Strzykawka na tle flagi Polski i Niemiec.
Handel środkami dopingującymi jest w Polsce bardziej lukratywny niż biznes narkotykowy – pisze niemiecki dziennik "Die Tageszeitung". Fot. Dima Solomin/Unsplash, (zdjęcie poglądowe) montaż: INNPoland

Handel środkami dopingującymi jest w Polsce bardziej lukratywny niż biznes narkotykowy – pisze niemiecki dziennik "Die Tageszeitung".

REKLAMA

Gazeta "Die Tageszeitung" ("TAZ") opisuje w środę, 22 kwietnia, zmagania polskich śledczych ze środowiskiem rozprowadzającym środki dopingujące. Jak czytamy, podczas jednej z szeroko zakrojonej akcji w Warszawie na początku kwietnia, zabezpieczono – oprócz broni palnej – zarówno sterydy, używane głównie w latach 70. i 80. jak i nowoczesne środki – peptydy czy substancje SARM.

Jak wyjaśnia "TAZ" prokurator Katarzyna Szołtysik, w przypadku tych drugich wykrycie zażywania jest dużo trudniejsze i często wymaga specjalistycznych badań.

Ogromna skala problemu

Od ponad sześciu lat w walce w handlu ze środkami dopingującymi w Polsce pomaga zespół Polady (skrót od Polska Agencja Antydopingowa - red.) to komórka utworzona do szkolenia policjantów, a także pomocy w identyfikacji substancji. Tylko w tym roku przeprowadzono już 48 śledztw, w latach 2024-2025 było ich łącznie 120 – informuje "TAZ", powołując się na dane zespołu śledczego.

"Skala operacji jest ogromna. Podobnie jak ilość przejętych substancji dopingujących i nielegalnie produkowanych leków" – czytamy. Śledczy podkreślają, że warunki produkcji tych środków "bywają przerażające". Jak pisze "TAZ", jedno z odkrytych "laboratoriów" mieściło się w piwnicy pod klatką z psami.

Specjaliści z Polady przyznają w rozmowie z gazetą, że coraz częściej grupy przestępcze przechodzą z "tradycyjnych działalności", jak sprzedaż nielegalnych papierosów czy narkotyków, na handel substancjami dopingującymi. Stało się to dla nich bowiem "bardzo opłacalne", a ryzyko schwytania znacznie niższe – czytamy.

Dochodowy interes

"Mieliśmy już przypadki, w których osoby, które odbyły wyroki za handel narkotykami, postanowiły działać bardziej wyrafinowanie. Produkowały sterydy i nielegalne leki. Nie tylko kara była łagodniejsza, ale też zdawali sobie sprawę, że zysk będzie jeszcze większy" – mówi dziennikowi Katarzyna Szołtysik.

Niedawno podejrzani zadeklarowani nawet, że odkryte u nich preparaty mają charakter naukowy. "Sieć przedstawiała się jako renomowana firma, a nawet działała jako sponsor klubów piłkarskich, w tym z najwyższej polskiej ligi" – stwierdza prokuratorka.

Gazeta podkreśla, że trudności śledczym sprawia odcięcie przestępców od źródeł zaopatrywania. Wiele półproduktów pochodzi z Chin i Indii, a współpracy z nimi nie ma lub była jednorazowa. "Do czasu identyfikacji sportowców jako osób używających nielegalnych substancji, wciąż jeszcze daleka droga" – pisze "TAZ" i dodaje, że przynajmniej z Indiami Polska zamierza zintensyfikować współpracę.

Opracowanie: Monika Stefanek