Niemcy będą nam kopać okopy na granicy. Więcej się nie da przez fobie prawicy.
Niemcy będą nam kopać okopy na granicy. Więcej się nie da przez fobie prawicy. Fot. Bundeswehr / Mario Bähr

Miał być przełomowy traktat z twardymi gwarancjami bezpieczeństwa, skończyło się na "standardowej procedurze sojuszniczej". W środę Polska i Niemcy podpisują nową umowę obronną. Do drastycznego obniżenia rangi tego dokumentu zmusiły rząd antyniemiecka obsesja PiS oraz strach przed wetem prezydenta Nawrockiego.

REKLAMA

W 35. rocznicę traktatu o dobrym sąsiedztwie ministrowie obrony Polski i Niemiec podpiszą w Warszawie umowę o współpracy wojskowej. Choć wojskowi mówią o rutynie, to polityczne tło tej decyzji aż parzy. Berlin był gotowy dać Polsce pełne gwarancje bezpieczeństwa, podobne do tych, jakie mamy z Paryżem czy Londynem. Warszawa jednak powiedziała "nie".

Dlaczego? Szef MSZ Radosław Sikorski wskazuje na obsesję opozycji i prezydenta w sprawach niemieckich. Tłumacząc na język potoczny: rząd musiał schować ambicje do kieszeni, aby ominąć obstrukcję ze strony Nawrockiego. Efekt? Zamiast wielkiego państwowego traktatu obronnego mamy umowę na szczeblu ministerstw.

Co Polska zyskuje na nowym porozumieniu z Niemcami

Nowe porozumienie między Warszawą a Berlinem otwiera drzwi dla niemieckich wojsk inżynieryjnych, które pomogą ufortyfikować naszą wschodnią granicę. Umowa omija polityczne pułapki w kraju i realnie wzmacnia flankę wschodnią NATO.

Mimo że umowa nie wprowadza rewolucji i nie daje Polsce żadnych nowych gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza standardowy artykuł 5. NATO, zawiera kilka niezwykle cennych dla nas punktów operacyjnych.

Wsparcie dla Tarczy Wschód i niemieckie wojska inżynieryjne

To prawdopodobnie najbardziej istotny punkt umowy. Niemieckie wojska inżynieryjne (misja składająca się z kilkudziesięciu żołnierzy) będą mogły legalnie działać na terenie Polski, pomagając w budowie okopów, barier przeciwpancernych czy układaniu drutu kolczastego na naszej wschodniej granicy. Wpisuje się to w szerszy plan, w ramach którego Tarcza Wschód odmieni polskie lasy, a natura stanie się naszą fortecą – bagna, mokradła i drzewa mają utrudnić ruch obcych wojsk.

Skala inwestycji jest ogromna. Jak zapowiedział resort obrony – Polska zapłaci 2 mld euro za samą antydronową zaporę, a system ma objąć ponad 400 km granicy. Doświadczenie z budowy już mamy – widać to choćby tam, gdzie powstaje nowa zapora na granicy z Białorusią.

Wspólne zakupy uzbrojenia i nowe domeny operacyjne

Umowa otwiera furtkę do wspólnego kupowania sprzętu wojskowego przez Polskę i Niemcy, co pozwoli na spore oszczędności i unifikację uzbrojenia – bez przetargowego piekła. Współpraca ma objąć też kluczowe dla współczesnego pola walki obszary: mobilność wojskową, logistykę, cyberbezpieczeństwo, przestrzeń kosmiczną oraz kooperację marynarek wojennych na Morzu Bałtyckim.

Korzyści dla Niemiec: wizerunek i logistyka na wschodniej flance

Berlin od wybuchu wojny w Ukrainie rozpaczliwie próbuje zmazać plamę po latach uległej polityki wobec Moskwy. Aktywne włączenie się w obronę Polski to dla Niemiec idealna okazja, by pokazać, że traktują rolę europejskiego lidera bezpieczeństwa poważnie. Nie przypadkiem niemiecka prasa pisała z uznaniem o naszych przygotowaniach obronnych.

