Zdjęcie czarnej dziury oraz pierwsze dokładne zdjęcia powierzchni Plutona to dwa obrazy, które od teraz będą umieszczane w podręcznikach szkolnych.
Zdjęcie czarnej dziury oraz pierwsze dokładne zdjęcia powierzchni Plutona to dwa obrazy, które od teraz będą umieszczane w podręcznikach szkolnych. Fot. Event Horizon Telescope / NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute/Alex Parker

Ostatnia dekada obfitowała w ważne odkrycia naukowe, z których część – można to bezpiecznie powiedzieć – na pewno pozostanie w ludzkiej pamięci i będzie miała wpływ na nasze życie. Ostatnie dziesięć lat będziemy też zapewne wspominać jako czas, kiedy kompletniej rewolucji uległy nasze dotychczasowe poglądy na to, jak wygląda i działa wszechświat.

REKLAMA
Dziwnie się człowiekowi robi, kiedy pomyśli, że w końcówce grudnia 2009 roku nikt nawet nie podejrzewał, że już za kilkanaście miesięcy dwie badaczki, Emmanuelle Charpentier i Jennifer Doudna, odkryją sposób na tanią i precyzyjną edycję genów, przez co człowiek zyska niespotykaną wcześniej kontrolę nad ewolucją.
W ciągu zaledwie kilku lat gigantycznym zmianom uległ też nasz obraz przeszłości. Nie dość, że naukowcom udało się potwierdzić istnienie nieznanego wcześniej bliskiego krewniaka człowieka, denisowianina – okazało się też, że Homo sapiens krzyżował się zarówno z denisowianami, jak i z neadertalczykami!
Wymienić by tutaj można naprawdę wiele rzeczy (a co na przykład z wykryciem w 2012 bozonu Higgsa, "boskiej cząstki", na tyle fascynującej, że przeniknęła głęboko do kultury popularnej?), w podsumowaniu ostatnich dziesięciu lat postanowiliśmy jednak ograniczyć się do jednej konkretnej działki, która masową wyobraźnię poruszyła chyba najbardziej: astronomii.
Fale grawitacyjne i podsłuchiwanie kosmosu
– W mijającej dekadzie były dwa momenty, kiedy dało się w wyczuć w środowisku astronomów, że zaraz stanie się coś ważnego – wspomina w rozmowie z INNPoland.pl dr Jakub Bochiński, astronom z Centrum Nauki Kopernik i członek stowarzyszenia Rzecznicy Nauki.
Jednym z tych momentów był początek 2016 roku, kiedy podano informację o pierwszej w historii detekcji fal grawitacyjnych. Chodzi tutaj o bardzo delikatne wibracje czasoprzestrzeni, wywołane przez gigantyczną kosmiczną katastrofę. Te zaobserwowane jako pierwsze były np. efektem kolizji dwóch czarnych dziur.
Informacja ta wprawiła naukowców w prawdziwą ekstazę: istnienie fal grawitacyjnych jako pierwszy przewidział sto lat wcześniej Albert Einstein, jednak aż do 2016 wszyscy musieli w ich istnienie wierzyć na słowo.
Detektor fal grawitacyjnych Advanced LIGO nie wygląda może zbyt okazale z zewnątrz, jednak to tam dokonano historycznego odkrycia.
Detektor fal grawitacyjnych Advanced LIGO nie wygląda może zbyt okazale z zewnątrz, jednak to tam dokonano historycznego odkrycia. Fot. 123rf.com
Co takiego jest w tych falach?
Poziom ekscytacji środowiska pokazuje chyba najlepiej anegdota przytoczona przez naszego rozmówcę: przed ogłoszeniem odkrycia otrzymał jedynie informację od znajomego, który przekonywał go, że jest konferencja, na której "musi" być – nie mógł jednak zdradzić nic więcej.
– Podejrzewałem, że może chodzić o fale grawitacyjne i koniec końców przesunąłem ważne spotkanie po to, żeby pojawić się na konferencji – przypomina sobie dr Bochiński. – Szczęśliwie, osoby z którymi miałem się spotkać doskonale zrozumiały wagę sytuacji i same wręcz dopytywały o szczegóły. I myślę, że to właśnie najlepiej obrazuje jak wielkie było to odkrycie nie tylko dla naukowców, ale i całego świata – dodaje,
Astronom przyznaje, że fale grawitacyjne nie są najbardziej wdzięcznym medialnie tematem i zapewne w przyszłości to głównie osoby zainteresowane nauką będą kojarzyć, że pierwsza detekcja była właśnie w tej dekadzie.
– Równocześnie jednak dla nas, astronomów, to jest zupełnie nowy sposób patrzenia na wszechświat, jakby zupełnie nowy teleskop: mamy fale podczerwone, fale ultrafioletowe, fale widzialne, w każdych widzi się coś innego. I nagle otwiera się przed nami zupełnie nowy rodzaj astronomii: astronomia fal grawitacyjnych, która pozwoli nam spojrzeć na wszechświat w jeszcze inny sposób, co będzie procentowało przez kolejne dekady – podkreśla.
