"Zarabianie jest sexy". Gwiazda kanału "Dla pieniędzy" szczerze o pragnieniach Polaków

"Staliśmy się materialistami, czasami te wartości typu rodzina, przyjaźń, refleksja czy spędzanie wolnego czasu zeszły na drugi plan". Fot. Instagram / Paweł Svinarski
Polacy zakochali się w pieniądzach, dziś rozmowy kręcą się najczęściej wokół nich. Paweł Svinarski z kanału YT "Dla pieniędzy" tłumaczy widzom podstawy ekonomii, ale jednocześnie odwołuje się do ich marzeń o luksusowych rezydencjach, ekskluzywnych limuzynach i efektownych partnerkach.


Mam wrażenie, że olbrzymia większość rozmów, jakie Polacy dziś toczą, skupia się wyłącznie na pieniądzach. „Kto, ile i w jaki sposób zarabia? Na czym? Co kupił, albo precyzyjniej: ile wydał?” To jak jakaś obsesja.

Staliśmy się materialistami, czasami te wartości typu rodzina, przyjaźń, refleksja czy spędzanie wolnego czasu zeszły na drugi plan. Zaczyna mi to przypominać model amerykański, w którym wszyscy mają sześć kredytów, cztery prace po to, by spłacić wielki dom, w którym nie mają czasu mieszkać, i dwa samochody, którymi nie jeżdżą.

Zaczynamy się zatracać w kulturze Instagrama: kto co ma, gdzie był, co sobie kupił i co zjadł. Chyba już nikt nie pamięta, po co to robimy, ale to zorientowanie na pieniądze jest w Polsce coraz mocniejsze. Przekroczyliśmy te magiczne 5000 zł średniej pensji w sektorze prywatnym, więc zaczynamy się bogacić i zaczynamy doceniać owoce swojej pracy.


Paradoks, zarabiamy więcej, a myślimy tylko o tym, czy da się jeszcze więcej.

Pieniądze były tabu, które staram się odczarować: rozmawianie o nich to nic wstydliwego. Uważam, że zarabianie pieniędzy jest sexy, ale też zarabianie pieniędzy nie jest najważniejsze. Możemy wiele zrobić dla pieniędzy, ale o innych sferach też trzeba pamiętać.
Pan żartuje? Zarówno pańskie video na YouTube, jak i profil na Instagramie to podręcznikowe ilustracje bogactwa: ekskluzywne mieszkania, jak spod igły, luksusowe samochody i piękne dziewczyny... No chyba, że to taka ironia.

Nie, nie ironizuję. Zarówno Polacy ze starszego, jak i młodszego pokolenia chcieli i chcą żyć dostatnio. Ale Instagram ma potężną siłę oddziaływania, szczególnie na osoby młodsze – z pokolenia Y czy Z. Kreuje silne zapotrzebowanie na pokazywanie tego, co mam, na co mnie stać. Owszem, eksponujemy wyidealizowane życie, ale w większej mierze jest to kwestia wzorca popkultury, który się przyjął w Polsce.

Jako dzieci dorastające w latach 90., każde z nas chciało jeździć ferrari. Ale koniec końców spędzaliśmy czas na placach zabaw, mieliśmy mnóstwo czasu wolnego. Teraz to wszystko przyspieszyło, nikt nie ma czasu, ludzie biegną za marzeniami. Kiedyś to nie był wstyd, pokazać się na podwórku w niemarkowych ciuchach. Dziś, gdy wszyscy mają Nike czy Adidasa – w butach z bazarku to byłbym wyśmiany.

Tyle że to w olbrzymiej mierze za pożyczone pieniądze. Polacy mają na karku górę niespłaconych kredytów.

Tak, mamy przecież te karty kredytowe i nieustannie mielącą machinę marketingową, która przez środki masowego przekazu, wmawia nam choćby: pojedź na wczasy, na które cię nie stać. Kompletny absurd, bo jak nie stać mnie na co dzień na wczasy w Tunezji, to branie na to pożyczki to proszenie się o kłopoty. Świetnie to wygląda na Instagramie, ale chyba daliśmy się trochę zwariować w tym materialistycznym świecie.

A nie bierze pan przypadkiem udziału w tym wariactwie?

Nic złego w tym, jak dowiemy się, jak się nalicza VAT czy podatek dochodowy. Że odróżnimy ROR od konta osobistego. A mało wiemy o finansach, wyjąwszy tych, którzy kończą związane z tym kierunki. Ale, jak już wspomnieliśmy, wiele mówimy o tym, jak zdobyć pieniądze i co z nimi zrobić. To ludzi interesuje: jeden z influencerów, który pokazuje hipsterskie miejsca w Europie i na całym świecie, dostaje od fanów pytania, spośród których co drugie czy trzecie brzmi: „a ile to kosztuje, skąd na to masz, jak się dorobiłeś?” Napędzają ją młodzi, których poddano presji pod hasłem: jak nie masz, to nie jesteś fajny.

Te mieszkania, te fury i te modelki z pańskich klipów nie nakręcają tego apetytu, tej presji?