Drugą korzyścią jest stabilność logistyczna. Ułatwienie mobilności wojskowej przez terytorium Polski pozwala Bundeswehrze na sprawniejsze operowanie w krajach bałtyckich, co z perspektywy Berlina jest strategicznym priorytetem.

Widmo weta Nawrockiego i obawy o ratyfikację traktatu

Z przecieków ze źródeł dyplomatycznych w Berlinie wynika jasno: rząd Olafa Scholza był gotowy na podpisanie potężnego, dwustronnego traktatu z twardymi, dodatkowymi gwarancjami bezpieczeństwa – dokładnie takiego, jaki Polska podpisała w 2025 roku z Francją, a na początku 2026 roku z Wielką Brytanią.

Na drodze do wielkiego sukcesu Polski stanęła jednak... krajowa polityka. Rząd Donalda Tuska musiał celowo obniżyć rangę dokumentu do poziomu zwykłej umowy między dwoma ministerstwami obrony, żeby ominąć prezydenta Karola Nawrockiego i opozycję. Szeroki traktat państwowy wymagałby bowiem ratyfikacji, co dałoby idealną broń do ręki prawicy.

Szef MSZ Radosław Sikorski wyłożył kawę na ławę w Polskim Radiu, pytany o to, dlaczego ranga porozumienia została tak drastycznie obniżona:

"Bo wszyscy znamy obsesję PiS-u i pana prezydenta w sprawach niemieckich, więc oczywiście by zawetował [traktat]. A co dopiero, gdyby był traktat polsko-niemiecki? No przecież wiadomo, że wywiązałoby się tu piekło" – ocenił bez owijania w bawełnę Sikorski.

Politycy obecnego rządu woleli więc wybrać wróbla w garści – czyli działające porozumienie urzędowe – niż decydować się na polityczną wojnę o traktat, który prezydent z miejsca wyrzuciłby do kosza w imię antyniemieckiej retoryki, którą PiS karmi swoich wyborców od lat.

Bundeswehra w Polsce to żadna nowość

Choć dla prawicowych publicystów obecność niemieckich inżynierów na granicy to powód do podnoszenia alarmu, dla samych wojskowych to po prostu kontynuacja wieloletniej, udanej współpracy. Niemieccy żołnierze nie pojawią się w Polsce po raz pierwszy. Teraz latają nad Polską myśliwcami i chronią naszą przestrzeń powietrzną, działali w Jasionce, niedawno pomagali w usuwaniu skutków powodzi. Zresztą już wcześniej Sikorski poruszył Niemców, gdy publicznie stwierdził, że niemieccy żołnierze byliby u nas mile widziani.

Nawet w kwestii relokacji wojsk amerykańskich między Berlinem a Warszawą nie ma dziś sporów. Choć Niemcy krytycznie oceniały decyzje Donalda Trumpa o przesunięciu części sił USA na wschód, niemieccy dyplomaci wprost deklarowali, że z zadowoleniem przyjmują zwiększenie obecności Pentagonu w Polsce, bo wzmacnia to bezpieczeństwo całego regionu.

Zwycięstwo pragmatyzmu nad ideologią w polityce obronnej

Nowa umowa wojskowa z Niemcami to podręcznikowy przykład "polityki możliwości". Rząd zadziałał może mało spektakularnie, ale sprytnie, omijając ideologiczne zacietrzewienie opozycji, które mogłoby zablokować kluczowe dla armii projekty.

Szkoda oczywiście, że z powodu wewnętrznych, partyjnych wojenek Polska musiała zrezygnować z twardych, dwustronnych gwarancji od Berlina. Jednak w realiach 2026 roku, gdy za wschodnią granicą toczy się pełnoskalowa wojna, kilkudziesięciu niemieckich inżynierów pomagających kopać okopy na "Tarczy Wschód" jest wartych znacznie więcej, niż kolejne patetyczne, ale puste awantury na Wiejskiej.