
Napięcie na linii Iran-USA trwa. Amerykanie naciskają na Teheran, by ten zaniechał prac nad bronią jądrową. Przynajmniej w teorii, gdyż w praktyce obie strony prowadzą poważne rozmowy handlowe. Co ciekawe, ich skutek może odczuć przeciętny Polak. Chodzi nie tylko o cenę ropy, ale też inflację.
USA od miesięcy naciskają na Iran, by ten porzucił swój program atomowy. Kilka dni temu media poinformowały jednak, że w tle prowadzone są rozmowy na temat handlu ropą i gazem. Tlący się konflikt uderza w stan konta Polaków i sprawia, że w sklepach podczas zakupów zostawiamy raz mniej, a raz więcej pieniędzy. W tym tekście wyjaśnimy, jak sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa na życie codzienne w naszym kraju.
Konflikt Iran – USA. O co toczy się spór?
Nim przejdziemy do gospodarki, cofnijmy się o kilka dekad i wyjaśnijmy, o co chodzi w sporze Iranu z USA.
Choć trudno to sobie dziś wyobrazić, Iran jeszcze w latach 70. był krajem prozachodnim. Wszystko zmieniło się w wyniku rewolucji islamskiej w 1979 r., kiedy obalony został wspierany przez USA szach Mohammad Reza Pahlawi. Zrobili to rewolucjoniści pod wodzą ajatollaha Chomeiniego. Przejęli władzę, co zakończyło dekady amerykańskiej dominacji w Teheranie.
Punktem kulminacyjnym konfliktu było pojmanie amerykańskich zakładników. Irańczycy zajęli ambasadę USA w Teheranie i przetrzymywali w niej 52 Amerykanów przez 444 dni.
W latach 80. konflikt wszedł w nową fazę. Stany Zjednoczone popierały Irak podczas wojny iracko-irańskiej. Przez kolejne dekady relacje pozostawały napięte.
W 2015 r. osiągnięto historyczne porozumienie nuklearne, Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). Umowa została podpisana w Wiedniu pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi, Rosją, Wielką Brytanią, Francją, Chinami oraz Niemcami. Stroną porozumienia była też Unia Europejska.
I tu natrafiamy na pierwszą wskazówkę dotyczącą naszych portfeli. Efektem podpisania porozumienia był znaczący spadek ceny ropy naftowej. Powód? Iran jest właścicielem czwartych co do wielkości złóż ropy naftowej. To kraj, w którym warto rządzić.
8 maja 2018 roku prezydent Donald Trump jednak ogłosił wycofanie się USA z porozumienia. Z charakterystyczną dla siebie przesadą określił je "najgorszą umową w historii". Twierdził, że wcale nie uniemożliwiła ona Iranowi prowadzenia prac nad bombą atomową (co ciekawe, wiele wskazuje na to, że miał rację). Rządy prezydenta Joe Bidena nie przyniosły na tym polu przełomu.
I tak dotarliśmy do czasów współczesnych. Donald Trump wrócił do Białego Domu i już latem 2025 r. sytuacja na Bliskim Wschodzie ponownie się zaogniła. USA zbombardowały nawet obiekty, w których Iran miał prowadzić prace nad bombą jądrową. Obecnie Stany Zjednoczone prowadzą rozmowy z Teheranem dotyczące zakończenia jego projektu atomowego. By "popchnąć" je do przodu, Pentagon wysłał w region łącznie już dwa lotniskowce, grożąc Iranowi wojną.
Zobacz także
Strategiczne znaczenie Cieśniny Ormuz
Dlaczego jednak to wszystko powinno w ogóle interesować polskiego konsumenta? Przecież często w tego typu rozmowach słyszymy argument typu: "a, tam to niech się biją". Nic bardziej mylnego!
Czym temperatura w Iranie jest wyższa (i nie chodzi o temperaturę powietrza, a napięcie geopolityczne), tym ceny ropy wyższe. Dlaczego? Wspomniałem już, że Teheran kontroluje czwarte co do wielkości złoża tego surowca. Nie chodzi zresztą tylko o to, że ajatollahowie mają dostęp do takiego bogactwa. Ich kraj leży w takim miejscu, które umożliwia im blokadę Cieśniny Ormuz.
W tym momencie otrzymujemy kolejny element układanki. Cieśnina Ormuz to bardzo wąski, ale kluczowy szlak morski, przez który codziennie przepływa ogromna ilość ropy. W ciągu doby to nawet 16,5–17 milionów baryłek, czyli 40 proc. transportu drogą morską i 20 proc. całego "czarnego złota" na świecie.
W najwęższym miejscu cieśnina ma 54 km szerokości. Jej maksymalna głębokość to 220 m, minimalna w torze wodnym to jedynie 10 m. Od tej stosunkowo wąskiej przestrzeni zależy los światowej gospodarki.
Nie muszę dodawać, że cieśninę dość łatwo zablokować, a tym samym "zatkać" rynek ropy. W efekcie podaż tej ostatniej spadnie, co wywinduje ceny surowca na rekordowe poziomy. Efekty szybko zobaczymy na stacjach benzynowych, ale nie tylko.
Inflacja w Polsce a sprawa pokoju na Bliskim Wschodzie
Warto teraz ze świata wielkiej polityki wrócić do domu Kowalskiego. Czym wyższa cena ropy, tym droższy staje się transport, a więc więcej płacimy właściwie za wszystko. Warto podać dane liczbowe: transport stanowi aż 11 proc. koszyka inflacyjnego GUS.
W ostatnim czasie cena ropy zaczęła ponownie rosnąć. Powód? Iran z powodu ćwiczeń wojskowych częściowo zamknął Ormuz. Skok kursu ropy byłby zapewne wyższy, ale obawy inwestorów były tłumione przez fakt, że w tle trwają dalsze negocjacje USA z Iranem, których celem jest osiągnięcie nowego porozumienia.
W praktyce oznacza to, że ceny paliwa na stacjach mogą wkrótce lekko wzrosnąć.
Kiedy wszyscy będziemy mogli odetchnąć z ulgą? Dopiero wtedy, gdy obie strony podpiszą nowy plik umów i ryzyko wojny spadnie do niższego poziomu.
Warto dodać, że dziś USA negocjują z Teheranem nie tylko kwestie zamknięcia programu nuklearnego, ale też umowy związane z handlem ropą, gazem, inwestycjami w górnictwo i zakupem samolotów. Celem Amerykanów jest zdobycie większych wpływów w regionie, zapewne w zamian zaoferują Iranowi zdjęcie sankcji gospodarczych, które na nie nałożyły.
Jednocześnie jest to próba uderzenia w Chiny, które są głównym nabywcą irańskiej ropy naftowej (1,5-2 mln baryłek dziennie, czyli 53-54 mld USD). Jeżeli USA uda się położyć rękę na tej podaży, mogą szachować swojego największego geopolitycznego rywala.
Iran: tak daleko, a tak blisko
Choć konflikt między Teheranem a Waszyngtonem wydaje się nam dość odległy, jego skutki odczuwamy przy każdej wizycie na stacji paliw i przy sklepowej kasie. Wystarczy iskra w rejonie Cieśniny Ormuz, by ceny ropy poszybowały, a wraz z nimi koszty transportu, produkcji i usług. To pokazuje jak bardzo światowa gospodarka jest dziś systemem naczyń połączonych: decyzje podejmowane w Białym Domu czy w Teheranie mogą w ciągu kilku dni odbić się na budżetach polskich rodzin.
