
Japończycy przestali zaglądać polskim krowom w zęby, a Koreańczycy obiecują szybkie tempo. Analizujemy azjatyckie tournee rządu, które może sprawić, że polska gęś owsiana stanie się hitem w Seulu, o ile... rolnicy nie zablokują wcześniej ministerstwa przez KPO.
Wydawało się, że polska dyplomacja polega głównie na kuluarowych szeptach w Brukseli, ale Donald Tusk i Stefan Krajewski właśnie pokazali, że potrafią uprawiać "dyplomację schabowego" na najwyższym, światowym poziomie. Wrócili z Azji z tarczą, a konkretnie – z otwartymi drzwiami do lodówek milionów Japończyków i Koreańczyków.
Chociaż w tym przypadku lepiej mówić o "dyplomacji steka", bo panowie walczyli głównie o to, by polska wołowina i drób stały się w Azji tak kultowe jak sushi.
Polska żywność to hit eksportowy
Najważniejsze zdanie, jakie premier i minister powtarzają po wyjściu z samolotu, brzmi: "zniesienie limitu wiekowego bydła". Do tej pory Japończycy patrzyli polskim krowom w zęby (dosłownie!), ograniczając import ze względu na wiek zwierząt. Teraz ten mur runął.
Co więcej, do Kraju Kwitnącej Wiśni pojedzie nie tylko surowizna, ale i przetworzona wołowina oraz drób. To oznacza, że sprzedajemy gotowy produkt z wyższą marżą, a nie tylko półfabrykat.
W skrócie: zarobimy na tym. Japonia to jeden z najbardziej wymagających i prestiżowych rynków świata. Jeśli twoje mięso przejdzie przez japońskie sito, możesz je sprzedać wszędzie.
Korea Południowa: obietnice przy kimchi
Z kolei w Seulu sprawa jest "w toku", ale – jak mówi minister Krajewski – padły konkretne polityczne obietnice. Koreańczycy mieli zapowiedzieć przyspieszenie procedur. W Azji takie "przyspieszenie" po wizycie premiera to zazwyczaj zielone światło dla urzędników, którzy wcześniej miesiącami przekładali papiery z biurka na biurko.
Zobacz także
Polska żywność to nasze "jadalne złoto"
Polska nie stoi już węglem, a jabłkiem i kiełbasą. Wartość eksportu żywności sięgnęła w zeszłym roku 58 mld zł. To rekord wszech czasów. Żywność odpowiada za 16 proc. wartości polskiego eksportu. Prawie co szósta złotówka z zagranicy pochodzi z rolnictwa.
Do elitarnego grona produktów z unijnym znakiem dołączyły niedawno jabłka krajeńskie oraz – co brzmi dumnie – kiełbasa pradziada z Dukli. Czekamy też na oficjalne klepnięcie "polskiej gęsi owsianej".
Gęsi w Azji, rolnicy pod oknem
Nie wszystko jest jednak tak kolorowe jak japońskie neony. Minister Krajewski, lądując w Warszawie, od razu musiał zdjąć garnitur i przygotować się na spotkanie z rolnikami, którzy w piątek zamierzają protestować pod gmachem resortu.
Poszło o KPO (Krajowy Plan Odbudowy). Rolnicy chcą więcej czasu na inwestycje, bo unijne terminy cisną jak za ciasne buty. Minister zapewnia: "przedłużaliśmy, co się dało, do 15 czerwca, ale czas goni, bo do końca 2026 roku wszystko musi być rozliczone".
Krajewski obiecuje, że wyjdzie do protestujących, bo – jak sam mówi – "żadne euro nie może zostać zmarnowane".
