Takiego miejsca jeszcze nie było. Szkolą polskich lekarzy, którzy chcą wyjechać za granicę

W naszym kraju krytycznie brakuje lekarzy. Tymczasem w Piasecznie pod Warszawą powstał ośrodek szkolący polskich lekarzy szukających pracy za granicą. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Od kilku lat medialne nagłówki grzeją tytuły w stylu: „Exodus polskich lekarzy za granicę” czy „Medycy uciekają na Zachód”. Brak lekarzy w naszym kraju potwierdzają twarde dane - w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,4 lekarzy, co daje jeden z najniższych wskaźników w Europie. Polscy medycy, skuszeni lepszymi warunkami pracy i pensją, wyjeżdżają za granicę, zaś w wyjeździe pomaga im niedawno otwarty kampus w Piasecznie pod Warszawą, który szkoli lekarzy do pracy w innym kraju.


Lekarze protestują
Pierwszego czerwca w Warszawie odbył się protest lekarzy. Organizatorzy manifestacji próbowali w ten sposób dać do zrozumienia rządzącym, że opieka zdrowotna w Polsce jest lekceważona i upada, a cały system jeszcze nie zawalił się tylko dzięki pracy emerytów i lekarzy rezydentów. Wielu z nich w skandalicznych warunkach wyrabia nadgodziny, lecz i to nie pomaga - pacjenci umierają w kolejkach.


Winą za to obarczają kwotę, jaką rząd przeznacza na ochronę zdrowia. Protestujący domagali się jej zdecydowanego zwiększenia. Według Porozumienia Rezydentów tylko w 2019 roku rząd „zaoszczędził” na leczeniu Polaków 10 mld zł.

– Gdy ponad rok temu lekarze rezydenci domagali się zwiększenia nakładów na zdrowie Polaków do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat, usłyszeli od przedstawicieli rządu że takich 'pieniędzy nie ma i nie będzie'. Dzisiaj okazuje się, że pieniądze są i to w kwocie, która pozwoliłaby osiągnąć postulowany poziom finansowania już w tym roku (a nie za 3 lata). Już dzisiaj można by zatem uratować życie wielu tysięcy Polaków, ale rządzący tego nie chcą zrobić – pisali na Facebooku przedstawiciele Porozumienia Rezydentów OZZL.


Rozgoryczenie medyków sięgnęło zenitu podczas wygłaszania przez partie rządzącą obietnic wyborczych. Okazało się bowiem, że w budżecie znalazły się miliardy złotych na dodatki socjalne, które, zdaniem lekarzy, nie są tak pilne, jak dogorywająca opieka zdrowotna.


Polscy lekarze za granicą
Nie dziwi zatem, że polscy lekarze lepszych warunków i pensji szukają za granicą. Według Naczelnej Izby Zdrowia od momentu wstąpienia Polski do UE w 2004 r. do 2017 r., z kraju wyjechało 10,5 tys. lekarzy, 2 tys. dentystów i 17 tys. pielęgniarek. Specjaliści twierdzą jednak, że dane są szacunkowe, a faktyczna liczba lekarzy może być znacząco większa.

– My chcemy leczyć w Polsce, wcale nie chcemy wyjeżdżać. Czasem część lekarzy po prostu czuje się do tego zmuszona, gdy warunki pracy bywają za trudne – zdradza w rozmowie z INNPoland.pl Karolina, lekarka stażystka, aktywnie udzielająca się w strajkach rezydentów.

Przyznaje, że wśród swoich znajomych lekarzy widzi odpływ za granicę. Część wyjeżdża, poszukując swojego miejsca, część z konieczności i nieodpowiednich warunków pracy, część z powodu pracy naukowej.

– Na Zachodzie są inne warunki prawne, inna dostępność do metod diagnostycznych oraz terapii, co jest bardzo atrakcyjne, inny, wyższy stosunek pensji do kosztów utrzymania – wylicza młoda lekarka.

Ośrodek szkoleniowy dla lekarzy
Co ciekawe, diaspory polskich lekarzy za granicę nie obserwuje firma Paragona, która od 2004 roku pomaga lekarzom przeróżnych specjalizacji w poszukiwaniu pracy za granicą. Spółka w maju otworzyła w Piasecznie pod Warszawą nowoczesny kampus szkoleniowy, w którym edukuje medyków, pragnących wyjechać za pracą na Zachód.

– Nie obserwujemy exodusu polskich lekarzy, a znamy bardzo dobrze rynek – przekonuje w rozmowie z INNPoland.pl Kinga Łozińska, prezes zarządu Paragona Polska, twierdząc, że nagłówki gazet traktujące o odpływie polskich medyków za granicę są nieprawdziwe.

Na pytanie, czy zarząd Paragony nie stoi w kontrze do rządowych zachęt skierowanych do lekarzy, by ci nie wyjeżdżali za granicę, Łozińska gorąco zaprzecza.

