Mateusz Morawiecki na tle palącego się węgla
Prokuratura zajmie się Morawieckim. Katastrofalny finał węglowej gorączki rządu PiS Fot. Alexandros Michailidis / Shutterstock / Nikolay Kovalenko / Unsplash / Montaż: INNPoland.pl

Pięć milionów ton zamówionego węgla, z czego ogromna część to materiał nienadający się do sprzedaży detalicznej. Tak wyglądają ostateczne bilanse państwowego importu z czasów kryzysu energetycznego. RARS traci cierpliwość i kieruje sprawę do prokuratury, ujawniając chaos, jaki towarzyszył gigantycznym zamówieniom realizowanym przez spółki Skarbu Państwa.

REKLAMA

W latach 2022-2023, w cieniu obaw o zamarzające kaloryfery i potężny kryzys energetyczny, do Polski płynęły statki pełne węgla z najdalszych zakątków świata. Dziś okazuje się, że setki tysięcy ton tego surowca to bezużyteczny miał, który do niczego się nie nadaje i po prostu zalega na placach. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych (RARS) nie zamierza zostawić tej sprawy i składa zawiadomienie do prokuratury, a w centrum uwagi znalazły się decyzje ówczesnego premiera, Mateusza Morawieckiego.

Akcja ratunkowa, która zakończyła się na hałdach

Jak poinformowało Radio Zet, sprawa dotyczy ogromnej skali i równie ogromnych pieniędzy. Węgiel, który miał ratować polskie domy przed chłodem, stał się właśnie dowodem w sprawie, która może mocno uderzyć w polityków podejmujących decyzje w tamtym gorącym okresie.

Aby zrozumieć tę sprawę, musimy cofnąć się do 2022 roku. W lutym Rosja zaatakowała Ukrainę, a kilka miesięcy później polski Sejm wprowadził zakaz importu i tranzytu rosyjskiego węgla. Rząd Zjednoczonej Prawicy stanął przed widmem kryzysu energetycznego. Nasze rodzime kopalnie były w stanie zaspokoić potrzeby elektrowni, ale stało się jasne, że problem będą miały gospodarstwa domowe. Do ich pieców potrzebny jest inny węgiel niż do elektrowni – grubszy i dający dużo energii. Taki był sprowadzany ze wschodu.

W lipcu 2022 roku ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał polecenie: Skarb Państwa i RARS mają pilnie sprowadzić węgiel z importu. Decyzja była mocno spóźniona, bo o spodziewanych problemach było wiadomo praktycznie już w marcu.

Państwowe organy i spółki olbrzymim wysiłkiem i nie licząc się z kosztami, zaczęły na potęgę kupować węgiel z zagranicy. Surowiec płynął do Polski z tak egzotycznych kierunków, jak Ameryka Południowa, Afryka czy Australia.

Zadanie wydawało się proste – sprowadzić opał i rozdystrybuować go do prywatnych odbiorców, by zabezpieczyć polskie rodziny przed zimą. Tyle teoria.

Miał zamiast węgla. Ponad 700 tysięcy ton do wyrzucenia?

Niestety, rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań. Z ustaleń ekspertów RARS wynika, że sprowadzony surowiec w ogromnej części nie nadaje się do sprzedaży.

Zamiast grubego węgla, który mógłby trafić do domowych pieców, do Polski przyjechał głównie węglowy miał. Jest to materiał całkowicie nieprzydatny w standardowych gospodarstwach domowych. Efekt? Ponad 700 tysięcy ton tego surowca nigdy nie trafiło do odbiorców i do dziś zalega na składowiskach, generując jedynie problemy. W związku z tym RARS zdecydowała się na stanowczy krok – złożenie zawiadomienia do prokuratury.

Dobrze czytacie: węgiel kupiony 4 lata temu do dziś zalega na składach. Z każdą chwilą jego wartość maleje. Węgiel po prostu rozpada się, olbrzymie ilości miału są rozwiewane przez wiatr. Nie wiadomo, czy nadaje się jeszcze do czegokolwiek.

Problem był łatwy do przewidzenia. Eksperci w 2022 roku alarmowali, że Polska kupuje węgiel, jak leci, nie patrząc na jego jakość i przydatność. Pospieszna akcja przyniosła więc olbrzymie szkody. Czy to było do przewidzenia? Cóż, Morawiecki w sierpniu 2022 zapewniał, że węgla nie zabraknie na zimę. Przekonywał, że "węgiel sprowadzony zostanie nawet na zapas" bo "on się nie zmarnuje".

Miażdżący raport NIK

Działania rządu pod lupę wzięła również Najwyższa Izba Kontroli, która nie zostawiła na węglowej operacji suchej nitki. Kontrolerzy zwrócili uwagę na całkowity chaos w planowaniu zakupów.

Zgodnie z raportem NIK, w ówczesnej sytuacji rynkowej dokładne oszacowanie zapotrzebowania było niemożliwe. Mimo to premier odgórnie nakazał sprowadzenie aż 5 milionów ton węgla o jakości bytowej i komunalnej. Według Izby ta liczba mogła znacznie przekraczać realne zapotrzebowanie Polaków, co doprowadziło do obecnej sytuacji – gigantycznych nadwyżek surowca, z którym nie ma co zrobić.