Polak w centrum wyścigowego cyrku. Kubica wraca z przytupem do wielkiego biznesu

Robert Kubica dzięki wsparciu Orlenu przez 2 lata będzie startował w barwach Williamsa w F1
Robert Kubica dzięki wsparciu Orlenu przez 2 lata będzie startował w barwach Williamsa w F1 mat. pras.
Formuła 1 to jeden z najdroższych sportów świata. Jej krytycy przypominają, że to po prostu wielki prywatny biznes. To prawda – interes kręci się znakomicie. A teraz w środek tej karuzeli trafia Polak. Po raz drugi, niby ten sam, ale nie taki sam. Jak sobie poradzi?


Formuła 1, królowa motosportu, jest czasem nazywana wyścigowym cyrkiem. To określenie nieźle oddaje charakter tej dyscypliny. Zespoły pojawiają się w jednym miejscu, by po skończonym wyścigu zapakować tony sprzętu i samochody do samolotów i pędzić na drugi koniec świata.


Największe teamy dysponują budżetami rzędu 400 mln dolarów rocznie, maluchy muszą się zadowolić sumami rzędu 100 milionów. Przeciętnie każdy wydaje co roku ćwierć miliarda zielonych, by skonstruować samochód, wystawić 2 bolidy na każdy wyścig i zająć w nim jak najlepsze miejsce.


F1 to prywatny biznes. Niespełna 3 lata temu Liberty Media nabyło ją od Berniego Ecclestone'a za ok. 8 mld dolarów. Zmiany właścicielskie zdarzają się co jakiś czas – jedni komplikują przepisy i zasady, potem inni je prostują. Jedni skupiają się na bezpieczeństwie, przez co wyścigi stają się nudne, drudzy proponują lepszą widowiskowość. I tak to się kręci.


Nasz na torze
Kubica wraca do Formuły jako bohater, ale musi zmierzyć się z wieloma wyzwaniami – dużo większymi od tych, które czekały go jako debiutanta. Wtedy musiał tylko jak najlepiej się ścigać. Teraz musi silniej walczyć o sponsorów i pieniądze. Na szczęście jak na razie jest dla reklamodawców bardzo łakomym kąskiem – bo takie powroty w sporcie zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat.

Można już prognozować, że w pierwszym wyścigu (18 marca w Melbourne) będzie jednym z najczęściej pokazywanych kierowców, niezależnie od tego na którym miejscu wyląduje. A miliony fanów na całym świecie będą śledziły jego wyścig ze łzami wzruszenia w oczach.

Pod tym względem Kubica już wygrał. Wygrał też Williams, jego stajnia wyścigowa, na plusie będą sponsorzy – bo ich logotypy będą w każdym możliwym miejscu, na ekranach około pół miliarda widzów.

Czy Orlen na tym zarobi?
To kwestia bardzo trudna do oceny. Ale potężna firma paliwowa powinna uczestniczyć w największym wyścigowym cyrku na świecie – bo robią to inne. Tak zwany ekwiwalent reklamowy, którym już chwalą się przedstawiciele Orlenu, to wskaźnik nieco na wyrost. Oznacza, ile pieniędzy firma musiałaby wydać, żeby pojawić się w mediach określoną liczbę razy i daną ilość czasu. Nikt jednak nie policzył, czy to dobrze i co to dało, czy przełożyło się to w jakikolwiek sposób na przychody koncernu.
Nie wiadomo, czy jest sens to w ogóle liczyć. Jeśli Orlen naprawdę chce być poważnym europejskim koncernem paliwowym, musi się w jakiś sposób pokazać w motorsporcie. Kubica dał mu wyjątkową okazję, dzięki czemu firma jawi się jako sponsor kierowcy, który w tej dyscyplinie zasługuje na drugą szansę jak nikt inny. Nawet jeśli wcześniej nagrano premiera, który w bardzo niesympatyczny sposób wypowiada się o wypadku Kubicy.

Siła reklamy
Na bolidach kierowców F1 pojawiają się nazwy innych koncernów paliwowych, więc w tej stawce po prostu wypada być. A do tej pory polskich akcentów w Formule było tyle, co kot napłakał. Pod koniec lat 70. w bolidzie F1 jeździł na testach Andrzej Jaroszewicz, syn byłego premiera i utytułowany kierowca rajdowy. W latach 90. na testach w jednym z zespołów wylądował Jarosław Wierczuk.

Dopiero Kubica wystartował w jakimkolwiek wyścigu. W F1 spędził 3 lata, dorabiając się opinii niesamowicie utalentowanego kierowcy. Plotki, którym nikt nie przeczy, mówią o tym, że gdy walczył o przeżycie po wypadku na rajdzie, był już praktycznie kierowcą Ferrari w nadchodzącym sezonie. Jego powrót to naprawdę wielka sprawa, dostrzeżona przez światowe media.

W latach 70. na wyścigu w Monte Carlo reklamowała się wódka Wyborowa. 20 lat później pierwsza polska reklama pojawiła się na bolidzie – była to promocja PZL Świdnik. Potem w F1 dało się zauważyć reklamy napojów n-gine, domu maklerskiego X-Trade Brokers, Lotosu (w minimalnym stopniu). Obecnie w sponsoring F1 wszedł Orlen a także polska giełda krypto walut FuturoCoin (logo tej firmy będzie na bolidach Red Bulla).

Pewnym problemem dla polskich sponsorów F1 może być fakt, że wyścigów nie pokazuje żadna otwarta telewizja. Prawa do transmisji ma tylko i wyłącznie stacja Eleven Sports i nie można się jej dziwić, że nie zamierza się dzielić czymś, w co inwestowała niezależnie od popularności tego sportu w Polsce.

Inne stacje próbują negocjować prawa do retransmisji, ale Eleven zbyt dużo by na tym straciła – przede wszystkim zaufanie klientów, którzy wykupili jej pakiety, bo jako jedyna od kilku lat pokazuje wyścigi F1. I ona ten wyścig wygrała tak samo, jak Kubica.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.