
Historia rolnika spod Łodzi, który przegrał w sądzie z sąsiadami, stała się mitem założycielskim nowej ustawy Karola Nawrockiego. Projekt zakłada domniemanie legalności hałasu i nieprzyjemnych zapachów na wsi. Ma zatrzymać lawinę pozwów, ale przede wszystkim – zatrzymać ucieczkę wiejskich wyborców do konkurencji, bo... nad taką ustawą już pracuje rząd Koalicji 15 października.
W polskiej polityce znów czuć wieś – i nie chodzi tylko o zapach żniw, ale o gwałtowny wyścig o głosy rolników. Prezydent Karol Nawrocki właśnie wyciągnął z rękawa projekt ustawy, który ma "chronić produkcję żywności" przed roszczeniowymi sąsiadami, którzy szukając spokoju przeprowadzili się na wieś z miasta. Problem w tym, że resort rolnictwa pracuje nad niemal identycznymi przepisami już od tygodni.
Wygląda na to, że w Pałacu Prezydenckim zapanowała nerwowa atmosfera – sondaże PiS regularnie spadają, więc trzeba szybko udowodnić, kto polskiego rolnika, tradycyjnego wyborcę prawicy, kocha bardziej.
Sprawa Szymona Kluski. Wyrok za 100 tysięcy, który obudził polityków
Zapalnikiem dla nowej inicjatywy była sprawa Szymona Kluki, rolnika spod Łodzi, który musiał zapłacić sąsiadom ponad 100 tys. zł kary, bo... jego świnie śmierdziały. Choć budynki postawił zgodnie z prawem, sąd uznał to za "nadmierną uciążliwość".
To zdarzenie stało się dla Karola Nawrockiego idealnym paliwem politycznym. Prezydent ogłosił na platformie X: "Chów zwierząt czy ruch maszyn to nie uciążliwości – to służba narodowi".
Piękne słowa, ale obserwatorzy rynku nie mają złudzeń – to klasyczna ustawka pod elektorat wiejski, który ostatnio coraz częściej odwraca się od PiS i środowiska prezydenckiego.
Hej, miastowy, podpisz cyrograf
Główny haczyk prezydenckiego projektu? Jeśli kupujesz dom na wsi, będziesz musiał podpisać specjalne oświadczenie. To rodzaj mieszkaniowego cyrografu – kupujesz, więc akceptujesz, że o 05:00 rano pod oknem będzie jeździł kombajn, a wiatr do domu zawieje prosto z chlewni.
Co zakłada projekt Nawrockiego?
Zobacz także
Wojna dwóch projektów ws. wsi
Najciekawszy w tej sprawie jest jednak czas reakcji. Rządowy projekt ochrony funkcji produkcyjnej wsi trafił do konsultacji 30 marca. Prezydent czekał tydzień, by ogłosić własny, bliźniaczy pomysł. Przypadek? Nie sądzę.
Notowania PiS spadają, ich wyborców zagospodarowują inne partie. A więc każda inicjatywa, która może zostać sprzedana jako tarcza dla rolnika, jest na wagę złota. Tym bardziej, że PiS na wsi zawsze miał wysokie poparcie. I nadal ma, ale widać też, że ono stale i nieubłaganie topnieje.
Pytanie tylko, czy rolnicy dadzą się nabrać na ten legislacyjny wyścig zbrojeń? Z jednej strony mamy Ministerstwo Rolnictwa, z drugiej prezydenta – oba obozy chcą uchodzić za jedynych obrońców wsi, podczas gdy rolnicy realnie liczą straty wywołane sytuacją na rynkach.
Nic tak nie poprawia kreatywności politycznej jak widmo utraty wiejskiego elektoratu. Karol Nawrocki zaprezentował ustawę, nad którą resort rolnictwa pracuje już od marca. Wygląda na to, że walka o głosy rolników weszła w fazę, w której oba obozy władzy będą się teraz prześcigać w pisaniu tego samego prawa dwa razy.
