Górnicy zmierzający w stronę OZE.
Fundusze unijne pomagają zbudować przyszłość dla regionów węglowych. Ale nie odpowiadają na wszystkie wyzwania. Fot. undrey's images/Mert Kahveci/Pexels
Reklama.

Wyobraź sobie, że mieszkasz w regionie, który specjalizuje się tylko w jednej nitce przemysłu. Zapewnia ona ścieżki kariery robotnika, producenta sprzętu, dostawcy usług, inżyniera. Gwarantuje przyszłość. Poświęcasz życie, aby się w nią wdrożyć, a gdy już osiągasz zawodową stabilność, wszystko znika.

Taka przytłaczająca perspektywa dla setek tysięcy zatrudnionych w przemyśle węglowym to codzienność. W regionach górniczych wiele osób nadal nie wie, czym zajmą się, gdy sektor zniknie. Do 2050 roku Unia Europejska chce osiągnąć neutralność klimatyczną i oznacza to odejście od gospodarki węglowej.

– Każdy chce utrzymać swoją dobrą pracę tak długo, jak to jest możliwe. Górnicy to osoby z technicznym wykształceniem, odnajdują w innych zawodach, jeżeli się im da do tego sposobność. Ale trzeba też mieć świadomość, że to dla nich ogromna zmiana. Praca w wielkiej kopalni, a otwarcie własnej firmy i jej prowadzenie, to zupełnie co innego – tłumaczy Krzysztof Mrozek z Polskiej Zielonej Sieci.

"To przywrócenie godności"

Powstają specjalne plany i zbierane są fundusze, by proces transformacji przeszedł jak najłagodniej. Na przykład Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST). 

Został utworzony w 2021 roku na podstawie rozporządzenia Unii Europejskiej. To element Planu Inwestycyjnego na rzecz Europejskiego Zielonego Ładu.

Polska otrzymała z FST 3,85 mld euro, najwięcej w Europie – to 20 procent całego programu. Dostęp do tych pieniędzy uzyskało pięć polskich regionów:

  • woj. śląskie (subregiony: katowicki, bielski, tyski, rybnicki, gliwicki, bytomski i sosnowiecki); 2,216 mld euro.
  • woj. małopolskie (subregion oświęcimski); 0,264 mld euro
  • woj. dolnośląskie (subregion wałbrzyski); 0,582 mld euro.
  • woj. wielkopolskie (Wielkopolska Wschodnia, czyli subregion koniński); 0,415 mld euro. 
  • woj. łódzkie (subregion bełchatowski); 0,37 mld euro.
  • Termin wydania tych środków wyznaczono na 2029 rok.

    Mają być przeznaczone na rewitalizację dekarbonizowania regonów, energie odnawialne, programy aktywizacji zawodowej i szkolenia. Każdy z tych pięciu regionów ma inne potrzeby i wyzwania. Niektóre gminy zastanawiają się, czy zdążą te pieniądze w ogóle wydać do 2029 roku. Dla innych jest ich za mało bądź w programie pomija się kluczowe obszary lokalnej gospodarki.

    W 2025 roku rozpoczyna się ewaluacja programu – w jej efekcie może dojść do zmian, a nawet przerwania programu. Polska Zielona Sieć (PZS), na której konferencji byłem gościem, przygotowała badanie o staniu wdrożenia pieniędzy Funduszu w Polsce. Ich raport skupia się na punkcie widzenia mieszkańców regionów: jak oceniają dekarbonizację i perspektywy, które ich czekają.

    Co usłyszałem?

    Że pieniądze z funduszu przydają się szczególnie w obszarach, które – cytując wypowiedź z raportu – "zostały pozostawione samym sobie". Pomagają w przekwalifikowaniu pracowników i zagospodarowaniu terenów pogórniczych, aby dać im życie po życiu. Przekształcane są one w miejsca związane z nowoczesnymi technologiami, turystyczne lub skupione na edukacji.

    Dla niektórych mieszkańców to wręcz "przywrócenie godności".

    Jak przekonują przedstawiciele tych regionów, pieniądze dają mieszkańcom nadzieję wobec przemian. Są przekonani, że program należy kontynuować, ale dodają, że do ideału trochę brakuje.

    Im mniejsze tradycja, tym łatwiej

    Obecny harmonogram wygaszania wydobycia węgla nie przebiega zgodnie z planem.

    W gminach górniczych, w których znajdują się kopalnie i elektrownie węglowe mające działać dłużej niż do 2029 roku, pojawiają się więc pytania: jak skorzystać z pieniędzy funduszu? W innych miejscach proces przebiega z kolei za szybko, bo przy przedwcześnie zamkniętej kopalni może zabraknąć sposobów, aby zagospodarować unijne pieniądze.

