Na nową autostradę nie wjadą ciężarówki. Ludzie lamentują, ale to burza w szklance wody

Niedługo do użytku zostanie oddany odcinek trasy A1, jednak na razie nie będą mogły po nim jeździć samochody ciężarowe.
Niedługo do użytku zostanie oddany odcinek trasy A1, jednak na razie nie będą mogły po nim jeździć samochody ciężarowe. Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Nowy odcinek autostrady A1 od Częstochowy do Pyrzowic już jutro, 2 sierpnia, zostanie włączony do ruchu. Jest jednak jedno „ale”. Od piątku będą mogły jeździć tam wyłącznie samochody osobowe, gdyż na trasie nie powstały jeszcze połączenia dla ciężkiego transportu. Media ubolewają nad tym faktem, nazywając drogę „mało funkcjonalną protezą”. Jednak większość polskiego społeczeństwa nie zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że droga bez TIR-ów jest niepraktycznym bublem.


Droga bez TIR-ów jest protezą
Jak podaje „Rzeczpospolita”, wart prawie 1,2 mld zł nowy fragment autostrady A1 pomiędzy Pyrzowicami a Częstochową stanie się „mało funkcjonalną protezą”. Choć pojadą po niej samochody osobowe, to czasowo zostanie zablokowana dla TIR-ów i dużych ciężarówek. Zatem, według autora artykułu, z miejsca nie nadaje się do użytku.


Otwarcie trasy dla aut osobowych nie wydaje się jednak byle czym. W końcu to najliczniejsza grupa na polskich trasach – według wyliczeń GUS w połowie ubiegłego roku ich całkowitą liczbę szacowano na ponad 22,5 mln wśród prawie 30 mln wszystkich pojazdów silnikowych, o czym informował serwis motoryzacja.interia.pl.


Poza tym, czy rzeczywiście chcemy, by docelowo po nowiutkich, dopiero co oddanych autostradach jeździły samochody ciężarowe, nierzadko przeładowane, które znacznie przyspieszają proces dewastacji dróg? Według Zarządu Dróg Wojewódzkich jeden TIR niszczy nawierzchnię w takim stopniu, jak ponad 160 tys. osobówek. Czy nie lepiej byłoby zatem przenieść ten ruch na tory kolejowe?


TIR-y na tory
– Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zablokowanie trasy dla ciężarówek może być katalizatorem do myślenia i działania w kierunku realizacji w praktyce idei "tiry na tory". Potrzebujemy zdecydowanych działań rządu – mówi INNPoland.pl Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich (INSPRO).

Jak zauważa Górski, „przeniesienie ruchu ciężarówek na kolej to przede wszystkim zmniejszenie wypadków na drogach, chorób spowodowanych spalinami i hałasem, zanieczyszczenia powietrza, gleb i wód, degradacji krajobrazu, niszczenia budynków i dewastacji dróg”. Przywołuje również wyliczenia rządowe, zgodnie z którymi koszty zewnętrzne transportu wynoszą ok. 10 proc. PKB, zaś 90 proc. tej kwoty generuje transport drogowy.

– Rosną również obawy i świadomość społeczna związane ze zmianami klimatu oraz wpływem emisji z transportu na środowisko. Tymczasem kolejowy transport towarowy emituje nie tylko 9 razy mniej CO2, ale też 8 razy mniej zanieczyszczeń powietrza niż transport drogowy – dodaje Piotr Skubisz z działu transportu i analiz INSPRO.

Prawie nic się nie dzieje
Za ideą przeniesienia ładunków samochodów ciężarowych na tory kolejowe jest 87 proc. naszego społeczeństwa, jak wynika z badań agencji Inquiry Market Research na zlecenie INSPRO. Tyle że badania zostały przeprowadzone w 2011 r., a od tamtego czasu temat jest niemrawo podnoszony w dyskursie społecznym.

Kolejne rządy również nic w tej sprawie nie robią. Choć w 2014 r. Prawo i Sprawiedliwość zobowiązało się uczynić swoim priorytetem wdrożenie zasad "tiry na tory", to rekomendacje Instytutu Spraw Obywatelskich w obszarze zmian systemowych nie zostały zrealizowane.

– Są na szczęście światełka w tunelu. Szczególnie jeśli chodzi o zakup nowoczesnych lokomotywy wielosystemowych i wagonów przeznaczonych do przewozów intermodalnych. Takie zakupy są zgodne z ideą „tiry na tory” i warto docenić tutaj działania rządu i PKP – zauważa Górski.

Jedna zmiana wymaga wielu zmian
Jednak aby rzeczywiście przenieść TIR-y na tory, potrzeba więcej niż zakupy pociągów. Jak zauważyła "Gazeta Wyborcza", w Polsce pociągi towarowe jeżdżą ze średnią prędkością 25 km/godz., czyli dwa razy wolniej od średniej w krajach Unii Europejskiej. Choć zatrudnianie kierowców ciężarówek wiąże się z dużymi wydatkami, w spedycji liczy się czas. Nieprzystosowana do standardów unijnych kolej jest zatem jedną z głównych przeszkód w spełnieniu postulatu.

Dodatkowo, jak wskazuje INSPRO należy również obniżyć stawki za dostęp do infrastruktury kolejowej dla przewozów intermodalnych, gdyż aktualne polskie stawki są jednymi z najwyższych w Europie. Pomocne byłoby również włączenie PKP Polskich Linii Kolejowych w szereg instytucji Skarbu Państwa – obecnie mają one osobowość spółki handlowej.

Kolejną rekomendacją INSPRO jest rozszerzenie zasięgu systemu viaTOLL na wszystkie drogi krajowe i część wojewódzkich. – Dziś przewoźnicy kolejowi płacą za każdy kilometr trasy kolejowej, a przewoźnicy drogowi płacą tylko za drogi ekspresowe oraz część dróg krajowych. Postulujemy też weryfikację stawek opłat w kierunku wyrównania szans między transportem kolejowym a drogowym – kwituje Górski.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0To nie może się udać. Do kraju wkracza hiszpański start-up, który chce robić Polakom pranie
0 0Ten start-up stworzył superpszczoły. Silniejsze, odporniejsze, lepsze
DZIEJE SIĘ 0 0Cyfrowi kryminaliści spuszczają nam spory łomot. "Ale mamy coś, czego nie mają oni"
0 0Geniusz czystego zła. Twórcy "Billions" zrobią serial o niesławnym założycielu Ubera
0 0"Prywatne firmy nie powinny cenzurować polityków". Mark Zuckerberg popiera Twittera
0 0Twój szef cię nienawidzi? Nie musisz się zwalniać. Oto co powinieneś zrobić
0 0Ważny rejestr, o którym mało kto mówi. Jeśli się nie wpiszesz, wlepią ci gigantyczną karę
BIZNES 0 0Wymyślił, że będzie przynosił korpoludkom książki. "Znikają w 5 minut. Ludzie się na nie rzucają"
0 0Oto dziejowa sprawiedliwość. Ofiara naciągnęła na kasę internetowego oszusta