Zgadza się, na Instagramie wszyscy są piękni i zadowoleni, wszyscy jedzą luksusowe posiłki i jeżdżą pięknymi autami za pół miliona złotych. A jak się pojawisz na podwórku ze starym iPhonem, albo nie działa jakiś filtr czy nakładka, to stajesz się wykluczony z towarzystwa. To, z jaką dziewczyną się umówisz, zależy od tego, jaki masz telefon, ilu masz followersów, czy jesteś popularny.

Cóż, do tego odwołuje się influencer marketing, w którym i ja biorę udział, polecając jakąś kartę czy konto w banku. Influencerzy mówią: takie buty się nosi, taką torebkę, a taką czekoladę się je. Nastolatki całymi dniami oglądają, jak się malują ich dorosłe idolki i chcą chodzić z takim samym makijażem, proszę się rozejrzeć w galeriach handlowych. Nawet 12-latki mają zrobione brwi, doczepione rzęsy, pomalowane usta. Bardzo wcześnie wrzucamy dzieci w dorosłość i „bycie fajnym”.
I tak im zostaje.

I tak im zostaje, te mechanizmy się utrwalają. Te dzieciaki idą potem na kolację i piją szampana, choć nie mają na to pieniędzy – i zadłużenie rośnie. Ale rośnie na całym świecie, od Portugalii po Chiny. To nie tylko polska przypadłość. Nikt nie dba o oszczędności, choć można też zapytać, na co komu oszczędności, skoro dewaluacja pieniędzy postępuje tak szybko.

Szybko?

1000 złotych mogę wydać teraz na koszyk produktów – przyjemności czy dobra trwałe – a jeśli go zostawię, to za dwa lata będę mógł kupić za to koszyk produktów warty 900 złotych. Przez dodruk pieniądza i ilościowe stymulowanie gospodarek, wyrzucanie strasznych ilości pieniędzy przez EBC czy Bank of America, tworzy się sytuacja, że dolar z 1971 roku vs dolar dzisiejszy ma o 96 proc. mniejszą siłę nabywczą.

Innymi słowy, jeżeli zachomikowaliśmy 10 tysięcy dolarów w 1971 roku zamiast włożyć je w akcje, to dziś są to grosze. Trudno byłoby za to kupić dzisiaj dobry samochód.

Czyli co, lepiej to wydać? Jeżeli wydałem dwa lata temu 4000 czy 5000 złotych na iPhone'a, to ile on dziś będzie warty? 1000 złotych? Wydajemy pieniądze na dobra, których wartość spada w błyskawicznym tempie. Olbrzymia pula chwilówek została zaciągnięta na takie zakupy.

Elektronika bardzo szybko traci na wartości, lecz to specyficzna branża. Jakby pan kupił stół, szafę – one trzymają wartość, po dwóch latach nie będą one warte mniej. Jeśli kupi pan kolekcjonerskie buty Kanye Westa i bardzo ich nie zedrze – ich wartość spadać nie będzie, a gotówka traci, jej siła nabywcza spada.

Chyba mówimy tu o skomplikowanych, często niejednoznacznych mechanizmach ekonomicznych, a ludzie bez ekonomicznego wykształcenia zwykle oczekują prostych recept. Widzowie tego od pana oczekują? Jaki pan dostaje od nich feedback?
Czasem jest bezpośredni feedback na ulicy, gdzie podchodzi chłopak w wieku lat 10 i mówi: „Dla pieniędzy? Sie ma! Dzięki, że nakręciłeś ten film o strażakach, zupełnie inaczej sobie wyobrażałem tę pracę i to, jak się tam zarabia. Teraz, jak obejrzałem ten materiał, to się znowu zastanowiłem, czy chcę być strażakiem”.

Liczymy w programie to, co ludzi interesuje: czy bardziej opłaca się jeść w domu czy na mieście; jakie zawody będą opłacalne w przyszłości – a więc na co pójść na studia; co się będzie opłacać za 5-10 lat. My edukujemy i wiedza naszych widzów, to ponad 600 tys. subskrybentów, regularnie oglądających jest 200 tysięcy – po tych 70-80 odcinkach o różnej tematyce – rośnie. Widzę to po komentarzach pod filmami, które nie są już czasami tak chybione jak bywały na początku. Może przyciągnąłem widzów bardziej zainteresowanych, a ignoranci odpłynęli.

„Dla pieniędzy” to chyba bardziej oferta dla tych, których do biznesu ciągnie, ale jeszcze ich tam nie ma...

To oferta dla tych, którzy chcą, by opowiadać im o pieniądzach w sposób prosty, fajny i przy użyciu uderzających przenośni. Podatki tłumaczyliśmy choćby, tnąc deski i pokazując kolejne odcięte kawałki, a nie na przykładzie liczb, które nie do wszystkich trafiają. Zależy mi na tym, żeby tak skomplikowane procesy, jak inflacja, wyjaśniać obrazowo, w sposób pozwalający każdemu je zrozumieć.

To największa misja kanału „Dla pieniędzy”. Pokazujemy, że to nie jest trudne, łatwiejsze wręcz od literatury czy językoznawstwa. I potrzebne na każdym kroku: pojechać rowerem czy autobusem, jeść w domu czy na mieście, opłaca mi się być z dziewczyną czy być singlem? Ile kosztuje randkowanie, a może lepiej mieć stałą partnerkę? Bardzo nam zależało, żeby te informacje były każdemu bliskie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.