Era egzoplanet
– Druga rzecz to przyznanie w tym roku nagrody Nobla za egzoplanety. Sam się nimi zajmuję, więc to było niesamowite doświadczenie obserwować, jak Michel Mayor i Didier Queloz, moi koledzy po fachu, z którymi zresztą zdarzyło mi się współpracować, zostają w ten sposób docenieni – opowiada dr Bochiński.
I rzeczywiście, coś w tym jest. Pierwsze egzoplanety – czyli planety poza Układem Słonecznym – odkryto jeszcze na przełomie lat 80. i 90. Nie ma jednak wątpliwości, że mijająca dekada była pod tym względem przełomowa: w tym momencie znamy już kilka tysięcy planet, z których znacząca większość została odkryta właśnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat.
Sam fakt istnienia planety Ziemia nie jest już w 2019 roku wyjątkowy. Tylko w naszej galaktyce planet jest prawdopodobnie tyle, ile gwiazd!
– Wiemy, że temperatura na nich może być taka, jak na Ziemi, wiemy też, że na niektórych z nich znajduje się woda. Zaczynamy nawet te planety mapować i dowiadywać się, z czego dokładnie się składają. To trochę tak, jakbyśmy wbili łopatę i zanalizowali skład chemiczny samej planety – wylicza nasz rozmówca.
I nie ma wątpliwości, że te odkrycia będą trwać dalej. – To jest niesamowite, że po kilkuset latach szukania i zastanawiania się, czy istnieją inne światy, czy na tych światach mogłoby istnieć życie, dochodzimy do absolutnie przełomowego momentu naszej historii, w którym zaczynamy na te pytania odpowiadać – mówi dr Bochiński.
Pomarańczowa czarna dziura
Nie samymi falami grawitacyjnymi i egzoplanetami żyli jednak w ostatnim dziesięcioleciu astronomowie. Mijająca dekada przyniosła bowiem dwa obrazy, które na stałe zapisały się w naszej świadomości. Jednym z nich jest oczywiście zaprezentowane 10 kwietnia tego roku zdjęcie czarnej dziury.
Zdjęcie przedstawiające supermasywna czarną dziurę w centrum galaktyki Messier 87 zaprezentowane zostało 10 kwietnia 2019 roku.
Zdjęcie przedstawiające supermasywna czarną dziurę w centrum galaktyki Messier 87 zaprezentowane zostało 10 kwietnia 2019 roku. Fot. Event Horizon Telescope
"Zdjęcie czarnej dziury" to, rzecz jasna, skrót myślowy – fotografia przedstawia bowiem strefę czarną dziurę otaczającą, tzw. dysk akrecyjny – jednak jest to skrót myślowy, który zdecydowali się zastosować sami naukowcy. I dobrze zrobili, bo dzięki temu wagę tego obrazu mogli docenić również laicy.
Jak jednak ze śmiechem zauważa nasz rozmówca, podczas przygotowań do publikacji naukowcy podjęli jeszcze jedną ciekawą decyzję: pokazali otoczenie czarnej dziury jako pomarańczowe. A nie musieli! Obserwacje prowadzone były na falach niewidocznych dla naszego oka, więc kolor mógł być dowolny. Skąd więc właśnie pomarańcz?
– Śmieję się, że taka decyzja została podjęta dlatego, że kilka lat wcześniej film "Interstellar" zaczął nam już kodować, że czarne dziury są pomarańczowe – stwierdza dr Bochiński. – Co zresztą ciekawe, przy okazji przygotowań do filmu naukowcy wyliczyli, jak obecna w nim czarna dziura powinna wyglądać i okazało się, że jeśli już, to jest raczej szarawo-niebieskawa – opowiada.
W filmie jednak obiekt został podkolorowany, żeby lepiej wyglądał na ekranie.
– Teraz jestem przekonany, że już do końca świata w kulturze czarne dziury będą pomarańczowe – uśmiecha się dr Bochiński.
Pies Pluto na Plutonie
A drugi epokowy obraz? Tutaj trzeba się odrobinę cofnąć w czasie, do lipca 2015 roku, kiedy to sonda New Horizons zbliżyła się do Plutona bardziej niż jakikolwiek inny obiekt stworzony przez człowieka i zrobiła serię zdjęć, które udowodniły dlaczego warto jednak przyglądać się kosmicznym obiektom z bliska.
To konkretne zdjęcie Plutona opublikowane zostało trzy lata po przelocie misji New Horizons, kiedy naukowcy mieli czas porządnie przetworzyć otrzymane dane.
To konkretne zdjęcie Plutona opublikowane zostało trzy lata po przelocie misji New Horizons, kiedy naukowcy mieli czas porządnie przetworzyć otrzymane dane. Fot. NASA/Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory/Southwest Research Institute/Alex Parker
Pluton, którego przez lata przedstawiano jako martwą lodową kulę, okazał się... aktywnym geologicznie, pełnym fascynujących zjawisk światem. Do tego – jak żartowano w mediach społecznościowych – bardzo sympatycznym, gdyż zamiast obrazić się za degradację do planety karłowatej, na dzień dobry pokazał ludziom kształt serca.