
Odliczam dni do chwili, kiedy będąc w zdrowotnej potrzebie, będę mógł porozmawiać z ekspertem, który będzie empatyczny i cierpliwy. Takim, który będzie znał aktualny stan wiedzy w swojej specjalizacji, a przy okazji nie będzie traktował mnie jak przykry obowiązek pomiędzy godziną rozpoczęcia a zakończenia pracy. Całe szczęście powszechne AI w medycynie jest coraz bliżej.
Empatia AI kontra zmęczony lekarz
Już wiele miesięcy temu okazało się, że ludzie wyraźnie wyżej oceniają poziom empatii sztucznej inteligencji niż prawdziwego lekarza. Samo badanie miało oczywiście swoje wady, natomiast trudno było wśród komentarzy w internecie znaleźć zbyt liczne głosy broniące lekarzy.
Jak na zawołanie przeczytałem parę dni temu na portalu X wpis człowieka przedstawiającego się jako "lekarz", który polskich pacjentów określił jako "przygłupawych i roszczeniowych". Całe szczęście z każdym miesiącem jesteśmy bliżej, aby tego strudzonego człowieka zwolnić z obowiązku kontaktu z takimi indywiduami jak my.
Halucynacje AI spadają, a specjalistyczne modele tną błędy
Oczywiście odezwą się zaraz głosy, że AI zaraz coś sobie wymyśli, okłamie i rządy zabronią jej używania, bo "nikt nie weźmie odpowiedzialności". Są tu dwa błędne założenia. Pierwsze z nich jest takie, że poziom "halucynacji" w AI pozostaje niezmienny. Tak zdecydowanie nie jest. W ciągu paru lat poziom halucynacji spadł w topowych modelach do pojedynczych cyfr, a w niektórych rodzajach pytań dąży już do zera. Dodatkowo specjalistyczne AI, trenowane na medycznych bazach danych, mogą ograniczyć błędy prawie do zera.
No właśnie, prawie do zera. Zgodnie z zasadą "wyścigu dziewiątek" nie istnieją właściwie rzeczy dające 100 proc. gwarancji. To na początku np. 99,9 proc. skuteczności, potem 99,99 proc., a następnie 99,999 proc. Jednak przy wielkiej skali – np. dziesiątkach milionów pacjentów – nadal będą zdarzać się błędy.
Kto weźmie odpowiedzialność za błędy? Argument za państwem
Co wtedy? Wbrew defetystom rozwiązań jest wiele, w tym wzięcie odpowiedzialności za błędy nie przez korporacje (co wielu z różnych pobudek podważa jako niemoralne), co przez państwo. Czemu państwo? Bo poprawa dostępności, jakości i obniżenie ceny będą tak znaczące, że będzie się to państwu zwyczajnie opłacać.
Polscy twórcy podkreślają zresztą od dawna, że kluczowa jest kwestia odpowiedzialności prawnej. Jak pokazuje przykład, w którym polskie Xlungs pomaga lekarzom i tak widzą przyszłość AI w medycynie, rodzime zespoły stawiają raczej na wspieranie lekarza niż jego zastępowanie – bo to właśnie kwestia zaufania i odpowiedzialności jest dziś największą barierą.
Przełomy w medycznym AI: od leków po obrazowanie
Ostatnie dni to sporo nowości w dziedzinie medycznej AI. Z jednej strony informacja o współpracy OpenAI z polskim startupem chemicznym MoleculeOne, który pracuje nad przyśpieszeniem badania i produkcji leków. Z drugiej, być może największe ogłoszenie w dziedzinie obrazowania, czyli pokazanie prototypu skanera opartego o ultradźwięki. Wszystkie te rozwiązania są tylko kolejnymi z licznych przełomów, które mają miejsce każdego tygodnia.
Zobacz także
Niedobór lekarzy, którego nie da się zaspokoić
Nie ma już odwrotu od AI w medycynie. Powód jest oczywiście prosty – po prostu nigdzie na świecie nie zaspokojono popytu na lekarzy. Najbogatsze kraje świata ratują się jeszcze masową imigracją medyków, ale ta pula jest skończona, szczególnie jeśli chcielibyśmy utrzymać chociaż minimalną jakość leczenia.
Naprawdę trudno dziwić się ludziom, którzy sięgają po pomoc ze strony sztucznej inteligencji, nie mając dostępu do prawdziwej. Wbrew mitom nie jest tak, że polska służba zdrowia jest krytykowana, a wszystkie inne publiczne systemy opieki zdrowotnej na zachodzie są dobrze oceniane. Pewne niedobory są zwyczajnie nie do zaspokojenia.
Czas, by Polska wytyczała szlaki w medycznej AI
Dlatego też nie ma co uciekać od tematu. Polska od dawna powinna pracować nad używaniem AI w medycynie. Nikt przecież nie oczekuje, że od jutra roboty będą prowadzić operacje neurochirurgiczne. Czy jednak potrzebujemy marnować czas i pieniądze na przypisywanie tej samej od 5 lat recepty? A ocenę, czy mamy grypę, czy przeziębienie, AI przeprowadzi już dzisiaj.
Nie uciekniemy też od tego, że coraz więcej ludzi będzie oczekiwać (pod presją AI) innego podejścia medyków do ich problemów. Podejścia, co do którego można spokojnie założyć, że się nie pojawi. Z pewnością zaadresowaniem problemu byłoby, gdyby nasze państwo samo spróbowało wdrożyć sztuczną inteligencję w służbie zdrowia, aby ograniczyć pokusę Polaków do samodzielnego używania popularnych czatów.
Pierwsze kroki już są – NFZ uruchomi głosowego asystenta AI, system ma odblokować tysiące wizyt. O ile bowiem da się poprawić jakość odpowiedzi sztucznej inteligencji, to wiedza wśród Polaków, jak należycie używać AI, nie jest jeszcze zbyt wielka.
Mamy zasoby i potrzebę, aby wytyczać szlaki w medycznej AI. Przy stanie naszej służby zdrowia ta sztuczna może być alternatywą, której nie warto odrzucać.






