
Płatności, na które trzeba czekać miesiącami – to jeden z największych problemów polskiego biznesu. Na piętrzące się zaległości właściwie nie ma dobrego rozwiązania. Gabinet Mateusza Morawieckiego wymyślił więc salomonowe rozwiązanie.
REKLAMA
Jeżeli termin płatności faktury upłynął przynajmniej 120 dni temu, czekający na pieniądze przedsiębiorca może liczyć na ulgę podatkową – opisuje propozycję ministerstwa przedsiębiorczości dziennik „Rzeczpospolita”. Co prawda, gdy przyjrzeć się szczegółom, proponowana ulga nie jest wielce atrakcyjna, ale może pomóc utrzymać płynność firmy.
W uproszczeniu: dziś przedsiębiorca zazwyczaj musi zapłacić podatek od wystawionej faktury tak, jakby dostał pieniądze. Resort przedsiębiorczości chce jednak, by upływie mniej więcej czterech miesięcy dłużnik powiększał swój dochód o nieuregulowane zobowiązanie, a wierzyciel – obniżał swój dochód o zaległą kwotę. Pierwszy zapłaci więc wyższy podatek, a drugi niższy.
Ulga nie obejmie zaległości z okresu przekraczającego dwa lata. Nie dostanie jej też firma, której dłużnik przechodzi restrukturyzację, postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne. Na dodatek, na przepisy przyjdzie poczekać do 1 stycznia 2020 r.
Tymczasem sytuacja w gospodarce jest coraz trudniejsza. Według badań z początku 2018 r. już 48 proc. firm było w sytuacji, w której kontrahenci regulowali zobowiązania z ponad 60-dniowym opóźnieniem. Rośnie popularność faktoringu, ale też łańcuszek upadłości – w 2017 r. ogłosiło ją 591 firm, na restrukturyzację zdecydowało się 348 kolejnych.
