
Administracja publiczna przez lata budowała swoją infrastrukturę cyfrową jak dom na wynajmowanym gruncie. Systemy i licencje były zależne od kilku globalnych dostawców. Teraz Ministerstwo Cyfryzacji otwarcie mówi o problemie nadmiernej zależności i zapowiada porządkowanie rynku. Stawka? Cyfrowa suwerenność Polski.
Resort cyfryzacji dostrzegł pewne zjawisko. Tzw. vendor lock-in to sytuacja, w której administracja jest praktycznie uzależniona od dostawcy technologii, zwykle z zagranicy. Zmiana systemu oznacza kosztowną i skomplikowaną operację. Przez to państwo płaci często więcej, niż powinno.
Cyfrowa suwerenność Polski. Wykonawcy usług nie są anonimowi
Nie mówimy o anonimowych podwykonawcach. Fundamenty cyfrowej administracji opierają się na rozwiązaniach oferowanych przez takie firmy jak Microsoft, Amazon (AWS), Google, Oracle, SAP, VMware czy Cisco. To one dostarczają wirtualne chmury, systemy operacyjne, bazy danych i infrastrukturę sieciową.
Nie ma w tym nic nielegalnego ani sensacyjnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmiana dostawcy staje się praktycznie niemożliwa bez wieloletniej migracji, ogromnych kosztów i ryzyka przestojów. Wtedy państwo nie chce już kupować technologii. Zdecydowanie bardziej woli niezależność.
Zobacz także
Uzależnienie od zewnętrznych jednostek
Jak podkreślają eksperci cytowani w analizach CyberDefence24 czy ITwiz, przetargi publiczne są konstruowane w sposób, który utrwala dominację konkretnych rozwiązań. Efekt jest prosty. Administracja przywiązuje się do jednego ekosystemu, a każda próba zmiany oznacza technologiczny remont generalny.
Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada większe otwarcie na open source, interoperacyjność systemów oraz nowe standardy zamówień publicznych. Cel to zachowanie przez państwo możliwości wyboru, a nie przedłużanie kolejnych licencji.
Suwerenność zaczyna się od możliwości wyboru
Toczy się też dyskusja o podatku cyfrowym i relacjach z globalnymi gigantami technologicznymi. Państwo chce zerwać powiązania z Big-Techami, ale powstaje pytanie: czy potrafi zmienić dostawcę bez ryzyka paraliżu kluczowych systemów?
Cyfrowa suwerenność nie oznacza budowania wszystkiego od zera. Oznacza zdolność do zmiany. Do posiadania alternatywy. Do kontrolowania architektury, na której opiera się infrastruktura krytyczna i dane obywateli. Jeśli zapowiedzi Ministerstwa Cyfryzacji przełożą się na konkretne regulacje, może to być jeden z ważniejszych ruchów w stronę realnej niezależności państwa.
