Starsza kobieta w stresie patrzy w ekran laptopa.
Czy liczba dzieci powinna decydować o wieku emerytalnym? Taki pomysł przedstawiła ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Fot. PeopleImages/shutterstock

Czy liczba dzieci powinna decydować o wieku emerytalnym rodzica? Taki pomysł przedstawiła ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Eksperci ostrzegają, że rozwiązanie może naruszać zasadę równości, a prezes ZUS nie wierzy, że wpłynie na wzrost dzietności.

REKLAMA

W Polsce kobiety przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni 65. Różnica od lat wywołuje dyskusje. Jedni domagają się zrównania wieku emerytalnego, wskazując na wydłużającą się długość życia i niskie świadczenia kobiet. Inni przekonują, że wcześniejsza emerytura jest rekompensatą za większy udział kobiet w opiece nad dziećmi i rodziną.

Temat ponownie wrócił za sprawą minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W programie "Tłit" Wirtualnej Polski zaproponowała, by wiek emerytalny kobiet był powiązany z macierzyństwem.

Zgodnie z jej propozycją matki mogłyby kończyć aktywność zawodową wcześniej, natomiast kobiety bez dzieci przechodziłyby na emeryturę na takich samych zasadach jak mężczyźni. W debacie publicznej coraz częściej pada zresztą argument, że czas na równy wiek emerytalny, głodowe świadczenia kobiet kontra krótki żywot mężczyzn to dwie strony tego samego problemu.

Rewolucja w systemie emerytalnym? Propozycja uzależnienia emerytury od liczby dzieci

Pomysł miałby z jednej strony zachęcać do posiadania dzieci, z drugiej uwzględniać wysiłek związany z ich wychowaniem. Nie jest to argument wzięty z powietrza – badania rynku pracy pokazują, że po urodzeniu dziecka twoja kariera zwolni, ale twojego męża przyspieszy, widać to w statystykach.

Propozycja uzależnienia wieku emerytalnego kobiet od posiadania dzieci spotkała się z krytycznymi ocenami ekspertów. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" radca prawny Katarzyna Wilczyk z kancelarii Raczkowski oceniła, że takie rozwiązanie może budzić poważne wątpliwości konstytucyjne.

Jak tłumaczyła, prowadziłoby do różnicowania sytuacji kobiet ze względu na macierzyństwo, a jednocześnie nie przewidywałoby podobnych uprawnień dla ojców. Jej zdaniem, choć konstytucja dopuszcza szczególną ochronę rodziny i macierzyństwa, tak daleko idące zróżnicowanie musiałoby mieć bardzo mocne i proporcjonalne uzasadnienie.

Podobne stanowisko przedstawił gazecie radca prawny Marcin Frąckowiak z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. Zwrócił uwagę, że uzależnienie wieku emerytalnego od posiadania dzieci mogłoby naruszać zasadę równości wobec prawa. Przypomniał, że część kobiet nie może mieć dzieci z przyczyn biologicznych, więc kryterium macierzyństwa nie zawsze zależy od ich wyboru.

Prawnik wskazał również na praktyczne problemy, jakie mogłyby pojawić się po wprowadzeniu takich przepisów. Jak zauważył, wcześniejszą emeryturę mogłaby otrzymać także kobieta, która urodziła dziecko, ale go nie wychowywała. Jego zdaniem dyskusja o poprawie dzietności powinna koncentrować się raczej na realnym wsparciu rodzin i usuwaniu barier utrudniających posiadanie dzieci niż na zmianach w systemie emerytalnym.

Do propozycji odniósł się także prezes ZUS Liwiusz Laska w rozmowie z Money.pl. Podkreślił, że obecnie nie są prowadzone żadne prace legislacyjne nad zmianą wieku emerytalnego.

Przyznał jednocześnie, że można dyskutować o samym zróżnicowaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, ponieważ krótszy okres aktywności zawodowej przekłada się na niższe świadczenia kobiet.

– Jest miejsce do dyskusji, czy różnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn uznane niegdyś przez Trybunał Konstytucyjny za dopuszczalne ze względu na dobro kobiet nadal służy temu celowi, skoro jest to w jakimś sensie forma dyskryminacji. Luka emerytalna kobiet jest większa niż luka płacowa, bo wpływa na nią krótszy okres składkowy – powiedział.

Zaznaczył też, że uzależnianie wieku emerytalnego od posiadania dzieci budzi poważne zastrzeżenia.

– Dlatego byłbym sceptyczny co do tych rozwiązań. Zmiany w wieku emerytalnym nie zwiększą dzietności, natomiast można myśleć o innym wynagradzaniu, innym opłacaniu składek za każde urodzone dziecko czy kolejne dziecko – ocenił.

Matczyna emerytura i wsparcie dla rodziców. Jakie świadczenia obowiązują już teraz?

W polskim systemie funkcjonuje już rodzicielskie świadczenie uzupełniające, potocznie nazywane matczyną emeryturą. Program obowiązuje od 1 marca 2019 r. i jest skierowany do osób, które zrezygnowały z pracy lub nie mogły jej podjąć z powodu wychowywania dzieci. To właśnie dodatek do emerytury, pieniądze za urodzenie 4 dziecka, o którym wciąż wie stosunkowo niewiele osób.

Świadczenie przysługuje matkom po ukończeniu 60 lat, które urodziły i wychowały albo wychowały co najmniej czworo dzieci. W określonych sytuacjach może je otrzymać również ojciec po ukończeniu 65 lat, jeśli sam wychowywał potomstwo po śmierci matki, jej porzuceniu rodziny lub długotrwałym zaprzestaniu opieki.

Warunkiem uzyskania wsparcia jest m.in. posiadanie centrum interesów życiowych w Polsce przez co najmniej 10 lat oraz rozliczanie podatków w kraju. Świadczenie przysługuje osobom, które nie mają środków na utrzymanie. Od marca 2026 r. jego wysokość odpowiada najniższej emeryturze i wynosi 1978,49 zł brutto. Jeśli uprawniony pobiera już emeryturę niższą od tej kwoty, świadczenie zostaje podwyższone do poziomu emerytury minimalnej.

Sonda

Czy wiek emerytalny powinien zależeć od liczby posiadanych dzieci?

0 odpowiedzi

Źródło; Rzeczpospolita, Money.pl