
Na terenie dawnej fabryki drutu w Gliwicach trwa dogaszanie pożaru. W akcji brały udział dziesiątki zastępów straży pożarnej. Na szczęście, nikt nie odniósł obrażeń.
"Akcja weszła w fazę dogaszania. Poszczególne zastępy są stopniowo zwalniane do jednostek. Obecnie na miejscu pracuje około 140 strażaków. W rejonie działań nadal występują utrudnienia w ruchu drogowym.(stan na godz. 6.00)" – poinformowali przedstawiciele miasta Gliwice na Facebooku.
Pożar fabryki drutu Gliwice. Trwa dogaszanie hali i odpadów
Ogień wybuchł w niedzielę około godziny 19:30 przy ulicy Stanisława Dubois. Płonęły głównie odpady oraz pozostałości po rozbiórce dawnych hal produkcyjnych. Z czasem pożar rozprzestrzenił się także na jeden z budynków, który nie był objęty pracami rozbiórkowymi.
Skalę zniszczeń wstępnie szacuje się na około 15 tys. mkw. Na miejsce skierowano znaczne siły straży pożarnej z całego regionu.
140 strażaków wciąż na miejscu
Podczas akcji wykorzystano specjalistyczny samochód Mobilab z katowickiej grupy ratownictwa chemiczno-ekologicznego. Urządzenia monitorowały jakość powietrza nad miastem. Jak informowali strażacy, nie stwierdzono zagrożenia dla mieszkańców, ale przyczyny pożaru na razie pozostają nieznane.
Apel o ostrożność wystosowały również lokalne władze. Prezydent Gliwic oraz miejscy radni prosili mieszkańców o zachowanie spokoju, śledzenie komunikatów służb oraz zamknięcie okien.
Pożar został zlokalizowany około godziny 2:10 w nocy i przestał się rozprzestrzeniać. Następnie działania przeszły w fazę dogaszania. W szczytowym momencie na miejscu pracowało 68 zastępów i ponad 220 strażaków, a nad ranem liczba zaangażowanych sił zaczęła stopniowo maleć.
Zobacz także
Utrudnienia w ruchu w Gliwicach
Ogień szybko się rozprzestrzenił i objął kolejne obiekty, w tym nieużytkowaną halę magazynową w pobliżu. W trakcie akcji doszło do utrudnień w ruchu drogowym, częściowo zamknięto ulice Dubois i Śliwki, a w rejonie Drogowej Trasy Średnicowej wprowadzono objazdy.
Informacja o pożarze początkowo trafiła do mediów od mieszkańców, a następnie została potwierdzona przez służby ratunkowe.
Źródło: WP, RMF FM
