Rosyjski haker. Poseł pyta o giełdę kryptowalut, z której korzystali rosyjscy dywersanci.
Rosyjski haker. Poseł pyta o giełdę kryptowalut, z której korzystali rosyjscy dywersanci. Foto: DC Studio/Shutterstock

Poseł Konfederacji napisał interpelację do premiera dotyczącą giełdy kryptowalut, z której korzystali rosyjscy dywersanci. Okazuje się, że regulacje nie wystarczą, by odciąć Kreml od bitcoinów.

REKLAMA

Poseł Konfederacji pyta premiera Donalda Tuska o giełdę kryptowalut, z której korzystali rosyjscy dywersanci. Okazuje się, że ta działała w oparciu o europejską licencję. Pokazuje to, że samo uregulowanie rynku cyfrowych aktywów nie wystarczy w odcięciu Kremla od bitcoinów.

Debata o kryptowalutach

Parę tygodni temu niemal cała Polska debatowała o kryptowalutach. Niestety najczęściej brakowało w tych rozmowach (a raczej kłótniach) merytoryki.

Poszło o to, że prezydent Karol Nawrocki zawetował rządową "ustawę o kryptoaktywach". Twierdził, że zrobił to, bo przekonały go argumenty branży kryptowalut, która twierdziła, że grozi nam przeregulowanie i exodus polskich giełd do innych krajów (i tak działałyby w Polsce na zasadzie tzw. paszportowania, ale podatki płaciły już nie do polskiego budżetu).

Politycy Koalicji Obywatelskiej zarzucili głowie państwa, że ta obniżyła poziom bezpieczeństwa zarówno inwestorów, jak i zwykłych Polaków. Przywołano tutaj fakt, że za pomocą kryptowalut finansowano grupę rosyjskich dywersantów, którzy działali na terenie naszego kraju.

I w tym momencie robi się najciekawiej. Okazuje się bowiem, że agenci Kremla faktycznie sięgali po cyfrowe waluty, ale kupowali je, jak podała "Gazeta Wyborcza", na giełdzie OKX. Dlaczego to ważne? Chodzi o to, że mowa o platformie, która posiada europejską licencję MiCA. Innymi słowy, rosyjskie służby kupiły kryptowaluty w pełni legalnie, do tego korzystając z uregulowanej giełdy!

Poseł Konfederacji pyta premiera

Obecnie rynek kryptowalut pozostaje w Polsce nieuregulowany i politycy muszą mocno zastanowić się, co zrobić z tym faktem. Diabeł tkwi tu w szczegółach, na co zwrócił uwagę poseł Konfederacji Witold Tumanowicz.

Polityk przygotował interpelację adresowaną do premiera Donalda Tuska i zwraca w niej uwagę na sprawę OKX.

"Giełda ta działa na licencji MiCA i formalnie zarejestrowana jest na Malcie (…). W toku dyskusji na temat prezydenckiego weta wobec ustawy o kryptoaktywach przedstawiciele rządu, (...) wskazywali wielokrotnie, że przyjęcie przygotowanych przez rząd przepisów jest niezbędne z punktu widzenia bezpieczeństwa polskich konsumentów. Wskazywano także, że przepisy są potrzebne, aby w Polsce nie mogły działać podmioty posiadające chociażby niejasne związki z Rosją", czytamy w piśmie.

Poseł dodaje dalej, że OKX nie dość, że posiada licencję MiCA, to jeszcze swobodnie działa na terenie Polski. I regulacja rynku nic tu nie zmieni, gdyż platforma, która uzyskała wspomniane pozwolenie, może działać na terenie całej Unii Europejskiej.

Polityk pyta więc premiera, "czy polskie władze zwracały się w jakikolwiek sposób do organów UE w związku z potrzebą zaostrzenia przepisów MiCA lub sugestią usunięcia zasady wzajemnego uznawania licencji w ramach UE z uwagi na względy chociażby bezpieczeństwa lub potrzeby ograniczania możliwości finansowania terroryzmu czy działań dywersyjnych".

Służby muszą być gotowe!

Prawda jest jednak taka, że nawet zaostrzenie przepisów niewiele pomoże, gdyż rosyjscy dywersanci mogą samodzielnie kopać (czyt. emitować) bitcoiny i następnie legalnie wymieniać je na waluty w kantorach czy bitomatach (odpowiednik bankomatu, tyle że pozwalający na wymianę kryptowalut na polskie złotówki).

Władze powinny po prostu lepiej przygotować na tego typu zagrożenia służby. Wiele pomogłoby uzbrojenie ich w wyspecjalizowane oprogramowanie, które analizuje dane zapisane w łańcuchach bloków (czyli blockchainach, sieciach, w ramach których kryptowaluty są przesyłane), aby wykrywać potencjalne oszustwa, pranie pieniędzy oraz inne nielegalne działania, w tym finansowanie terroryzmu.

Nie jest bowiem tak, że kryptowalutowe przelewy są całkowicie anonimowe. Specjalne zespoły śledcze FBI wykorzystywały już analizę łańcucha bloków np. do namierzenia i rozbijania różnych grup przestępczych, które myślały, że są całkowicie bezpieczne, gdyż operują bitcoinami.