Fot. Vadim Sadovski/Maxger/Shutterstock/NASA/X/kompozycja SLL

Miliony Amerykanów, ale i mieszkańców całego globu, oglądało pierwszego kwietnia start misji Artemis II. To wydarzenie w pewnej mierze symboliczne: Amerykanie wracają na Księżyc. Oczywiście jeszcze nie teraz. Ten lot, kopiujący poniekąd zakres misji Apollo 8, zabiera trójkę Amerykanów oraz Kanadyjczka tak daleko od Ziemi, jak nie był nikt od dziesięcioleci.

REKLAMA

To kolejny krok milowy, który finalnie ma doprowadzić do powrotu na Księżyc, ale tym razem nie dla odcisku butów i postawienia flagi. Jak powtarza szef NASA, Jared Isaacman: tym razem zostaniemy tam na stałe.

Polska w kosmosie to rzeczywistość, nie science fiction

Zostaniemy, bo Polska od 2021 roku jest sygnatariuszem Porozumień Artemis. Jest to szereg umów USA z innymi krajami na temat tego, jak powinna przebiegać załogowa współpraca przy podboju kosmosu. Ponad 55 krajów ustaliło, jak ma wyglądać współpraca globalna przy badaniu Księżyca i Marsa. Tak więc to również nasza, polska sprawa.

Program Artemis to również symboliczne przekazanie pałeczki kosmicznego postępu. To ostatnie lata z rakietą SLS i kapsułą Orion. Koniec dominacji Boeinga i Lockheed Martina. Nadchodzą nowi: tańsi, szybsi i lepsi.

To nie tylko SpaceX, ale również Blue Origin (Jeffa Bezosa) czy Vast i Axiom ze swoimi prywatnymi stacjami kosmicznymi. Co ciekawe, Zygmunt Solorz parę miesięcy temu zainwestował niesprecyzowaną kwotę właśnie w firmę Axiom Space. To ta firma odpowiadała za misję w ramach której na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej znalazł się pierwszy polski astronauta (a drugi w kosmosie).

Skąd jednak ten przydługi wstęp o niszowym z punktu widzenia polskiej "bieżączki" temacie? Wstęp i artykuł jest po to, aby nikt nie mówił za 10 lat: "czemu nikt nie mówił nam wcześniej?". No to mówię.

Czy Polska jest gotowa na badanie kosmosu?

USA wraca na Księżyc, USA poleci na Marsa. Zrobi to ze swoimi sojusznikami, którzy będą gotowi na to wyzwanie nie tylko mentalnie, nie tylko finansowo, ale i technologicznie.

Paradoksalnie to nie finanse będą dla nas największym problemem. Już teraz nasza składka do ESA, przekładająca się bezpośrednio na kontrakty naszych firm, wynosi prawie 1 miliard złotych rocznie. Nie ma wątpliwości, że będzie się zwiększać, bo segment kosmiczny w polskiej gospodarce rośnie bardzo dynamicznie.

Największym problemem będzie sfera mentalna i technologia. Czemu technologia? Ponieważ o ile nasze firmy rozwijają się bardzo dynamicznie, to są to firmy skupione głównie na ziemskiej orbicie: satelity, radary, optyka czy oprogramowanie. Aby sięgnąć dalej i mieć co włożyć do koszyka technologii misji załogowych, musimy rozwijać się dalej i szybciej.

Polskie firmy zderzą się w końcu z tym, że są firmami (w porównaniu do zachodniej konkurencji) małymi i z niewielkim kapitałem. Trudno będzie to przeskoczyć bez fuzji i wsparcia instytucji państwowych.

Załogowe misje kosmiczne to przyszłość

Są jednak też pierwsze jaskółki zmian. Chociażby startup Orbital Matter, założony przez polskiego przedsiębiorcę, który za cel stawia sobie budowanie konstrukcji kosmicznych bezpośrednio w kosmosie. Również przy użyciu druku 3D.

Mimo początkowego etapu rozwoju, firmę na pewno warto obserwować i miejmy nadzieję, że stanie się ona zalążkiem nowej fali polskich firm "dalekiego kosmosu". Nowy plan przedstawiony niedawno przez szefa NASA zakłada, że na Księżycu powstanie duża baza kosmiczna, która będzie wymagać transportu, przemysłu, żywności, pojazdów i rozrywki.

Warto, aby były przy tym polskie firmy, bo załogowe misje kosmiczne to temat, który przyciąga naprawdę duże pieniądze. Szkoda, aby nas tam zabrakło przez "niedasizm", krótkowzroczność lub pesymizm.

No bo to właśnie problem kluczowy: mental. "Ale czy ty nie słyszałeś o służbie zdrowia?". No słyszałem. Że naukowców zwalniają też słyszałem. Tylko to odwieczny zarzut do badań kosmosu. "Rozwiążmy najpierw problemy w Polsce/Europie/Ziemi" brzmi kusząco, ale to nigdy tak nie działa i działać nie będzie.

Brak eksploracji kosmosu nie poprawi niczyjego życia na naszej niebieskiej kropce. Spragnionych argumentacji za sięganiem do gwiazd odsyłam do słynnego listu Ernsta Stuhlingera, naukowca NASA, który znalazł się w USA dzięki operacji Paperclip. Odpisał on w 1970 roku siostrze zakonnej z Zambii czemu eksplorujemy kosmos i czemu jest to dobre. Argumentował odnosząc się do wynalezienia mikroskopu: "Hrabia, który zachował część majątku na naukę, zrobił dla swoich biednych sąsiadów więcej, niż gdyby rozdał im wszystko do ostatniego grosza". 

Jak ktoś nie zna: zachęcam do poznania.

Wróćmy jednak do Polski i naszej ścieżki rozwoju kosmicznego. Skąd te obawy? Już w najbliższych latach poważni eksperci i ci nieliczni poważni politycy zaczną mówić oczywiste rzeczy. O polskiej stacji kosmicznej dla krajów regionu. O polskich sondach kosmicznych. O polskich astronautach na Księżycu i Marsie.

Polska w kosmosie. To się po prostu wydarzy

W kuluarach i na niszowych forach dyskusyjnych toczyć się będą rozmowy o polskim wkładzie w bazę księżycową, o polskich konstelacjach, o KGHM-ie i Orlenie inwestującym w (oby) polskie startupy przemysłu wydobywczego w kosmosie. To się wydarzy. Po prostu jako duży i tak bogaty kraj będziemy musieli tam być, tak jak będą inne kraje europejskie. Nie uciekniemy od tego tylko dlatego, że to trudne, drogie, albo nie pasuje do wizji zacofanej Polski.

I obyśmy mieli wtedy odwagę, aby nie utopić tych potrzeb w morzu kpin i szyderstw. Żebyśmy nie zgasili zapału, tak jak zgaszono płomień nadziei Izery, CPK, globalnego portu Cargo czy wielkiego Orlenu. Bo nic tak nie szkodzi marzeniom jak podcinanie skrzydeł. Podcinanie ich nie merytoryczną krytyką i analizą, a zwykłą kpiną. Bo wiadomo: Polacy nie mogą, nie potrafią, nie chcą, nie pozwolą nam i w ogóle to nie ma to sensu.

Polski orzeł wtedy będzie miał najtrudniej ze wzbiciem się w… kosmos, kiedy do jego nóg doczepi się stadko "naysayerów", krytykantów i marud, którzy cały wysiłek swojego życia włożą w to, aby dodać ciężaru innym, którzy będą próbować.

Miejmy odwagę marzyć i miejmy odwagę wierzyć marzycielom.