
Czasem wielkie pieniądze nie pachną betonem ani świeżą inwestycją. Pachną czyimś salonem albo ogródkiem. W Poznaniu ponad 400 milionów złotych zmieniło właściciela razem z 12 hektarami ziemi. Na tej ziemi stoją domy. W tych domach mieszkają ludzie. I choć nikt formalnie nie sprzedał ich nazwisk w akcie notarialnym, wielu z nich ma dziś wrażenie, że znaleźli się w pakiecie.
Parafia sprzedała teren deweloperowi. Transakcja dotyczy Osiedla Maltańskiego w Poznaniu, gdzie od lat żyje ponad 600 osób. Z perspektywy rynku to atrakcyjna lokalizacja i inwestycyjny potencjał. Z perspektywy mieszkańców to adres, w który wkładali pieniądze, czas i emocje. Dziś dowiadują się, że grunt pod ich codziennością ma nowego właściciela.
420 milionów złotych i pytanie, które nie daje spokoju
Około 420 mln zł. Tyle ma być warta sprzedaż 12 hektarów w jednej z najcenniejszych części miasta. Deweloper się cieszy bo ma przestrzeń do zabudowy. Parafia też, bo czeka na ogromny zastrzyk finansowy. Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego się nie cieszą, dla nich to czas niepewności.
Ludzie inwestowali w swoje domy, remontowali, rozbudowywali, traktując jak własnośc. Teraz słyszą o analizach i dziwnych rozwiązaniach. Ale konkretów wciąż brakuje. "Czujemy się jak towar". Takie hasła padają podczas protestów przed katedrą.
Prawo do sprzedaży a odpowiedzialność
Kościół jako właściciel miał prawo sprzedać grunt. W sensie prawnym wszystko się zgadza. Akt notarialny, kwota i nowy nabywca. Sprawa zamknięta.
Tyle że to nie jest zwykła działka przemysłowa ani pusta łąka pod magazyn. To miejsce, gdzie od lat toczy się czyjeś życie. Dlatego ta decyzja wywołała emocje, które wykraczają poza rynek nieruchomości. W tle pojawia się pytanie o odpowiedzialność instytucji, która przez dekady budowała wizerunek wspólnoty i opieki.
Miasto patrzy, mieszkańcy czekają
Deweloper zapowiada dialog i analizę sytuacji. Poznań przygląda się sprawie. Padają zapewnienia, że nikt nie zostanie bez rozmowy. Ale dla ludzi, którzy każdego dnia wracają do swoich domów, to wciąż za mało.
To nie jest historia o zwykłym osiedlu. To opowieść o tym, co dzieje się, gdy wielkie pieniądze spotykają się z czyjąś codziennością. O tym, czy w takim starciu zawsze wygrywa kapitał. I o tym czy można sprzedać ziemię, nie sprzedając przy okazji poczucia bezpieczeństwa setek osób.
420 milionów złotych to liczba. A niepewność setek ludzi to ciężar, którego nie da się przeliczyć na metr kwadratowy.
Zobacz także
