
Szpitale dostaną od NFZ miliony za... likwidację oddziałów. To nie błąd, lecz ryzykowny plan rządu na ratowanie systemu. NFZ uruchamia potężny bodziec finansowy, by przełamać strach dyrektorów przed restrukturyzacją placówek i dostosowaniem ich do potrzeb pacjentów.
W polskim systemie ochrony zdrowia szykuje się rewolucja, która na pierwszy rzut oka wygląda jak absurd: szpitale będą otrzymywać pieniądze za oddziały, których już... nie ma. Ministerstwo Zdrowia i NFZ wprowadzają ten mechanizm finansowy, by przełamać wieloletnią stagnację w organizacji szpitali.
NFZ płaci szpitalom. Pieniądze na zamknięte oddziały
Zgodnie z reformą szpitalnictwa, która weszła w życie 17 września 2025 roku, placówki medyczne zyskały nowe warunki finansowe przy likwidacji lub konsolidacji oddziałów. Kluczowym elementem rozporządzenia jest system wsparcia dla podmiotów rezygnujących z wybranych świadczeń. Jeśli szpital zdecyduje się na likwidację konkretnego profilu działalności, nie traci natychmiast całości środków z nim związanych. Według przepisów:
Zobacz także
Zamknięte oddziały z pieniędzmi od NFZ. Nagroda za trudne decyzje
Nowe rozwiązanie, choć brzmi kontrowersyjnie (bo niby dlaczego szpital ma dostawać pieniądze za oddział, którego już nie ma?) ma mieć jednak głębszy sens. Pieniądze od NFZ mają być zachętą do podejmowania ryzykownych decyzji i restrukturyzacji polskich szpitali.
– Stworzono rozwiązanie, gdy to szpitale same będą podejmować decyzje. Rozwiązanie to może być atrakcyjne dla dyrektorów szpitali, które są w trudnej sytuacji finansowej – mówi dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie cytowany przez portal Rynek Zdrowia. Ekspert podkreślił, że dyrekcje placówek muszą przygotować się na negatywne reakcje lokalnej społeczności. Likwidacja oddziałów będzie budzić zrozumiały opór społeczny, z którym zarządzający placówkami będą musieli się zmierzyć.
– Trzeba będzie zapłacić odprawy personelowi, poddać się osądowi społeczności lokalnej, która zwykle bardzo krytycznie podchodzi do ograniczenia dostępności do świadczeń na danym terenie. 50 proc. kontraktu to premia za podjęcie pewnych trudnych działań – twierdzi dr Gryglewicz.
