
Najpierw w zleceniobiorców uderzył Polski Ład. Teraz projektowane są kolejne przepisy, które sprawią że w przyszłym roku, na rękę, dostaną o 13,71 proc. mniej. Sytuacja dotknie też pracodawców. Zdaniem ekspertów, pełne ozusowanie umów zlecenie sprawi, że pracownicy zaczną uciekać do szarej strefy.
Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
Umowa zlecenie 2022
W świetle obecnie obowiązującego prawa – osoba, z którą pracodawca podpisuje umowę zlecenie i dla której jest to jedyne źródło przychodów, jest objęta obowiązkowym ubezpieczeniem społecznym i zdrowotnym. Obowiązkowe są też składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Wyjątkiem jest składka na ubezpieczenie chorobowe od zleceniobiorcy (2,45 proc. wynagrodzenia brutto), która jest dobrowolna i której podstawa nie może miesięcznie przekroczyć 250 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.
Jeżeli pracownik zawarł równolegle kilka umów zlecenia (tzw. zbieg tytułów do ubezpieczeń – sytuacja, w której jedna osoba wykonuje w tym samym czasie pracę na podstawie kilku umów albo jest jednocześnie pracownikiem i prowadzi własną działalność) podlega obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym z jednej umowy - zawartej wcześniej, albo wybranej. Druga i kolejne umowy mogą być zwolnione ze składek na ubezpieczenia społeczne pod warunkiem, że z pierwszej lub wybranej umowy współpracownik uzyskuje przynajmniej minimalne wynagrodzenie. W 2022 roku jest to kwota 3010 zł brutto.
Zmiany w zleceniach
W przyszłym roku zasady ozusowania umów zlecenia mają się zmienić. Rząd chce objąć wszystkie umowy zlecenia składkami na ubezpieczenie społeczne, niezależnie od osiąganych przychodów. Do "Krajowego Programu Reform 2022/2023" w wersji z 14 marca, w którym zapisany ma być ten pomysł, dotarł serwis prawo.pl. Dokument miał już trafić do uzgodnień, konsultacji i opiniowania. Otrzymali go partnerzy społeczni.
Jak napisano w dokumencie, celem reformy jest ograniczenie segmentacji rynku pracy poprzez zwiększenie ochrony socjalnej wszystkich osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych, poprzez objęcie tych umów składkami na ubezpieczenia społeczne, niezależnie od uzyskiwanych przychodów. Planowane zmiany mają przyczynić się do uporządkowania systemu ubezpieczeń społecznych, uszczelnienia zasad podlegania ubezpieczeniom, zwiększenia ochrony ubezpieczeniowej czy podwyższenia przyszłych świadczeń długoterminowych. Zgodnie z zakładanym harmonogramem, przepisy miałyby wejść w życie w I kwartale 2023 roku.
- Nie zostały sprecyzowane szczegółowe zasady planowanego oskładkowania, jednak jeśli przyjąć, że faktycznie ma być ono pełne, to oznacza, że ubezpieczenie chorobowe na zleceniu będzie miało charakter nie jak dotychczas dobrowolny, ale obowiązkowy – komentuje w portalu Dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego. Jak przekonuje, zmiany wpłyną na zmniejszenie opłacalności tej formy wykonywania pracy.
Dr Antoni Kolek
Jak przekonuje Przemysław Hinc, doradca podatkowy i członek zarządu w kancelarii PJH Doradztwo Gospodarcze, zmiany będą oznaczały dla wszystkich zleceniobiorców konieczność zapłacenia 13,71 proc. składek na ubezpieczenia społeczne od podstawy wymiaru składek. – To wydaje się niewiele, ale trzeba pamiętać, że swoją część składek będą musieli dopłacić też zleceniodawcy. Należy się zatem spodziewać, że to realne wynagrodzenie "na rękę" będzie mniejsze. W efekcie więcej zleceniobiorców będzie albo przechodziło do szarej strefy, biorąc część wynagrodzenia "pod stołem", bo nie będzie im zależało na ozusowaniu tego wynagrodzenia, które będą uzyskiwali tylko przy okazji, niezależnie od pensji, albo będzie "wypychana" na działalność gospodarczą, w tym najczęściej opodatkowaną ryczałtem – tłumaczy.
Zdaniem eksperta, po wdrożeniu nowych przepisów dojdzie do kolejnych patologicznych sytuacji i będzie to ze szkodą dla tych, którzy do tej pory nie mogli doprosić się zatrudnienia na podstawie umowy o pracę i nie mieli takiej ochrony ubezpieczeniowej jak etatowcy.
Przemysław Hinc
– Im wyższe składki na ZUS przyjdzie wszystkim płacić, tym mniejsza będzie skłonność do legalnego zatrudnienia albo wykazania rzeczywistego wynagrodzenia – podsumowuje ekspert.
Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
