Żołnierz trzymający klucze do mieszkania. W tle porozrzucane mebel po mieszkaniu.
Mieszkania od AMW przyciągają tłumy. Okazja życia, może być totalną klapą Fot. Pixel-Shot/shutterstock CanvaAI/Canva Montaż: INNPoland.pl

Czy w dzisiejszych czasach da się kupić mieszkanie za mniej niż 2 tysiące złotych za metr? Ceny nieruchomości w największych miastach przyprawiają o zawrót głowy, a oferty Agencji Mienia Wojskowego brzmią jak coś nierealnego. Tanie mieszkania od wojska rozpalają wyobraźnię Polaków, ale za niską ceną często kryje się haczyk, który może zmienić okazję życia w kosztowną pułapkę.

REKLAMA

Mieszkania od AMW znów stały się jednym z najgorętszych tematów rynku nieruchomości. Agencja Mienia Wojskowego sprzedaje lokale w przetargach w całej Polsce, od małych miejscowości po Warszawę czy Poznań. Największe emocje budzą oferty z cenami poniżej 2 tys. zł za metr kwadratowy. Takie nieruchomości pojawiły się między innymi w Mirosławcu Górnym w województwie zachodniopomorskim. Niestety cena widoczna w ogłoszeniu to dopiero początek finansowej układanki.

Tanie mieszkania od AMW kuszą ceną. Polacy ruszyli po wojskowe okazje

Średnie ceny mieszkań w dużych miastach przekraczają często 12-15 tys. zł za metr kwadratowy, dlatego wojskowe przetargi wyglądają jak finansowy cud. W Szczecinie ceny wywoławcze zaczynają się od około 5,5 tys. zł za metr, we Wrocławiu od około 7 tys. zł, a w mniejszych miejscowościach potrafią spaść nawet poniżej 2 tys. zł za metr. Nic dziwnego, że oferty AMW błyskawicznie zdobywają popularność i przyciągają tłumy.

Najtańsze mieszkania znajdują się głównie na dawnych osiedlach wojskowych i często mają kilkadziesiąt lat. Przykładowy lokal w Mirosławcu Górnym kosztował około 88 tys. zł za prawie 50 metrów powierzchni. Dla wielu osób brzmi to jak szansa na własne mieszkanie bez gigantycznego kredytu hipotecznego.

Mieszkania za 2000 zł za metr wyglądają jak okazja życia. Prawdziwe koszty kryją się za drzwiami

Największy problem polega na tym, że wiele osób patrzy wyłącznie na kwotę z ogłoszenia. Tymczasem przetargi działają troszkę inaczej. Wygrywa ten, kto zaproponuje najwyższą cenę. Mieszkanie wystawione za 90 tys. zł może finalnie kosztować dużo więcej. Pojawiały się przypadki, gdzie cena końcowa była nawet kilkanaście razy wyższa od wywoławczej.

Dochodzi do tego stan techniczny lokali. Wiele mieszkań wymaga generalnego remontu. Instalacje pamiętają poprzednie dekady, a łazienki i kuchnie często nadają się do całkowitej przebudowy. Koszt remontu może pochłonąć kolejne kilkadziesiąt albo nawet kilkaset tysięcy złotych. Tanie mieszkanie od wojska szybko przestaje wtedy wyglądać jak okazja życia.

Tanie mieszkania od wojska przyciągają tłumy. Księgi wieczyste jak zimny prysznic

Żeby w ogóle podejść do przetargu, trzeba wpłacić wadium. Najczęściej wynosi ono od 5 do 10 proc. ceny wywoławczej. W przypadku mieszkań w dużych miastach to konieczność zamrożenia nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jeśli ktoś wygra przetarg i później zrezygnuje z zakupu, wpłacone pieniądze przepadają.

Warto też bardzo dokładnie sprawdzić księgę wieczystą i dokumentację nieruchomości. Nie wszystkie mieszkania mają uregulowany stan prawny, a część lokali znajduje się w miejscowościach z ograniczonym dostępem do pracy czy nawet komunikacji. Niska cena z ogłoszenia często wynika właśnie z niekorzystnej lokalizacji nieruchomości. Dlatego przed wpłatą wadium dobrze obejrzeć mieszkanie na żywo i policzyć wszystkie koszty, bo tanie mieszkanie może okazać się kosztowną pułapką.