
Wojny handlowe to nie abstrakcja zza oceanu, ale realne zagrożenie dla polskiego pracownika. Nasza gospodarka jest naczyniem połączonym z niemieckim eksportem. Jeśli Donald Trump – z pomocą Sądów lub Kongresu – zablokuje niemieckie auta i maszyny, polscy poddostawcy natychmiast odczują chłód. Niższe ceny w sklepach mogą być marnym pocieszeniem w obliczu zamrożonych pensji i zwolnień.
Wojny celne, które rozpoczął w tym roku Donald Trump wprowadziły świat w nową epokę. Same Stany Zjednoczone zarejestrowały aż 8-procentowy spadek wolumenów importowych. Co ciekawe, import do Afryki, Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej i Indii wzrósł.
Wojny celne Trumpa zmieniają świat
Eksperci wskazują, że oznacza to, że kontenerowe łańcuchy dostaw są zmieniane i dostosowywane do nowych realiów. Innymi słowy, kapitał i towary są wymieniane między nieco innymi regionami świata niż dotychczas.
Czy trend ten będzie kontynuowany? Czekamy na orzeczenie Sądu Najwyższego USA w sprawie legalności ceł, jakie wprowadzała w tym roku administracja Donalda Trumpa. Chodzi o to, że rząd USA "nieco" nadinterpretował przepisy i wprowadził cła niekoniecznie zgodnie z prawem. Sąd już parę razy przekładał termin wydania swojego wyroku. I nadal nie wiemy, na czym stoimy.
Nawet jednak jeżeli sąd uzna, że prezydent USA przekroczył swoje uprawnienia, Biały Dom ma mieć plan B. Zapewne będzie kontynuował swoją politykę celną, ale innymi narzędziami, wykorzystując w tym celu Kongres.
Cła a sprawa polska
Dla przeciętnego Polaka wojny celne są dość abstrakcyjnym pojęciem. To błąd, gdyż skutki polityki Trumpa odczujemy wszyscy.
Z jednej strony możemy zobaczyć niższe ceny niektórych towarów. Producenci z tych krajów, które obrywają i będą obrywać cłami, będą szukać nowych rynków zbytu poza USA. Polska – jako duży rynek Unii Europejskiej – może stać się beneficjentem tego "przerzucania" produktów z USA do nas. To dobra wiadomość dla konsumentów, bo część produktów może potanieć. Ale na tym dobre wieści się kończą.
Ważniejszy jest wpływ wojen celnych na rynek pracy. Polska jest mocno powiązana z europejskimi firmami eksportującymi do USA. Jeśli amerykańskie cła zmniejszą np. sprzedaż niemieckich samochodów, maszyn czy elektroniki, to polskie fabryki produkujące komponenty odczują to niemal natychmiast. A to oznaczać może nawet cięcia zatrudnienia.
Dla gospodarstw domowych oznacza to również większą niestabilność. Wojny handlowe powodują, że firmy działają ostrożniej, mniej inwestują i wolniej podnoszą pensje.
Jest szansa!
W dłuższej perspektywie ponownie możemy jednak zobaczyć światełko w tunelu. Jeśli w USA wygra izolacjonizm i polityka nakładania na cały świat ceł, Polska mogłaby skorzystać na rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku Chin.
Nowy Jedwabny Szlak to próba cofnięcia globalnych przemian, jakie miały miejsce po epoce odkryć geograficznych. Pekin buduje system tras kolejowych i drogowych, które łączą Europę z Chinami. Jedna z nitek, tzw. korytarz północny, to trasa biegnąca z Chin przez Rosję, Kazachstan i Białoruś do Polski. A to oznacza, że przez nasz kraj ponownie zaczyna przebiegać jedna z najważniejszych dróg dla światowego handlu.
Załóżmy teraz, że USA będą kontynuowały wojny celne i Europa Zachodnia coraz bardziej będzie nastawiona na handel z Azją. To oznacza, że staniemy się ważnym krajem tranzytowym: bramą Chin do Unii Europejskiej. Właściwie doprowadzi to do odwrócenia negatywnych zjawisk, jakie wywołać może swoją polityką Trump.
Zobacz także