Viktor Orban na tle flagi Unii Europejskiej.
UE reaguje na porażkę Orbana. Fot. Alexandros Michailidis/Shutterstock, montaż: INNPoland

Bruksela taktycznie milczała przed wyborami na Węgrzech. Ale gdy stało się jasne, że wygrała Tisza i Peter Magyar, unijnym przywódcom rozwiązały się języki. Orbana żałują tylko jego polityczni sojusznicy z prawicy.

REKLAMA

"Serce Europy bije dziś w nocy mocniej na Węgrzech, Ma este Európa szíve erősebben dobog Magyarországon" – napisała na X Ursula von der Leyen, gdy stało się jasne, że opozycyjna Tisza wygrała wybory na Węgrzech.

Liderzy UE cieszą się, że "Węgry wybrały Europę"

Szefowa Komisji Europejskiej, która od samego początku swoich już siedmioletnich rządów miała do czynienia z twardym, antyunijnym kursem Viktora Orbana, przed wyborami taktycznie nie zabierała głosu. Lider Tiszy, europoseł Peter Magyar, mógł bowiem łatwo zostać celem propagandy Viktora Orbana i przedstawiony jako niesamodzielny i uzależniony od Brukseli.

Orban latami torpedował agendę von der Leyen, mając w ręku prawo weta wobec legislacji, która po przygotowaniu przez Komisję Europejską trafiała na obrady Rady UE. A wizerunek von der Leyen Fidesz wykorzystywał w politycznych reklamówkach i na plakatach w negatywnym kontekście. Teraz, kilkanaście minut po tym, jak pytaniem stało się nie to, czy Magyar wygra, tylko jak bardzo, przewodnicząca KE dodała jeszcze "wyliczankę":

"Węgry wybrały Europę. Europa zawsze wybierała Węgry. Kraj wraca na europejską ścieżkę. Unia staje się silniejsza".

Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa zareagował bardziej kurtuazyjnym, dyplomatycznym wpisem. "Rekordowa frekwencja pokazuje demokratycznego ducha węgierskiego społeczeństwa. Przemówiło – i jego wola jest jasna. Cieszę się na bliską współpracę z Peterem Magyarem, aby uczynić Europę silniejszą i bogatszą” – napisał Portugalczyk, który ostatnio, gdy odchodzący premier Węgier odwołał wcześniejszą zgodę na udzielenie Ukrainie 90 mld euro unijnej pożyczki, wyrzucał mu, że „nikt nie może szantażować" Unii Europejskiej.

Głosy z Parlamentu Europejskiego

Z kolei Roberta Metsola, szefowa trzeciego z głównych organów UE – Parlamentu Europejskiego – złożyła gratulacje Magyarowi jeszcze jako posłowi do Parlamentu Europejskiego. "Gratulacje. Miejsce Węgier jest sercu Europy" – napisała, po angielsku i węgiersku, maltańska polityczka.

W PE Tisza należy do frakcji Europejskiej Partii Ludowej, Magyar jest frakcyjnym kolegą m.in. europosłów niemieckich z CDU i polskich z Koalicji Obywatelskiej. "Tak się pokonuje skrajnie prawicowych populistów, którzy karmią się podziałami: odpowiedzialnymi rozwiązaniami, jednością i polityką, która na pierwszym miejscu stawia obywatela" – oświadczył przewodniczący EPL Manfred Weber. Polityk niemieckiej CDU i jeden z najbardziej wpływowych europarlamentarzystów w trakcie obecnej kadencji PE już kilkakrotnie zresztą doprowadził do zbudowania większości m.in. w sprawach migracji, ochrony przyrody czy deregulacji – z konserwatywną i skrajną prawicą. Nota bene, sam wylądował na antyunijnych plakatach razem z von der Leyen.

Sam zaś obóz skrajnej prawicy, a dokładnie frakcja Patriotów dla Europy (PFE), ostatni wpis w mediach społecznościowych opublikowała przed południem w niedzielę 12 kwietnia. "Ręce precz od Węgier, tylko Węgrzy decydują o swojej przyszłości" – głosi ów wpis. Dalej jest zaś o "atakach lewicowo-liberalnych europosłów na Węgry" i „szerokim, głęboko niepokojącym trendzie politycznym”, polegającym jakoby na tym, że wątpliwości co do przebiegu wyborów są wzniecane na wyrost i „wykorzystywane jako narzędzie polityczne”. A potem cisza. Wymowna, biorąc pod uwagę, że na niewiele ponad tydzień przed wyborami DW usłyszało od jednej z europosłanek z frakcji PFE, że węgierscy eurodeputowani Fideszu byli spokojni o wynik – spodziewali się kolejnego zwycięstwa Viktora Orbana.

Stronnicy Orbana w Europie: ostrożna akceptacja wyników

Polityczni sojusznicy Orbana są ostrożni. Robert Fico, premier Słowacji, który wielokrotnie brał jego stronę w Brukseli i poparł przed wyborami, "z pełnym poszanowaniem przyjął decyzję węgierskiego społeczeństwa" i jest gotów na "intensywną współpracę" z nowym premierem Węgier.

