Lekarz trzymający znak zakazu na tle banknotów polskich złotych. Podwyżki dla lekarzy od lipca i pusta kasa NFZ. Protesty już się zaczęły
Podwyżki dla lekarzy od lipca i pusta kasa NFZ. Protesty już się zaczęły Fot. Tattoboo / Shutterstock / Lukasz Radziejewski / Unsplash

Od lipca pensje lekarzy wzrosną do minimum 13 tys. zł, a pielęgniarek do 11,5 tys. zł. NFZ przyznaje: brakuje środków na podwyżki. "Solidarność" ogłasza pogotowie protestacyjne w obliczu rządowych planów zamrożenia płac.

REKLAMA

Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", od lipca podstawa wynagrodzenia lekarza na etacie (ze specjalizacją) ma wynieść minimum 13 tys. zł brutto. Z kolei pielęgniarki i położne z wyższym wykształceniem mogą liczyć na co najmniej 11,5 tys. zł. To stawki gwarantowane ustawowo, które rosną automatycznie wraz ze średnią krajową.

NFZ nie ma pieniędzy na podwyżki, lekarze protestują

Problem polega na tym, że Ministerstwo Zdrowia nie posiada obecnie żadnego projektu ustawy, który mógłby zatrzymać ten automatyczny mechanizm. Jednocześnie Narodowy Fundusz Zdrowia otwarcie przyznaje, że w budżecie brakuje środków na sfinansowanie tak wysokich podwyżek. Oznacza to, że szpitale będą musiały wypłacić wyższe pensje, co może pogłębić ich zadłużenie lub zmusić do ograniczania świadczeń dla pacjentów. Reporter RMF FM, Michał Dobrołowicz, donosi o rozpoczęciu pogotowia protestacyjnego przez medyczną "Solidarność" w poniedziałek rano 23 lutego 2026 roku. Pracownicy obawiają się, że obiecane ustawowo podwyżki nie trafią na ich konta w terminie.

Resort zdrowia, szukając dróg do zredukowania wydatków, przedstawił propozycję zmiany terminu waloryzacji płac. Zgodnie z nowym planem, wzrost wynagrodzeń, który pierwotnie miał nastąpić w lipcu, zostałby odroczony do stycznia kolejnego roku.

Wypłaty po 100 tysięcy złotych to margines

Choć w debacie publicznej często mówi się o gigantycznych pensjach w ochronie zdrowia, statystyki pokazują inną skalę. Jak informuje "Wyborcza", dochody przekraczające 100 tys. zł miesięcznie osiąga zaledwie margines profesji – od 0,2 proc. do 0,4 proc. wszystkich praktykujących w Polsce lekarzy. – Wciąż trwa dyskusja, dlaczego tak dużo zarabiamy i że jesteśmy pazerni. Tylko że osławione faktury na 100 tys. zł dotyczą promila lekarzy, którzy wykonują wysoko wyceniane, bardzo specjalistyczne procedury (...) – mówi anonimowy lekarz cytowany przez Gazetę Wyborczą.

Kontrasty w stolicy

Wyborcza podała dane dotyczące pensji lekarzy części polskich szpitali. W omawianym artykule znajduje się pełna lista. Za przykład może posłużyć jednak Warszawa. Najwyższa pensja dla lekarza bez specjalizacji w jednym ze szpitali podległych marszałkowi województwa wynosi 22 551 złotych. W górnej granicy znajduje się jednak lekarz anestezjolog, którego najwyższa pensja w jednym ze stołecznych szpitali wyniosła 89 727,59 złotych.

Redakcja GW jednak zaznacza, że wyliczenie realnych miesięcznych zarobków medyków pozostaje niemożliwe. Wszystko przez brak oficjalnych informacji o liczbie przepracowanych godzin, bez których trudno oszacować finalną wartość kontraktu.

Tajemnica przedsiębiorstwa jako tarcza przed "podkupywaniem" personelu

Dziennikarze "Wyborczej" podczas zbierania danych zderzyli się ze ścianą biurokracji. Większość placówek medycznych zignorowała prośby o dostęp do informacji lub aktywnie utrudniała proces, zasłaniając się koniecznością doprecyzowania pytań.

Jaskrawym przykładem jest Szpital Miejski w Gliwicach, który odmówił ujawnienia zarobków lekarzy, powołując się na tajemnicę przedsiębiorstwa. Co więcej, systemy rozliczeń okazują się niezwykle skomplikowane – w niektórych miejscach pensja medyka nie zależy od czasu pracy, lecz od wyceny przeprowadzonych zabiegów.

– Ujawnienie naszych aktualnych stawek kontraktowych, które są wynikiem wielomiesięcznych, indywidualnych negocjacji, spowodowałoby natychmiastowe podkupienie nam lekarzy przez szpitale prywatne czy inne publiczne placówki, które mają większe możliwości finansowe. W efekcie moglibyśmy stracić kluczowych specjalistów, a co za tym idzie, ograniczyć lub nawet zamknąć niektóre oddziały (...) – tłumaczy Mariola Michalska, rzeczniczka prasowa Szpitala Miejskiego w Gliwicach.