    Mieszkańcy regionów górniczych narzekają też na biurokrację. Wskazują w raporcie na słabe zarządzanie procesem transformacji, na przykład na dzielenie odpowiedzialności na kilka ministerstw. Według nich brakuje też przejrzystych informacji od rządu i koncernów energetycznych. I jasności co do kierunku rozwoju lokalnej gospodarki.

    Chcieliby wiedzieć, jakich ofert pracy się spodziewać? Jakie wybierać kierunki kariery?

    Transformację energetyczną ciągnie w dół także zadłużenie gmin.

    Z raportu wynika jednak, że mocno zmienia się nastawienie regionów górniczych do całej zielonej transformacji. Temat odchodzenia od węgla przestał być tak kontrowersyjny – jak jeszcze niedawno.

    – Koniec końców pracownicy patrzą bardziej na to, jak będzie się rozwijała ich kariera. Kiedy zamknięcie kopalń staje się już nieodwołalne, stają się otwarci na wszelkie propozycje – wyjaśnił mi Krzysztof Mrozek z Polskiej Zielonej Sieci.

    Transformacja przebiega jednak łatwiej w miejscach, gdzie tradycje górnicze nie są tak głębokie.

    – Odbywają się nadal oczywiście barbórki i inne imprezy. I chcemy tę tożsamość zachować. m.in. poprzez np. słynną Dolores, czyli maszynę górniczą. Samorząd województwa chce ją zachować, żeby została istotnym elementem naszej kultury – mówi Maciej Sytek, prezes zarządu Agencji Rozwoju Regionalnego w Koninie.

    Przyznaje, że w Koninie transformacja energetyczna łatwiej zakorzeniła się w świadomości ludzi ze względu na to, że kultura górnicza "nie jest tak głęboko wrośnięta".

    W pewnych miejscach proces dalej pozostaje złożony. I budzi kontrowersje, jak w Bełchatowie.

    Powiedzmy sobie szczerze: pracownicy i mieszkańcy oczekują cudu, nie wysiłku. Dlatego bardzo popularne są projekty jak elektrownia atomowa. Czyli: zastępujemy jednego giganta drugim gigantem.

    Maciej Kozakiewicz

    Fundacja Kultura Kresu, koordynator projektu Bełchatów 5.0, panel na konferencji PZS

    Srebrna gospodarka

    Wszystkie górnicze regiony walczą o to, aby zachować u siebie młodych.

    Wiele samorządów nastawia się jednak na tzw. srebrną gospodarkę, czyli na seniorów, ponieważ młodzi uciekają tam, gdzie dostaną szanse na przyszłość.

    logo
    Mój rozmówca, Maciej Sytek prezes zarządu Agencji Rozwoju Reigonalnego S.A. w Koninie, na tle koparki wielonaczyniowej Dolores. Fot. materiały własne/zrzut ekranu/Dolores - Panna na wydaniu

    – Jak pan zapyta górnika, czy chciałby, żeby jego wnuk czy syn poszedł górnictwa, to powie, że nie, ale on sam nie zrezygnuje z tej pracy. W związku z tym, szkoły górnicze, przynajmniej w Koninie, już nie kształcą ludzi w tych zawodach – tłumaczy mi Maciej Sytek.

    W Koninie działa już z kolei Akademia Nauk Stosowanych, gdzie z możliwościami rozwoju w kierunku budowy wiatraków i odnawialnych źródeł energii (OZE). O zatrzymanie młodych rywalizuje z Poznaniem.

    Sytek przyznaje, że dzięki inwestycji w transformację sytuacja ulega już zmianie – coraz więcej osób wybiera edukację w Koninie, zamiast uciekać do Poznania.

    – Wybierają nasze uczelnie jako pierwszy wybór, bo wiedzą, że za chwilę będą mieli pracę. Bo są u nas tereny inwestycyjne i ktoś ich do pracy przyjmie – dodaje. – Problem jest taki, żeby chcieli wrócić ci, co już wyjechali. Aby ich przyciągnąć z powrotem, trzeba im zbudować jakąś infrastrukturę. Nawet po okresie studiów, zachwyceniu się dużym miastem, wchodzą w etap budowania rodziny. Miasto im często daje prace, ale możemy zacząć oferować im też coś innego. Na przykład dobre warunki życia dla dzieci. Transformacja musi odbywać się na wielu obszarach – zaznacza Sytek.

    Czytaj także: