
Kryzys wokół niewypłaconych nagród za zimowe igrzyska w Mediolanie został zażegnany. Polski Komitet Olimpijski wypłacił sportowcom obiecane premie w gotówce, zastępując w ten sposób bezwartościowe tokeny upadłej giełdy Zondacrypto. Zastąpienie wirtualnej waluty prawdziwymi pieniędzmi ogłosił prezes Radosław Piesiewicz.
Kryzys wokół nagród dla polskich olimpijczyków został zażegnany. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosław Piesiewicz, ogłosił oficjalne zamknięcie tematu premii za medale zdobyte w Mediolanie. Sportowcy nie zostaną z bezwartościowymi tokenami od Zondacrypto – komitet zdecydował o zastąpieniu wirtualnej waluty realną gotówką.
Nagrody olimpijskie za Mediolan uratowane – PKOl wypłaca gotówkę w miejsce tokenów Zondacrypto
Jak podaje portal RMF24, prezes PKOl zaznaczył, że wypłata premii dla olimpijczyków to zasługa prywatnych sponsorów i że jest to też dotrzymanie obietnicy, którą złożył trzem naszym medalistom oraz ich trenerom.
– Dzisiaj rano te pieniądze przelane zostały na konta naszych sportowców i trenerów. Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystko od A do Z. Tu chciałem bardzo serdecznie podziękować Władkowi (Władimirowi Simirunowi), Pawłowi Wąskowi i dwóm trenerom. Ta rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite – mówił podczas jednej z konferencji Radosław Piesiewicz, cytowany przez serwis RMF24.
Spór o premie dla olimpijczyków w tle afery Zondacrypto
W wystąpieniu szefa PKOl zabrakło nazwiska multimedalisty, Kacpra Tomasiaka. Dziennikarz RMF FM Patryk Serwański ocenia, że powód może być osobisty – to właśnie bliscy Tomasiaka najmocniej i najgłośniej walczyli o równe traktowanie i rekompensatę za bezwartościowe tokeny od Zondacrypto.
Zobacz także
Giełda kryptowalut Zondacrypto została sponsorem generalnym PKOl jesienią 2025 roku. W ramach współpracy m.in. budynek komitetu zyskał nową nazwę oraz jaskrawy neon reklamowy z nazwą giełdy kryptowalut, a sam sponsor zobowiązał się do ufundowania historycznych nagród w formie tokenów dla sportowców, którzy zajmą miejsca od 4. do 8. na zimowych igrzyskach we Włoszech.
Gdy ogłaszano ten kontrakt, wydawało się, że polscy olimpijczycy mogą odetchnąć, gdyż tak silnego sponsora jeszcze nie mieli. Obietnica ta nie została jednak spełniona, a cyfrowe aktywa nigdy nie trafiły do rąk olimpijczyków.
Z powodu opóźnień w płatnościach prezes PKOl, Radosław Piesiewicz, postawił firmie Zondacrypto twarde ultimatum: jeśli do końca kwietnia pieniądze nie wpłyną na konto komitetu, umowa zostanie natychmiastowo rozwiązana. Zapowiedział również, że w takim scenariuszu z budynku Centrum Olimpijskiego błyskawicznie zniknie wielki szyld Zondacrypto, co ostatecznie dokonało się 30 kwietnia. Tło tej decyzji opisywały kolejne doniesienia, gdy CEO Zondacrypto odpowiadał na zarzuty o brak płynności.
Bitcoiny na pokaz i brak regulacji – olimpijczycy wreszcie z przelewami
W połowie kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach otworzyła oficjalne śledztwo w sprawie bankructwa Zondacrypto, badając wątki prania brudnych pieniędzy oraz gigantycznych oszustw. Skalę problemu nagłośnił premier Donald Tusk, wskazując, że poszkodowanych mogło zostać nawet 30 tysięcy osób, a początkowe straty w aferze Zondacrypto oszacowano na minimum 350 mln zł.
To wtedy rynek kryptowalut stał się jednym z głównych tematów politycznych. W grupie poszkodowanych znaleźli się również polscy reprezentanci olimpijscy, którym firma miała przekazać łącznie 1,38 mln zł w tokenach za osiągnięcia na zimowych igrzyskach we Włoszech. Sportowcy nie zdążyli jednak wypłacić tych środków przed upadkiem platformy.
Sama spółka odpierała zarzuty o niewypłacalność. W jednym z głośnych wystąpień reprezentant Zondacrypto pokazał adres z 4500 bitcoinami o wartości 330 milionów dolarów, próbując uspokoić klientów i partnerów.
Ostatecznie zobowiązania finansowe wobec olimpijczyków zostały pokryte dzięki zaangażowaniu zewnętrznych partnerów PKOl. Zawodnicy z pozycji 4–8, którym giełda była winna 280 tys. zł, otrzymali swoje pieniądze na konta jeszcze w drugiej połowie kwietnia.
Z kolei na rozliczenie największej puli, czyli 1,1 mln zł dla medalistów – skoczków Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska oraz panczenisty Władimira Siemirunnija – trzeba było poczekać nieco dłużej, a przelewy dla sportowców poszły w poniedziałek 15 czerwca 2026 roku. Afera wybuchła w warunkach, w których wciąż brakuje twardych ram prawnych dla branży, choć zdaniem części komentatorów nowy projekt ustawy nic nie zmieni.






