
Na 100 mężczyzn w miastach przypada 120 kobiet – natomiast na wsiach pań brakuje dramatycznie. Prof. Piotr Szukalski ujawnia brutalną prawdę: polska prowincja umiera, bo młode Polki nie chcą tam żyć. Podczas gdy młode kobiety uciekają do 7 największych miast, reszta kraju zamienia się w wielki dom spokojnej starości.
Podczas gdy Warszawa, Kraków czy Wrocław prężą muskuły, polska prowincja po cichu wykrwawia się z ludzi. I nie chodzi o powolny spadek. Prof. Piotr Szukalski w wywiadzie dla Agnieszki Porowskiej z InnPoland definiuje "Polskę C" jako rejony, w których w ciągu zaledwie ćwierćwiecza zniknęło od 20 do 25 proc. mieszkańców. To tak, jakby co czwarty dom w twojej okolicy nagle stał się pustostanem. Ale najgorsze jest to, że ci, którzy zostali, mają coraz mniejsze szanse na stworzenie rodziny.
Polska C. Geograficzny rozwód: gdzie się podziały dziewczyny?
Najbardziej uderzającym wątkiem diagnozy prof. Szukalskiego jest demograficzne niedopasowanie. Kobiety uciekają z małych miast i wsi znacznie chętniej niż mężczyźni. Szukają lepszej pracy w usługach, edukacji i wielkomiejskiego stylu życia.
Efekt? Drastyczna dysproporcja płci. W dużych polskich miastach na 100 mężczyzn w wieku produkcyjnym przypada dziś nawet 120 kobiet. Na prowincji proporcje są odwrotne – zostają tam głównie mężczyźni, którym wieś oferuje pracę fizyczną lub rolnictwo, ale już nie... życiowe partnerki. Bez kobiet nie ma dzieci, bez dzieci nie ma przyszłości. Polska C staje się krainą starych kawalerów, w której rytm życia wyznacza już tylko kalendarz wypłat emerytur.
Polska C się wyludnia. Mit ratunku w pracy zdalnej
Wiele osób łudziło się, że pandemia i rozwój pracy zdalnej odwrócą trend ucieczki młodych (zwłaszcza kobiet) ze wsi do miasta. "Przecież programista z Warszawy może mieszkać w Bieszczadach” – mówiono. Prof. Szukalski brutalnie rozwiewa te nadzieje: "Ludzie nie tylko chcą zarabiać, ale również miło te pieniądze wydawać, a to gwarantują większe ośrodki".
Sam sentyment do "zielonego i spokojnego" to za mało, by utrzymać przy życiu miasteczko, w którym jedyną rozrywką jest wizyta w dyskoncie. Polska za 30 lat ma być krajem skupionym w zaledwie 7–8 wielkich metropoliach. Reszta to demograficzna pustynia.
Zobacz także
Starzenie się społeczeństwa. Armia nestorów w pustych domach
Ten proces ma też swoje drugie, mroczne oblicze, o którym pisaliśmy przy okazji raportu Habitat for Humanity. W wyludniających się rejonach zostają głównie seniorzy. Już teraz w Polsce żyje ponad 10 milionów osób po 60. roku życia. Problem w tym, że w "Polsce C" ci ludzie zostają sami w dużych, niedostosowanych domach.
Polska A, B i C. Czy da się zatrzymać ten proces?
Prof. Szukalski stawia sprawę jasno: Polska A to usługi i kapitał, Polska B to powolne wyludnianie, a Polska C to walka o przetrwanie, którą większość gmin przegra. Sytuacja, w której młode kobiety masowo emigrują do miast, a na prowincji zostaje armia starszych panów w wielkich domach z PRL-u, to organizacyjna i finansowa pułapka dla państwa.
Za kilkanaście lat Polska będzie jednym z najstarszych społeczeństw w Europie. Pytanie tylko, czy będziemy krajem tętniących życiem metropolii, czy archipelagiem wymarłych miasteczek, w których ostatni gasi światło.
