sklep Stokrotka
Trzęsienie ziemi w polskim handlu. Tysiąc sklepów Stokrotka zmienia właściciela Fot. Czajnikolandia / Shutterstock

Litewski gigant ogłosił gigantyczną restrukturyzację i sprzedaż udziałów w jednej z najpopularniejszych sieci w Polsce. Czy klienci powinni szykować się na zniknięcie ulubionych marketów z osiedli? Wyjaśniamy kulisy transakcji, w której w tle pojawiają się miliardy euro.

REKLAMA

Stokrotka to dla wielu Polaków absolutny synonim osiedlowych zakupów. Sieć, której korzenie sięgają 1994 roku i skromnych początków w Lublinie, przez dekady wyrosła na rynkowego potwora. Kiedy w 2017 roku litewska Maxima Grupe (wchodząca w skład holdingu Vilniaus prekyba) przejmowała polską firmę, analitycy wstrzymywali oddech. Dziś Litwini tasują karty na nowo, a Stokrotka znów zmienia właściciela.

Wielkie cięcie. Dlaczego Litwini dzielą swój biznes?

Jak donoszą media, Maxima Grupe oficjalnie sfinalizowała sprzedaż swoich udziałów w Polsce (Stokrotka) oraz w Bułgarii (sieć T Market). Nabywcą nie jest jednak przypadkowy inwestor z drugiego końca świata, ale spółka Paretas B.V., która... jest powiązana z tym samym holdingiem-matką (Vilniaus prekyba). O co w tym wszystkim chodzi?

To klasyczna, potężna restrukturyzacja, zaplanowana z chirurgiczną wręcz precyzją. Litewski holding postanowił do połowy 2027 roku podzielić swój biznes na dwie całkowicie niezależne geograficznie nogi.

Maxima Grupe skupi się teraz wyłącznie na obronie i rozwoju swojej pozycji w "mateczniku", czyli na rynkach Litwy, Łotwy i Estonii (zatrzymując tam m.in. sieć Maxima i e-grocery Barbora). Z kolei nowa spółka Paretas B.V. przejmuje pałeczkę i pełną odpowiedzialność za agresywną ekspansję w pozostałych krajach Europy – z Polską i Bułgarią na czele. Obie te odnogi będzie ostatecznie spinać z góry spółka-matka Metodika B.V. To strategiczny manewr, który ma uprościć zarządzanie i uwolnić nowy potencjał inwestycyjny.

Prawie 2 miliardy euro i tysiąc sklepów. Stokrotka to dziś waga ciężka

Dla nowej spółki zarządzającej polskim rynkiem, Stokrotka to absolutny klejnot w koronie. Z danych za 2024 rok wynika, że sieć wygenerowała przychody na poziomie 1,9 mld euro, co daje jej mocną i stabilną pozycję w drugiej dziesiątce największych graczy spożywczych w kraju.

Z niemal 1000 placówek zlokalizowanych w mini-centrach, na osiedlach i w dużych galeriach handlowych, Stokrotka stała się maszynką do zarabiania pieniędzy. I tu pojawia się najważniejsza informacja dla milionów stałych klientów: ta maszyna nigdzie się nie wybiera.

Ewakuacja? Nic z tych rzeczy! To zapowiedź ofensywy

Wszelkie plotki o rzekomym zwijaniu się z polskiego rynku można włożyć między bajki. Wewnętrzna sprzedaż udziałów w holdingu nie oznacza hamowania – wręcz przeciwnie. Stokrotka jest obecnie w fazie potężnej, rynkowej ofensywy.

Sieć otwiera w Polsce ponad 100 nowych sklepów rocznie. Rozwija się elastycznie, uderzając w rynek różnymi formatami: od potężnych Stokrotek Supermarket, przez formaty Market i Optima, aż po szybkie, miejskie sklepy Express. Inwestuje w model e-commerce (click&collect), kusi kolejnych franczyzobiorców i pompuje miliony w autorskie zaplecze logistyczne.

Posiada własne, nowoczesne centra dystrybucji i sieć magazynów regionalnych, które pozwalają jej toczyć wyrównaną walkę z największymi dyskontami w kraju.

Transakcja, choć na papierze wygląda jak wielka sprzedaż, w praktyce jest prężeniem biznesowych muskułów. Holding Vilniaus prekyba czyści swoje struktury, by nowa spółka mogła w pełni skupić się na polskim rynku. Konkurencja (Biedronka, Lidl czy Dino) z pewnością uważnie patrzy jej na ręce – bo Stokrotka, z nowym, dedykowanym zarządem w Europie Środkowej, najprawdopodobniej dopiero się rozkręca.