Radosłąw Sikorski i Elon Musk na tle widoku Ziemi z kosmosu
"Śliniący się" Sikorski postawił na swoim. Musk dostał piany, ale odciął Rosję od Starlinka Fot. FotoField / Shutterstock / photocosmos1 / Shutterstock / Kevin Stadnyk / Unsplash / Montaż: INNPoland.pl

Elon Musk pociągnął za wajchę. Ogłosił, że SpaceX zablokowało rosyjskiej armii nieautoryzowany dostęp do Starlinka. To kluczowa wiadomość dla Kijowa, który alarmował, że zachodnia technologia napędza rosyjskie drony. I dla Radosława Sikorskiego, który został wulgarnie obrażony, gdy prowokował Muska do działania.

REKLAMA

Kilka dni temu Radosław Sikorski wszedł w otwarty konflikt z Elonem Muskiem, jednym z najpotężniejszych ludzi w branży technologicznej. Minister zarzucił miliarderowi, że jego satelitarna sieć Starlink jest wykorzystywana przez Rosjan do ataków na Ukrainę. Musk doznał potężnego wmożenia i słownie spoliczkował Sikorskiego, nazywając go "śliniącym się imbecylem". Ale wiadomość chyba dotarła.

"Wygląda na to, że to działa"

To jedno zdanie Muska, wypowiedziane w wywiadzie na platformie X, może zmienić układ sił na odcinkach frontu, gdzie Rosjanie zaczęli zyskiwać przewagę technologiczną. Od tygodni ukraiński wywiad donosił o niepokojącym zjawisku: Rosjanie nielegalnie pozyskiwali terminale Starlink i montowali je na swoich dronach dalekiego zasięgu. Efekt? Precyzyjniejszy terror i skuteczniejsze niszczenie ukraińskich miast.

Interwencja była konieczna. Mychajło Fiodorow, ukraiński minister transformacji cyfrowej, potwierdził ścisłą współpracę ze SpaceX. Cel był jasny: zachodnia technologia ma chronić demokrację, a nie służyć jako narzędzie zbrodni w rękach agresora.

"Dajcie nam znać, jeśli trzeba będzie zrobić więcej" – rzucił w swoim stylu Musk.

Brzmi jak triumf odpowiedzialnego biznesu? Owszem. Ale w przypadku Elona Muska nic nie jest czarno-białe.

Cienka czerwona linia i ego miliardera

Starlink to dziś krwiobieg ukraińskiej obrony. Dziesiątki tysięcy terminali zapewniają komunikację w okopach i pozwalają na precyzyjne uderzenia. To daje Muskowi władzę, jakiej nie miał żaden CEO w historii. Już w 2022 roku pokazał, że potrafi jednoosobowo decydować, gdzie ukraińscy żołnierze mogą walczyć, a gdzie sygnał zgaśnie.

Ta absolutna władza nad infrastrukturą krytyczną budzi niepokój sojuszników Ukrainy, w tym Polski. I tu dochodzimy do momentu, w którym technologia zderza się z dyplomacją – a konkretnie z Radosławem Sikorskim.

Cień awantury z polskim MSZ

Jeszcze nie opadł kurz po niedawnym spięciu na linii Musk – Sikorski. Gdy miliarder sugerował na platformie X, że to jego firma "charytatywnie" utrzymuje łączność Ukrainy, szef polskiej dyplomacji postanowił sprowadzić dyskusję na ziemię. Radosław Sikorski publicznie przypomniał, że terminale dla Ukrainy nie są prezentem od SpaceX, ale są finansowane m.in. z polskiego budżetu oraz funduszy Unii Europejskiej.

Reakcja Muska była alergiczna. Miliarder, nieprzyzwyczajony do bycia korygowanym przez polityków, wdał się w medialną przepychankę, podważając wkład finansowy państw i sugerując, że jego firma ponosi największe koszty.

Kilka dni temu mieliśmy kolejną odsłonę tego sporu, czy raczej pyskówki.

"Hej, ważniaku, dlaczego nie powstrzymasz Rosjan przed wykorzystywaniem Starlinków do ataków na ukraińskie miasta?" – napisał publicznie Radosław Sikorski, zwracając się bezpośrednio do Muska. Dodał też, że "zarabianie pieniędzy na zbrodniach wojennych może zaszkodzić marce" miliardera.

Odpowiedź Elona Muska była niemal natychmiastowa – i wyjątkowo ordynarna. Szef SpaceX i Tesli nie odniósł się do zarzutów dotyczących Rosji, skupiając się wyłącznie na roli Starlinka po stronie Ukrainy. W jednym z komentarzy zaatakował polskiego ministra personalnie.

Ten śliniący się imbecyl nawet nie zdaje sobie sprawy, że Starlink stanowi kręgosłup ukraińskiej komunikacji wojskowej – napisał Musk na X.

Sikorski bawi się Muskowym ego?

Wygląda na to, że Radosław Sikorski znajduje jakąś przyjemność w atakowaniu Muska i prowokowaniu go. Trzeba przyznać, że miliarder dostaje wręcz piany po wpisach Sikorskiego, ale finalnie to nasz minister stawia na swoim. Finał jest taki, że Ukraina ma dostęp do internetu ze Starlinków, a Rosja (już) nie.

Mimo wszystko te pyskówki pokazują brutalną prawdę o współczesnym świecie: infrastruktura bezpieczeństwa zależy dziś od kaprysów i narracji jednego człowieka. Choć dziś Musk blokuje Rosjan i wspiera Kijów (za co należy mu się uznanie), jego relacje z europejskimi liderami pozostają napięte.

Dziś Musk stoi po właściwej stronie historii, odcinając agresora od sieci. Ale w Warszawie, Kijowie i Brukseli wszyscy zadają sobie to samo pytanie: jaki humor będzie miał właściciel X jutro rano?