Pokój szpitalny z łóżkiem i sprzętem zablurowany.
Sprzedają szpital na Śląsku za 40 mln zł. "Gdzie mamy się teraz leczyć? Fot. iqbazz/Shutterstock

Szpital nie trafia na sprzedaż wtedy, gdy wszystko działa. Trafia wtedy, gdy ktoś uznaje, że dłużej się już nie da. W Świętochłowicach właśnie nadszedł ten moment. Cena minimalna: 40 milinów złotych. Stawka: życie każdego pacjenta.

REKLAMA

Decyzja o sprzedaży szpitala nie była nagłym zwrotem, lecz skutkiem lat narastających problemów: rosnących kosztów, braków kadrowych, niedoinwestowania i coraz trudniejszego bilansu, którego miasto nie było już w stanie domknąć. Władze mówią wprost: obecny model przekroczył możliwości budżetu, a wybór stał się brutalnie prosty. Sprzedaż i próba ratunku albo powolna degradacja placówki.

Sprzedaż szpitala w Świętochłowicach zamiast zamknięcia

Jest szczegół, który łatwo może umknąć. Sprzedaż nie oznacza zamknięcia szpitala ani zwolnień personelu. Zgoda sądu na zmianę właściciela została obwarowana warunkiem kontynuacji działalności medycznej. Placówka ma dalej funkcjonować jako szpital, w oparciu o obowiązujące kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Razem z majątkiem przejmowana ma być również załoga.

Szpital działa dziś w ramach postępowania restrukturyzacyjnego i, jak podkreśla jego zarząd, bieżące zobowiązania są regulowane na czas. Od momentu wejścia w restrukturyzację nie narastają nowe długi. Problemem pozostaje jednak przeszłość. W sądowym spisie wierzytelności znajduje się ponad 44 mln zł, które od lat ciągną się za placówką.

Sąd przewiduje plan naprawczy

Równolegle realizowany jest plan naprawczy zaakceptowany przez sąd. Obejmuje m.in. łączenie części oddziałów i przesunięcie uwagi tam, gdzie szpital widzi największą szansę utrzymania działalności. To próba dostosowania się do realiów, w których liczy się też ekonomiczna wydolność systemu.

Z perspektywy mieszkańców ta historia wygląda jednak inaczej. Dla pacjenta sprzedaż szpitala nie jest "kolejnym etapem restrukturyzacji". To moment niepewności. Obawa przed zmianą właściciela, ograniczeniem oddziałów, komercjalizacją usług albo koniecznością leczenia w innym mieście. Pojawia się napięcie, którego nie da się rozbroić komunikatem prasowym. Jeśli nowy właściciel utrzyma działalność, zaufanie nie przechodzi automatycznie wraz z aktem notarialnym.

Świętochłowice nie sprzedają szpitala, bo chcą. Sprzedają go, bo system, w jakim funkcjonował, przestał się spinać. Teraz wszystko zależy od tego, kto zapuka do drzwi z tymi 40 milionami i co będzie chciał w zamian. W tej transakcji pieniądze są tylko jednym elementem. Drugim jest zdrowie ludzi, którzy nie mają luksusu wyboru momentu, w którym zachorują.