
Drogowcy z województwa warmińsko-mazurskiego uznali, że znaleźli receptę na ograniczenie wypadków na drogach. Nie, wcale nie chodzi o okiełznanie kierowców, by przestrzegali prawa. Wypadków ma być mniej, bo mniej ma być... przydrożnych drzew. Plany wycinki są tak masowe, że protest przeciwko nim zaczyna wylewać się poza region.
Droga 593 sercem protestu
Zaczęło się od drogi wojewódzkiej 593. To właśnie na niej proponowana przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Olsztynie wycinka ma być największa. Drogowcy chcą, by pod topór poszło ponad 1500 drzew rosnących między Reszlem, Dobrym Miastem i Miłakowem.
To aktywiści z tych okolic zaczęli nagłaśniać sprawę w sieci, dzięki nim szybko okazało się, że plany warmińsko-mazurskiego ZDW są znacznie szersze. Do usunięcia wyznaczono bowiem co najmniej 6678 drzew rosnących przy trasach wojewódzkich w tym regionie. A według olsztyńskiej "Gazety Wyborczej" skala wycinki drzew może być jeszcze większa.
Bo, jak pisze GW, Zarząd Dróg Wojewódzkich chce doprowadzić do wycięcia nawet kilkunastu tysięcy drzew (przy drogach wojewódzkich rośnie ich łącznie blisko 200 tysięcy). Do tej pory drogowcy co roku wnioskowali o około 2 tysiące "ścięć", usuwano zwykle połowę.
Tym razem ma jednak dojść do wielkiego rąbania, bo drogowcy przekonują: drzewa są już tak stare, że w każdej chwili mogą spaść na drogę, a jeden z urzędników dostał już zarzuty karne, za to że spadająca gałąź doprowadziła do niebezpiecznego zdarzenia drogowego.
Zobacz także
Wycinka drzew ma pomóc... kierowcom, którzy łamią prawo i stwarzają zagrożenie na drodze
Ale okazuje się, że drzewa stają się kością niezgody nie tylko z uwagi na ich sędziwy wiek. Po pierwsze – drogowcy przygotowali listę "skazańców" bez przeprowadzenia odpowiednich badań dendrologicznych. Czyli mówiąc krótko, strzelali trochę na chybił trafił, oceniając wiek drzew na oko.
Po drugie – na sesji warmińsko-mazurskiego sejmiku, gdzie pojawił się protestujący przeciw wycince aktywista Michał Biedziuk, wywiązała się osobliwa dyskusja między nim a radnym, który okazał się przeciwnikiem istnienia przydrożnych drzew jako takich.
Poszło o auta, którymi kierowcy rozbijają się na drzewach podczas wypadków drogowych. "Widział pan kiedykolwiek taki wypadek? Uczestniczył pan w takim wypadku? Udzielał pan pomocy?", zapytał aktywistę Zbigniew Homza, polityk KO, lekarz i wiceprzewodniczący warmińsko-mazurskiego sejmiku.
I poszedł dalej: "Ja, gdybym miał wybierać życie kierowców, którzy zginęli na tych drzewach, a szacunek do drzewa, to niech to drzewo będzie wycięte". Kiedy Biedziuk zapytał radnego na koniec dyskusji, czy w takim razie jest za wycięciem wszystkich przydrożnych drzew, Homza wypalił: "Oczywiście".
Wypadki drogowe i drzewa. Liczby mówią co innego niż drogowcy
I tak oto temat został przekierowany na zasadniczą kwestię: czy przydrożne drzewa to tylko przeszkadzają i zagrażają bezpieczeństwu uczestników ruchu drogowego? Aktywiści sprawdzili policyjne dane i okazało się, że na drodze wojewódzkiej 593 (tam gdzie rąbania ma być najwięcej) od 20 lat doszło łącznie do 11 wypadków śmiertelnych. Z czego w latach 2020-2025 było takich zdarzeń 4 (słownie: cztery).
– Trzy z nich zakończyły się na drzewie, z czego w jednym wprost udowodniono niedostosowanie prędkości (przez kierowcę – red.). W dwóch pozostałych przyczyna utraty panowania nad pojazdem pozostała nieustalona, jednak w żadnym z nich nie był to obiekt leżący na drodze. Drzewo było jedynie tragicznym finałem błędu, brawury, bądź innego zdarzenia losowego, a nie inicjatorem wypadku – piszą aktywiści na profilu akcji "Skraj drzew – STOP wycince drzew na Warmii".
Jest więc jasne, że w znakomitej większości przypadków to nadmierna prędkość bądź nieuwaga kierowców są faktycznym źródłem niebezpiecznych sytuacji z samochodem i drzewem w roli głównej. Naturalnym też jest, że jeśli dane drzewo rośnie na tyle blisko jezdni albo jest na tyle spróchniałe, że stwarza realne zagrożenie, to należy je wyciąć.
Problem z drogowcami i ich pomysłem na drogi na Warmii jest jednak taki, że chcieliby oni radykalnie zredukować liczbę przydrożnych drzew na podległych im trasach. Na szczęście na drodze mają jeszcze jedną instytucję, która może powstrzymać ich zapędy zanim odpalą piły: to Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie.
Przydrożne aleje służą obronności
Tymczasem aktywiści zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt tej sprawy: bezpieczeństwo militarne.
– Doświadczenia z wojny w Ukrainie wskazują, że dojrzałe zadrzewienia wzdłuż szlaków komunikacyjnych mogą stanowić wartościowy element ochrony wojsk i sprzętu. Pnie i korony drzew ograniczają obserwację optyczną, rozbijają sylwetki pojazdów oraz ułatwiają ich ukrycie przed rozpoznaniem naziemnym i powietrznym. Zadrzewienia mogą również wspomagać instalowanie siatek antydronowych – zaznaczają, dodając że województwo warmińsko-mazurskie leży w newralgicznym miejscu, bo cała jego północna granica jest jednocześnie granicą polsko-rosyjską.
A naturalne zabezpieczenia są właśnie wprowadzane na naszej granicy z Białorusią w ramach programu Zielona Tarcza Wschód.
Miałkość argumentów drogowców i władz województwa z jednej strony, a z drugiej solidne przygotowanie aktywistów do walki o drzewa, sprawiły że sprawa zaczęła się rozlewać na całą Polskę. Założona kilka tygodni temu internetowa petycja początkowo budziła niewielkie zainteresowanie, ale już dziś podpisów pod nią jest ponad 17 tysięcy.
Michał Biedziuk i inne osoby, które chcą zatrzymać piły olsztyńskiego ZDW, planują w środę pojawić się na kolejnej sesji warmińsko-mazurskiego sejmiku, uzbrojeni w nowe argumenty. Jeśli radni znów będą chcieli wygrać z nimi metodą "na chłopski rozum", to nie wróżę im wielkiego powodzenia.






