Milion Polaków z Wysp jest dla Polski stracony. Brexodusu nie będzie

Dworzec Victoria Station w Londynie. Tu zaczynała się wielka emigracja dziesiątków tysięcy Polaków.
Dworzec Victoria Station w Londynie. Tu zaczynała się wielka emigracja dziesiątków tysięcy Polaków. Fot. Piotr Bernaś / Agencja Gazeta
Jak wynika z danych brytyjskiego urzędu statystycznego ONS, w ciągu ostatniego roku do Polski wróciło z Wysp 36 tysięcy osób. Tak, takiego spadku liczebności Polonii na Wyspach nie odnotowano, odkąd Polska weszła do UE i rodacy ruszyli do Królestwa po lepszą pracę i zarobki. Nie, to nie jest początek Wielkiego Powrotu. Ani namowy premiera Morawieckiego, ani rynek pracownika w Polsce nie są w stanie skłonić Polaków do repatriacji.

Dane ONS nie pozostawiają wątpliwości: liczba Polaków na Wyspach spadła z 1021 do 985 tysięcy. To nieco ponad 3,5 proc., ale wyciąganie z tego wniosku, że Brexit spowoduje powrót do kraju emigrantów z ostatnich czternastu lat, byłoby przedwczesne. Zwłaszcza, że w tym samym czasie ponad 10 tysięcy obywateli Polski przyjęło też obywatelstwo brytyjskie.

Na Wielki Powrót, liczony w setkach tysięcy osób, oczekiwano w Polsce, odkąd Brytyjczycy zdecydowali o opuszczeniu Unii Europejskiej. – Wszystkie młode rodziny z dziećmi proszę: wróćcie do nas. To będzie dobre dla Polski, a niekoniecznie złe dla Wielkiej Brytanii – dowodził na antenie Sky News Mateusz Morawiecki przeszło rok temu, podczas wizyty w Wielkiej Brytanii.

Spadam z tego kraju jak najszybciej
Te apele powtarzano potem kilkakrotnie, a polska społeczność na Wyspach zapewne długo ważyła racje. – Wracam, po 3 latach. Nie tak to miało wyglądać, że sensem mojego życia będzie praca. Bo nie oszukujmy się, że kiedy nie ma dokoła najbliższych i znajomych, to tak nie jest. Tylko kasa, kasa, kasa – pisał jeden z uczestników burzliwej dyskusji na portalu londynek.net.


Ale to głos mniejszości. – Właśnie wróciłem po 11 latach z UK i muszę powiedzieć, że spadam z tego kraju jak najszybciej – kontrargumentował inny internauta. – Pensje 2300-2500 w porywach netto, wysokie koszty pracownika, pracodawcy – buta, arogancja, nepotyzm – wyliczał. „Wracają. Po resztę rzeczy”. „Na etacie w Polsce zarabiam tyle, co w tydzień w UK” – kwitowali inni.
Te nastroje odbijały się też w statystykach. Najbardziej wymowną była ta, która odzwierciedlała poziom transferów pieniężnych do kraju – choć liczba Polaków na Wyspach stopniowo rosła, to poziom przepływów od wielu lat pozostawał na niezmiennym poziomie. – Najpierw nastąpił efekt kuli śnieżnej, kiedy emigranci ściągali rodziny i znajomych. Potem stopniowo zaczęli wydawać zarobki na miejscu. Więzy zaczęły się rwać – mówi nam Andrzej Kubisiak, ekspert specjalizujący się w emigracji zarobkowej.

Brexit wydawał się do niedawna ostatnią szansą, by Polaków z Wysp przepłoszyć. Powrót przejść granicznych, zniknięcie wolnego rynku i poczucia swobody podróży oraz podejmowania pracy, widmo kryzysu i ucieczki inwestorów – analitycy zarówno w emocjach, jak i beznamiętnie wyliczali wszystkie plagi, jakie mogą spaść na Wyspy. Ich argumenty powtarzali z kolei politycy.

Cała nadzieja w kryzysie
Nie bezzasadnie: największą falę powrotów z Wysp odnotowano w 2008 roku, kiedy w Stanach Zjednoczonych upadł Lehman Brothers i kryzys systemu finansowego rozlał się na globalną gospodarkę. Polacy jednak odcierpieli kilka-kilkanaście miesięcy i zaczęli wracać, a brytyjska gospodarka – jeszcze za rządów premiera Davida Camerona – jako jedna z pierwszych w Europie zaczęła stawać na nogi.
O tym, czy będziemy mieli do czynienia z jakąkolwiek liczącą się falą powrotów, przekonamy się w marcu przyszłego roku – podkreśla Kubisiak. To moment, w którym Królestwo definitywnie opuści Wspólnotę. Oczywiście, w ciągu najbliższych tygodni przekonamy się też, czy w Londynie ostatecznie zaakceptowane zostanie porozumienie między rządem Theresy May, a Brukselą – a zatem jak ponury scenariusz będzie realizowany w przyszłym roku.

Od tego będzie też zapewne zależeć skala przyszłorocznych powrotów. Choć nie łudźmy się, tak czy inaczej nie będzie ona wielka. – Na Wyspach musiałoby dojść do dramatycznego załamania się gospodarki i rynku pracy, żeby Polacy zaczęli poważnie rozważać przeprowadzkę do ojczyzny – zastrzega Kubisiak.

I to jedyny czynnik, który może ich skłonić do tej decyzji. Owszem, z opublikowanych latem tego roku badań wynika, że przynajmniej część społeczności polskiej w Królestwie mogłaby zastanawiać się nad nią – ale tylko przy spełnieniu pewnych określonych warunków progowych. Takim jest np. pensja netto rzędu minimum 5 tysięcy złotych. W realiach rynku gdzie średnia dobija 5 tysięcy – ale brutto – to raczej marzenie ściętej głowy.

– W sytuacji naprawdę podbramkowej w Wielkiej Brytanii tamtejsza polska emigracja prędzej zainteresuje się innymi krajami, jak Holandia, Francja czy państwa skandynawskie, niż powrotem do ojczyzny – kwituje Kubisiak. Cóż, do dobrego łatwo się przyzwyczaić, co powinno być nauczką dla wszystkich polityków, obecnych i przyszłych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.