Karol Nawrocki przemawia. Karol Nawrocki namawia na inwestowanie w kryptowaluty?
Karol Nawrocki przemawia. Karol Nawrocki namawia na inwestowanie w kryptowaluty? Foto: KSikorski/Shutterstock

W sieci można natknąć się na video, na którym Karol Nawrocki rzekomo namawia do inwestowania w kryptowaluty. Oczywiście to deepfake AI i próba wyłudzenia pieniędzy. A sam Nawrocki kilka dni temu zablokował ustawę pozwalającą m.in. ścigać internetowych oszustów...

REKLAMA

Kryptowaluty są już z nami kilkanaście lat, ale dopiero stosunkowo niedawno zaczęły się cieszyć dużą popularnością. Niestety tę sytuację wykorzystują oszuści, którzy z rynkiem bitcoina nie mają nic wspólnego.

Karol Nawrocki promuje inwestowanie w kryptowaluty?

W social mediach pojawiło się video, na którym prezydent Karol Nawrocki rzekomo namawia do inwestowania w kryptowaluty. Od razu uspokajamy i ostrzegamy: to oszustwo, a nagranie to deepfake AI.

Nim przejdziemy dalej, warto wyjaśnić, czym jest deepfake. To nagranie dźwiękowe lub wizualne, które zostało stworzone przez sztuczną inteligencję, ale które wygląda jak prawdziwe.

W samym założeniu nie jest to niczym złym. Na przykład w Hollywood umożliwia przywrócenie na ekran nieżyjących aktorów, w codziennym życiu może pomóc w stworzeniu zabawnych, ale niegroźnych video. Tyle że zjawisko to ma też swoją mroczną stronę.

W przypadku nowego deepfake'a widzimy i słyszymy, jak Karol Nawrocki mówi, że "platforma [tu pada nazwa] została opracowana przy wsparciu Ministerstwa Finansów i uzyskała aprobatę Narodowego Banku Polskiego". Nagle dodaje, że "inni już wpłacili tysiąc złotych i zaczęli zarabiać", a "ty się zastanawiasz".

Nowa technologia nie jest idealna, więc dokładne przeanalizowanie obrazu umożliwia szybkie wychwycenie oszustwa. Mniej wnikliwy widz może jednak dać się oszukać.

"Prezydent" namawia do wejście na stronę z "wnioskiem o udział w projekcie" i wypełnienie formularza kontaktowego. I tu zaczyna się piekło inwestorów.

W co grają oszuści?

Projekt wpisuje się niestety w szerszy trend. Przestępcy wykorzystują popularność kryptowalut i, gdy mają już dane kontaktowe, dzwonią do swoich ofiar, namawiając ich do inwestycji w bitcoina. Obiecują przy tym szybkie, pewne i duże zyski.

Nie musimy chyba dodawać, że to bujda na resorach. Tego typu projekty nie mają nic wspólnego z kryptowalutami. To oszustwo podobne do tego "na wnuczka" i "na BLIK-a".

O tym, jak cyniczni potrafią być przestępcy, przekonała się latem 2025 r. 44-letnia mieszkanka Gliwic.

Wszystko zaczęło się od tego, że kobieta dobrowolnie podała swoje dane kontaktowe za pomocą opisanego powyżej formularza. Niedługo potem zadzwonił do niej "doradca" i namówił na inwestowanie "na raty". Najpierw przelała na wskazane przez niego konto 9000 złotych. Następnie wzięła pożyczkę w wysokości 21 000 zł i... tak, te kwotę też przelała na rachunek.

W założeniu te środki miały zostać zainwestowane w kryptowaluty. Oczywiście, przestępcy, gdy zdobyli już dostateczną kwotę, zniknęli, a ich ofiara pozostała z niczym.

Jak to jednak możliwe, że ktoś jest tak naiwny? Tu wchodzimy na wyższy poziom oszukiwania ludzi.

Ubój świń

Cyberprzestępcy udoskonalili swoje schematy działania do perfekcji. Pokazują swoim ofiarom platformę handlową, na której ich pieniądze rzekomo pracują. "Inwestorzy" widzą więc "swoje" kryptowaluty, których wartość rośnie.

Wszystko jest jednak mirażem. Oszuści sami podnoszą wyceny cyfrowych aktywów, a pieniądze ofiar przechowują już na swoim koncie (nierzadko w jakimś azjatyckim kraju).

Problemy pojawiają się, gdy ofiara chce wypłacić środki. Wtedy właśnie przestępcy znikają.

Proceder ten FBI określa pieszczotliwym mianem "tuczenia świń", gdyż "inwestorom" daje się ułudę bogacenia się, co dodatkowo skłania je do wpłacania kolejnych kwot. Gdy "świnka" jest już "utuczona", zaczyna się "ubój", czyli ucieczka z kapitałem.

Podkreślmy to jeszcze raz: ten typ oszustw nie ma nic wspólnego z kryptowalutami. Rynek cyfrowych aktywów staje się zresztą w Polsce powoli uregulowany i znacznie bezpieczniejszy niż wcześniej.