
Majówka, góry, odpoczynek. A potem problem z czymś, czego nikt nie planował zabierać ze sobą. Puste butelki i rosnąca frustracja czytelniczki INNPoland.pl. Wracała z Zakopanego z poczuciem, że system kaucyjny, który miał być prosty, nie działa jednak tak, jak powinien.
System kaucyjny w Polsce miał być prostym rozwiązaniem. Kupujesz napój, wypijasz, oddajesz opakowanie i odzyskujesz pieniądze. Całość działa w sklepach i automatach, które miały przyjmować butelki i puszki praktycznie "od ręki". Problem pojawia się, kiedy automaty nie działają, a obsługa sklepu nie chce przyjmować tych opakowań. Z taką sytuacją spotkała się czytelniczka INNPoland podczas swojego majówkowego wyjazdu do Zakopanego.
System kaucyjny zawiódł w majówkę. Zakopane pokazało, gdzie pojawia się problem
System kaucyjny działa w Polsce od października 2025 roku. Zasada jest prosta. Kupujesz napój, płacisz kilka groszy więcej kaucji, a potem odzyskujesz ją, oddając pustą butelkę albo puszkę. Bez paragonu, bez formalności. Wystarczy automat albo kasa w sklepie. Celem jest to, żeby opakowania nie trafiały do śmieci, tylko wracały do obiegu.
– Pociąg był po południu. Chcieliśmy przed wyjazdem oddać butelki, które nagromadziły nam się od piątku – opowiada czytelniczka INNPoland.pl.
Pierwsza próba była oddania butelek była jeszcze w piątek, tj. 1 maja i wtedy wszystko działało. Automat przyjmował opakowania, system robił dokładnie to, co powinien. Problem pojawił się w niedzielę.
– Choć automat stoi na parkingu, był nieczynny – podkreśla czytelniczka.
Mieli siedem butelek i kilka puszek. Niby nic wielkiego, ale wystarczająco dużo, żeby nie chcieć tego wyrzucać. Zaczęli więc szukać innego miejsca w Zakopanem.
– Wisi kartka, że butelki przyjmują w kasie. Idziemy do kasy, ale sprzedawca mówi, że niczego nie przyjmuje. On chyba nawet nie wiedział, że tam jest taka informacja – mówi.
Zobacz także
Czytelniczka: "Byliśmy w czterech sklepach. Nigdzie nie udało się oddać butelek."
To nie była jedna nieudana próba. Odwiedzili kolejne sklepy. I w każdym scenariusz wyglądał podobnie.
– Byliśmy chyba w czterech [sklepach]. Nigdzie jednak nie udało nam się ich oddać – mówi czytelniczka INNPoland.pl
Powody były różne. Jedni mówili, że mają już pełno butelek. Inni, że nie działa czytnik kodów. Gdzie indziej odsyłano ich do automatu, który i tak był wyłączony. Nawet inni klienci próbowali interweniować.
– Ludzie się za nami wstawiali, że butelki powinny być przyjęte – opowiada.
Problem był widoczny nie tylko dla nich. Ale mimo to nic się nie zmieniło. Na końcu została decyzja, która w założeniu systemu w ogóle nie powinna się wydarzyć.
– Wszystkie butelki musieliśmy wyrzucić do kosza.
Nie byli jedynymi poszkodowanymi. W pociągu powrotnym do domu z Zakopanego widzieli potem pasażera, który miał ze sobą torbę... pełną butelek.
System kaucyjny miał zamknąć temat odpadów. Nie zawsze działa tak jak powinien
System kaucyjny ma zachęcać do oddawania opakowań. Ma być wygodny i dostępny. W wielu przypadkach działa: ludzie oddają butelki przy okazji zakupów, odbierają bon albo gotówkę i sprawa zamknięta. Ale system to nie tylko zasady. To też logistyka, dostępność i ludzie, którzy go obsługują. A tu zaczynają się schody.
Cała sytuacja uderza w coś podstawowego. Jeśli w kluczowym momencie, takim jak zamknięcie części sklepów albo brak obsługi, przestaje działać, to ludzie wracają do starych nawyków.
Nie chodzi o brak wiedzy. Coraz więcej osób wie, jak działa kaucja. Problem pojawia się wtedy, gdy teoria spotyka się z rzeczywistością i okazuje się, że automat nie działa, a sklep nie przyjmuje opakowań mimo informacji na drzwiach. Efekt jest prosty. Zamiast odzyskać pieniądze i oddać butelki do obiegu, lądują one w koszu. A pasażerowie w pociągu wracają do domu z torbami pełnymi plastiku.
