Prywatność wymieniona na bezpieczeństwo. Policja zachwycona setkami kamer w polskich miastach

Władze polskich miast są zadowolone z rezultatów działania miejskiego monitoringu: planowane są kolejne inwestycje.
Władze polskich miast są zadowolone z rezultatów działania miejskiego monitoringu: planowane są kolejne inwestycje. Fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta
Inteligentny system monitorujący w nowoczesnym mieście to absolutna konieczność – twierdzą policjanci. Samorządy sekundują im, zapewniając o spadkach poziomu przestępczości, wynikających z instalowania systemów monitoringu, zwłaszcza tych inteligentnych. Eksperci wątpią jednak w to, by obecność kamer odstraszała przestępców. Mało tego, monitoring może w przyszłości mnożyć problemy niż je zażegnywać.


– Tylko w samej stolicy zamontowanych jest około 480 kamer – pisała kilka miesięcy temu na stronach Smart City Blog komisarz Ewa Szymańska-Sitkiewicz z Komendy Stołecznej Policji. Można zakładać, że dziś jest znacznie więcej. – Dzięki nim policjanci stale monitorują miejsca szczególnie zagrożone przestępczością, a w przypadku wystąpienia przestępstwa lub wykroczenia natychmiast kierują na miejsce policyjne patrole – dodawała.


Warszawa jest jednym z miast, w których gęstość systemu monitoringu przekłada się na statystyki przestępczości. „Zdaniem urzędników w Poznaniu jest coraz bezpieczniej m.in. ze względu na rozbudowę monitoringu” – czytamy w tekście opublikowanym w 2017 r. na stronach portalu epoznan.pl.


Autorzy cytują statystyki: między 2014 a 2016 r. liczba przestępstw kryminalnych spadła z 13 400 do 10 800. Spadek liczby kradzieży wyniósł 20 proc., spadek kradzieży samochodów – 28 proc., spadek liczby bójek i pobić – 24 proc. Poznański ratusz przeznaczał na nowe kamery i modernizację systemu 1,4 mln zł rocznie.


Miasta zachwycone monitoringiem
Miasta uważają zatem monitoring za dobrą inwestycję, mimo że kryminolodzy – jak np. prof. Brunon Hołyst – zastrzegają, że spadek przestępczości to wypadkowa wielu czynników.
Katowice właśnie zainwestowały w rozbudowę uruchomionego w 2016 r. inteligentnego systemu monitoringu. Będzie on miał znacznie więcej zastosowań niż tylko prewencja przestępczości. – Strażacy, jadąc do pożaru, będą wiedzieli, z jakiej strony podjechać do budynku, biorąc pod uwagę siłę i kierunek wiatru – wyliczała rzeczniczka katowickiego ratusza, Ewa Lipka, w rozmowie z Portalem Samorządowym.

– Podgląd na żywo pozwoli ocenić dyspozytorowi, ile jednostek należy wezwać – dodawała. – Dojeżdżając na miejsce wydarzenia, będzie można zidentyfikować ewentualne zatory drogowe i znaleźć dla nich objazdy.

W Łodzi system monitoringu rozbudowywany był już czterokrotnie, a miasto właśnie zaczyna piątą przebudowę. Tamtejsze władze podsuwają własne statystyki: liczba wykrytych przez kamery „zdarzeń” rośnie – z 2678 w 2015 r. do 5114 w 2017 r. System nie tylko pokazuje, co dzieje się na ulicach, ale też niektóre urządzenia mogą skanować tablice rejestracyjne przejeżdżających aut.

Coraz chętniej w systemu monitoringu wizyjnego inwestują kolejne, również mniejsze, miasta. Portal Samorządowy cytuje też wyniki badań przeprowadzonych przez Fundację Panoptykon, z których wynika, że 61 proc. respondentów życzyło sobie zwiększenia liczby kamer na ulicach. Jedynie 15 proc. było przeciwnego zdania.
Nowe problemy
– Sama obecność kamer odstrasza przestępców, zapobiegając włamaniom i aktom wandalizmu – przekonuje Piotr Bettin, menedżer ds. rozwoju biznesu inteligentnych systemów video z Konica Minolta. – Gdy natomiast dochodzi do wykroczeń czy wypadków, inteligentne systemy video pomagają służbom w koordynacji działań oraz wykrywaniu sprawców – dodaje.

Operatorzy potrafią wskazywać miejsca, gdzie najczęściej popełniane są przestępstwa, by zwiększyć tam liczbę patroli prewencyjnych. Redukują liczbę fałszywych alarmów nawet o 90 proc.

Nie wszyscy eksperci są przekonani co do tych argumentów. – Być może monitoring ma działanie prewencyjne i odstraszające, ale osobiście nigdy nie widziałem raportu czy analizy, które by takie twierdzenie w jednoznaczny sposób potwierdzały – mówi nam Jędrzej Niklas, ekspert London School of Economics. – Jedynym czynnikiem, który niezaprzeczalnie ma znaczenie przy zwalczaniu czy ograniczaniu przestępczości, jest pozyskiwanie dowodów potencjalnego złamania prawa – dodaje.

Jak podkreśla analityk, wiele z kamer, które znajdują się w naszym otoczeniu, to atrapy lub urządzenia wyłączone przez administratora – zatem ich obecność sprowadza się w najlepszym przypadku do odstraszania, o ile potencjalni przestępcy w ogóle zauważą ich obecność.

– Problemów z kamerami jest na tyle dużo, że warto zadać sobie pytanie, czy ich obecność rzeczywiście jest potrzebna – konkluduje Niklas. Wskazuje, że rozwój technologii używanych w systemach monitoringu zaczyna kreować nowe problemy. – Np. związane z dyskryminacją, kiedy w grę wchodzą wyrafinowane metody rozpoznawania twarzy lub technologie biometryczne – precyzuje ekspert LSE.

Według niego, tego typu konflikty zaczynają się pojawiać w rozmaitych krajach Europy. – Sygnalizują je organizacje, które lokalnie zajmują się problemami grup marginalizowanych – wskazuje. – Np. na Węgrzech kamery są specjalnie umieszczone w dzielnicach romskich, by namierzać i kontrolować Romów. Są systemy wykrywające czy targetujące inne, konkretne grupy. Dochodzą zatem nowe aspekty, które pokazują zagrożenia, jakich nie przeczuwaliśmy – ucina.