządowi chwycić.