– Od kilku lat polscy lekarze stanowią około tylko 6-8 proc. naszych studentów. Rekrutujemy lekarzy z całej Europy: Grecji, Chorwacji, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Litwy, Łotwy, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Czech. Europejscy lekarze korzystają z prawa do wykonywania zawodu w krajach członkowskich UE. Zmieniają kraj, czasem na zawsze, czasem na jakiś czas. Ten ruch przyczynia się do wymiany wiedzy i doświadczeń, więc tak naprawdę rozwija wiedzę medyczną – tłumaczy.

Lekarz w trakcie kursu w Paragonie ma kontakt z pracodawcą, dzięki czemu już na etapie zajęć przygotowawczych zaczyna integrować się z zespołem. Po ukończonym szkoleniu ma w kieszeni umowę o pracę i wtedy pozostaje mu tylko wyjechać. Od czasu rozpoczęcia działania firmy w 2004 r., organizowane przez nią kursy przeszło już ponad 1 tys. lekarzy.

– Wyjeżdżają wszyscy, którzy ukończą szkolenie – mówi Łozińska. – Większość lekarzy dobrze się adaptuje, awansuje, rozwija. Niektórzy wracają. Ale to także normalne zjawisko. Ludzie są wolni i mają prawo szukać swojego miejsca w świecie. W ramach Unii Europejskiej zapewnia im to zasada wolnego przepływu ludzi – wyjaśnia.

Lekarzy jak na lekarstwo
Jednak trudno dyskutować z twardymi danymi. W Polsce lekarzy jest jak na lekarstwo. Złudzeń nie pozostawia raport „Health at a Glance 2018”, przygotowany dla dla krajów europejskich przez OECD i KE, który wykazał, że polska opieka zdrowotna jest w katastrofalnej sytuacji. Cierpimy na krytyczny niedobór lekarzy - w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada średnio 2,4 lekarza. Przed nami jest Rumunia i Wielka Brytania - 2,8, natomiast średnia europejska wynosi – 3.8.

Z rzetelnym badaniem nie zgadza się jednak Ministerstwo Zdrowia. Wiceminister resortu Józefa Szczurek-Żelazko twierdzi, że nasz wskaźnik został źle policzony, gdyż Polska podała liczbę lekarzy praktykujących, a Grecja (ze wskaźnikiem 6,8) oraz Portugalia (ze wskaźnikiem 4,8) wszystkich medyków.

– Według nas prawdziwy wskaźnik dla Polski to 3,4, co zupełnie inaczej pozycjonuje nas na tle innych krajów – przekonywała wiceminister podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

Szczurek-Żelazko dowodziła również, że liczba lekarzy na koniec 2018 roku wyniosła 175
343 osoby. Z podaną przez wiceszefową resortu liczbą nie zgadza się dr Marcin Sobotka, przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który twierdzi, że liczba ta uwzględnia również dentystów, a także tych, którzy wyjechali, ale opłacają składki, niepracujących emerytów, stażystów oraz osoby niepracujące w zawodzie.

Przyczyny "exodusu"
Na brak lekarzy zwrócił w zeszłym roku uwagę premier Mateusz Morawiecki. Według jego szacunków w Polsce brakuje obecnie 30 tys. lekarzy. Nasi rodacy masowo wyjeżdżają na zachód Europy i do Skandynawii. W ubiegłym roku brytyjska Izba Gmin pokazała wyliczenia, które ukazały, że na Wyspach Brytyjskich pracuje obecnie już 8,5 tys. polskich lekarzy i pielęgniarek. Wielu medyków wybiera także jako kierunek emigracji Niemcy i Szwecję.

Braki kadrowe w polskich szpitalach przestają już kogokolwiek dziwić. Z powodu braku specjalistów zamykają się całe oddziały państwowych placówek, problemy mają również te prywatne. Oprócz wyjazdu polskich medyków, lekarze związkowcy od lat wskazują również zbyt małą liczbę studentów oraz ogromne trudności w uzyskaniu specjalizacji - dla rezydentów wciąż jest bowiem za mało miejsc.

– Ministerstwo chce rozwiązać problem braku lekarzy zwiększaniem naboru na studia medyczne i zwiększaniem limitów przyjęć, zamiast zajęciem się programem rezydentów, liczbą miejsc rezydenckich i warunkami szkoleń specjalizacyjnych, co według nas byłoby o wiele sensowniejsze – mówi Karolina.

Młoda lekarka, na pytanie, czy sama rozważała wyjazd, wprost mówi, że dopóki w niedawno opublikowanej nowelizacji Kodeksu karnego nie pojawił się zapis, mówiący o bezwzględnym więzieniu dla lekarza nieumyślnie powodującego śmierć pacjenta, wyjazd nie przyszedł jej do głowy.

– Bardzo bym nie chciała wyjeżdżać i mam nadzieję, że nie będę do tego zmuszona przez obecne zmiany. Jednak nie ukrywam, że moją pierwszą myślą na informacje o nowelizacji Kodeksu karnego było: my nie mamy w Polsce czego szukać. Wszyscy będą bali się leczyć, a tak nie może być. Strach nie jest najlepszym doradcą – tłumaczy.