W tle sanatorium w Inowrocławiu. Z przodu grupa starszych osób. Są zadowoleni i cieszą się pobytem w sanatorium.
Miliony złotych strat w sanatoriach. Kuracjusze nie ponoszą żadnych konsekwencji Fot. Olena Yakobchuk/Anastasiia Sapozhnikova/shutterstock Montaż:INNPoland.pl

Sanatoria potrafią świecić pustkami, choć kolejki do leczenia uzdrowiskowego NFZ wcale nie maleją. Kuracjusze nie przyjeżdżają na turnusy, a system traci miliony złotych i coraz głośniej mówi się o konieczności zmian.

REKLAMA

Problem tzw. niedojazdów do sanatoriów finansowanych przez NFZ urósł do skali systemowej i zaczyna budzić emocje. W ciągu dwóch lat straty przekroczyły 108 mln zł, a liczba rezygnacji sięga setek tysięcy przypadków. Placówki uzdrowiskowe alarmują, że miejsca się marnują, a kolejki do leczenia wciąż są długie. Jednocześnie pacjenci wskazują na brak informacji o warunkach pobytu i ograniczony wpływ na wybór miejsca leczenia. Spór o to, kto ponosi odpowiedzialność, przeradza się w debatę o konieczności reformy całego systemu.

Sanatoria i 108 mln zł straty przez rezygnacje kuracjuszy. Kolejki rosną, a łóżka stoją puste

Skala strat robi wrażenie i trudno ją zignorować. W ciągu dwóch lat niezrealizowane skierowania wygenerowały ponad 108 mln zł kosztów, a każde niewykorzystane miejsce oznacza realne straty dla placówek i całego systemu ochrony zdrowia. Co istotne, problem nie dotyczy pojedynczych przypadków, lecz powtarzalnego zjawiska w sanatoriach.

Największym wyzwaniem są rezygnacje w ostatniej chwili. W takiej sytuacji nie ma już możliwości przekazania miejsca innemu pacjentowi, który czeka w kolejce nawet kilka miesięcy. W efekcie łóżka pozostają puste przez cały turnus, a personel medyczny pracuje poniżej swoich możliwości. To uderza zarówno w efektywność systemu, jak i dostępność świadczeń dla innych chorych.

Spór między kuracjuszami a NFZ narasta. Pacjenci wskazują na problemy systemowe

Część ekspertów wskazuje, że problem wynika z podejścia pacjentów, którzy rezygnują z wyjazdu z powodów niezwiązanych ze zdrowiem. Wśród przyczyn pojawiają się sprawy osobiste, zmiana planów czy brak akceptacji warunków pobytu. To rodzi pytania o odpowiedzialność za korzystanie z publicznych świadczeń.

Jednak coraz częściej podnoszony jest inny aspekt. Pacjenci zwracają uwagę, że decyzję o przyjęciu skierowania podejmują bez pełnej wiedzy o miejscu i standardzie zakwaterowania. Informacje trzeba zdobywać samodzielnie, często już po przydzieleniu turnusu. Gdy okazuje się, że warunki nie spełniają podstawowych oczekiwań, rezygnacja staje się naturalną konsekwencją, a nie kaprysem.

Kary dla pacjentów mają ograniczyć straty NFZ. To nie brzmi jak rozwiązanie problemu

Środowisko uzdrowiskowe coraz wyraźniej domaga się konkretnych rozwiązań. Wśród propozycji pojawiają się obowiązkowe potwierdzenia przyjazdu, system kaucji oraz ograniczenia w dostępie do kolejnych skierowań dla osób, które nie odwołają pobytu. Celem jest zmniejszenie liczby nieuzasadnionych rezygnacji i lepsze wykorzystanie dostępnych miejsc.

Ministerstwo Zdrowia podchodzi do tych pomysłów ostrożnie. Podkreśla, że zmiany powinny być wyważone i nie mogą zniechęcić pacjentów do leczenia uzdrowiskowego. Równolegle pojawiają się głosy o konieczności poprawy organizacji systemu, w tym lepszej komunikacji i większej przejrzystości informacji dla pacjentów. Bez tego nawet najbardziej restrykcyjne rozwiązania mogą okazać się jedynie próbą leczenia skutków, a nie przyczyn problemu.