
Wojsko zaprasza rezerwistów na szkolenia. Tylko w 2026 roku wezwania trafią do 200 tys. osób. Chodzi jednak głównie o kierowców z uprawnieniami kategorii C oraz D, mechaników czy logistyków. Największy problem będzie to stanowiło dla firm spedycyjnych.
W Ukrainie trwa wojna rozpętana przez Rosję, na Bliskim Wschodzie trwa konflikt wywołany atakiem USA i Izraela. Nic więc dziwnego w tym, że polska armia chce się przygotować na najgorsze. Przy okazji może zirytować część przedsiębiorców.
Wezwania dla rezerwistów. Wojsko zaprasza dziesiątki tysięcy osób
Wojsko zaprosi w tym roku nawet 200 tys. osób na szkolenia. Nie chodzi jednak tylko o młodych rekrutów, ale o kierowców (szczególnie samochodów ciężarowych i autobusów), mechaników, techników, elektrotechników, logistyków czy spedytorów.
Wielu tych specjalistów może trafić na chwilę do wojska już tej wiosny.
– Armia potrzebuje kierowców, dlatego spodziewamy się dużej liczby powołań na szkolenia, a co za tym idzie – zmian w funkcjonowaniu wielu firm na czas szkoleń. To nas niepokoi – powiedział "Business Insider" Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
To nie wydumany problem. Po prostu mało która firma ma nadmiar kierowców, dlatego sporo obawia się, że nagle zostanie bez pracowników.
– Taka sytuacja naraża przedsiębiorstwo na opóźnienia, straty finansowe, a być może także na kary, jeśli nie uda się znaleźć zastępstwa – ostrzega Matulewicz.
Rezerwiści z wezwaniami. Nie wszyscy muszą się obawiać
Warto jednak dodać, że nie każdy musi się bać: na szkolenia zostaną zaproszone tylko te osoby, które mają uregulowany stosunek do służby wojskowej. Jeżeli więc ktoś nie odbył podstawowej służby, wezwania nie otrzyma.
Jak zaś będą wyglądały szkolenia? Najważniejsze: czas trwania. Szkolenia wojskowe mogą trwać od jednego dnia do ponad miesiąca. Praktyka pokazuje, że najczęściej wszystko zamyka się w jednym tygodniu.
Branża logistyczna prosi rząd o dialog i wypracowanie takich rozwiązań, które zminimalizują negatywne skutki szkoleń wojskowych dla firm transportowych.
Zobacz także
Grozi nam wojna? Armia po prostu dmucha na zimne
Od razu warto też uspokoić: to nie tak, że za miesiąc wybuchnie wojna. Armia po prostu przygotowuje się na najczarniejszy scenariusz, w którym możemy jako kraj zostać włączeni w konflikt zbrojny. Kiedy? Zapewne stanie się to potencjalnie możliwe, gdy zakończy się wojna Rosji przeciw Ukrainie. Inny scenariusz: USA będą bardzo mocno zaangażowane w inną wojnę (lub wojny) na świecie, a Rosja będzie chciała wykorzystać taki moment na atak nie tyle na Polskę, co kraje bałtyckie.
To ostatnie może jednak oznaczać i nasze zaangażowanie. Jako sojusznik w NATO będziemy musieli iść Estonii, Łotwie i Litwie na pomoc. I wtedy wyszkolone wojsko może się bardzo przydać. Jak pisaliśmy w InnPoland, nasz kraj może być też ważnym punktem przerzutowym w czasie potencjalnej wojny.