Słowacki premier podkreślił swoje zobowiązanie do zapewnienia "ponadstandardowej" pozycji mniejszości narodowych żyjących w obu krajach – słowackiej na Węgrzech i węgierskiej na Słowacji. Zaznaczył też swoje poparcie dla "odnowy" Grupy Wyszehradzkiej. Podkreślił też wspólne z Węgrami podejście do bezpieczeństwa energetycznego, w tym przywrócenia działania rurociągu "Przyjaźń" (rurociąg, zapewniający Słowacji i Węgrom dostawy rosyjskiej ropy, został uszkodzony w rosyjskich atakach. Węgry zarzucały Ukrainie, że nie chce go ponownie uruchomić i m.in. stąd wzięło się weto Orbana dla ukraińskiej pożyczki, poparte przez Ficę – przyp. red.).

Także premier Czech Andrej Babisz, którego partia ANO jest w jednej frakcji z Fideszem w PE, pogratulował Peterowi Magyarowi, po czym przeszedł do podkreślania, jakim "silnym przeciwnikiem" jest Viktor Orban. Babisz zaznaczył jednak, że "szanuje" wynik wyborów i będzie "zawsze konstruktywnie współpracował z tym, kogo wskażą wyborcy".

Fico, Babisz, Bardella i Le Pen chwalą Orbana

Jako "wielkiego patriotę" komplementował też Orbana Jordan Bardella, szef francuskiego Zjednoczenia Narodowego. Europoseł frakcji Patriotów dla Europy i potencjalny zwycięzca przyszłych wyborów prezydenckich we Francji podkreślił, że Orban "uznał rezultat wyborów", co w opinii Francuza zadaje kłam, jak stwierdził, "nieustannym oskarżeniom ze strony instytucji europejskich kierowanym w ostatnich latach pod adresem węgierskiej demokracji".

"Miejmy nadzieję, że jego następca będzie rządził wyłącznie w interesie swojego kraju i narodu" – skwitował Bardella.

Druga liderka Zjednoczenia Narodowego, Marine Le Pen, pisała o "groteskowych oskarżeniach" o dyktaturę, kierowanych wobec rządu Orbana przez lata. Podkreśliła, że jej zdaniem szef Fideszu "przez szesnaście lat z odwagą i determinacją bronił wolności i suwerenności Węgier".

"Zadowolenie wyrażone przez Komisję Europejską, która nieustannie wykracza poza swoje uprawnienia i kompetencje ze szkodą dla suwerenności narodów, powinno budzić wśród Węgrów obawy o przyszłość tej wolności, o którą od lat tak zaciekle walczymy" – napisała na X Le Pen.

Większość UE się cieszy

Ale w spływających od wczorajszego wieczora z europejskich stolic komentarzach do wyniku wyborów dominuje radość. Polski premier Donald Tusk w rozmowie z liderem Tiszy stwierdził, że "jest chyba bardziej szczęśliwy niż on". Magyar zapowiedział, że w pierwszą podróż zagraniczną jako premier uda się właśnie do Warszawy.

Wiele wskazuje na to, że Polskę i Węgry czeka reset i powrót do bliskiej współpracy – przynajmniej dopóki w Polsce trwają rządy obecnej koalicji. Historycznie oba kraje są ze sobą mocno związane, ale w ostatnich latach niegdyś bliskie koleżeństwo Tuska z Orbanem zastąpiła głęboka wzajemna niechęć, a kończący swoje rządy węgierski premier zbliżył się do prawej strony polskiej sceny politycznej, czyli do PiS i Jarosława Kaczyńskiego.

Gratulacje złożyli też m.in. premier Estonii Kristen Michal i prezydent Litwy Gitanas Nauseda, a także prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Węgierska blokada unijnej pożyczki dla Kijowa jest olbrzymim problemem dla broniącego się przed rosyjską agresją ukraińskiego państwa. Zełenski raczej nie może liczyć na przepoczwarzenie Budapesztu z głównego przeciwnika w głównego sojusznika w Europie, ale Peter Magyar, któremu zależy na poprawie relacji z UE, raczej w unijnej pomocy dla Ukrainy nie będzie przeszkadzał.

Z gratulacjami, okraszonymi wspólnym zdjęciem, pospieszył też prezydent Francji Emmanuel Macron. O "historycznej chwili, nie tylko dla Węgier, ale dla europejskiej demokracji" pisał szef brytyjskiego rządu Keir Starmer. "Serdeczne gratulacje" – również po węgiersku - złożył Peterowi Magyarowi kanclerz Niemiec Friedrich Merz, a premier Finlandii Petteri Orpo nazwał zwycięstwo Tiszy "pokazem woli Węgrów, aby być aktywnym członkiem UE i NATO szansą dla Węgier, aby powrócić do wspólnoty wartości i bezpieczeństwa jako konstruktywny jej aktor". 

Opracowanie: Michał Gostkiewicz