Donald Tusk. Koniec pracy w wieku 55 lat? Tak miałyby działać emerytury stażowe – jest jeden haczyk
Koniec pracy w wieku 55 lat? Tak miałyby działać emerytury stażowe – jest jeden haczyk Fot. UkrPictures / Shutterstock Montaż:INNPoland.pl

Emerytura 5 lub nawet 7 lat wcześniej? Projekty dotyczące emerytur stażowych po miesiącach ciszy wracają na tapet. Rząd szykuje oficjalne stanowisko i choć widzi sens w zmianach, domaga się głębokiej korekty przepisów.

REKLAMA

Choć projekty dotyczące emerytur stażowych od dłuższego czasu leżą w sejmowej zamrażarce, rząd wcale nie porzucił tematu i przygotowuje oficjalne stanowisko w tej sprawie. Z powstającego dokumentu wynika, że ministrowie widzą sens w tych zmianach, jednak ich zdaniem propozycje wymagają dużej korekty.

Koniec sejmowej zamrażarki. Rząd szykuje stanowisko w sprawie emerytur stażowych

Wprowadzenie emerytur stażowych to pojawiający się od wielu lat postulat m.in. związków zawodowych. Rozwiązanie polega na umożliwieniu szybszego zakończenia aktywności zawodowej pracownikom z długim stażem, którzy rozpoczęli karierę w młodym wieku i przez większość życia zasilali system składkami. Trzeba jednak pamiętać, że emerytury stażowe podobają się Polakom, ale mogą być dla wielu niekorzystne – wcześniejsze odejście z rynku pracy zwykle przekłada się na niższe miesięczne świadczenie.

Na sejmowych biurkach leżą obecnie dwa konkurencyjne projekty – jeden autorstwa NSZZ "Solidarność", a drugi przygotowany przez Lewicę. W obu przypadkach kluczem do wcześniejszego zrzucenia obowiązków zawodowych jest staż: 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn.

Co to oznacza w praktyce? Kobieta, która poszła do pracy jako 20-latka, zyskałaby prawo do emerytury w wieku 55 lat, a mężczyzna mając 60 lat – czyli o 5 lat wcześniej niż przewidują obecne normy. Z kolei start na rynku pracy już w wieku 18 lat pozwoliłby na skrócenie kariery aż o 7 lat.

Ukryty bezpiecznik ZUS. Warunek minimalnego świadczenia zablokuje wnioski?

Różnice między propozycjami kryją się w detalach, a konkretnie w metodzie naliczania lat pracy potrzebnych do wcześniejszej emerytury. Jak informuje "Fakt", w obydwu propozycjach jednak ukryto identyczny mechanizm zabezpieczający: wcześniejsza emerytura przejdzie komuś koło nosa, jeśli z wyliczeń ZUS-u wyniknie kwota niższa niż ustawowe minimum emerytalne w kraju. Kwestię tę porusza poradnik kto może liczyć na emeryturę stażową, w którym opisano właśnie warunek minimalnego świadczenia.

Na razie prace dotyczące projektów ustaw są zawieszone. Stan ten ma potrwać do ogłoszenia oficjalnego stanowiska rządu.

Resort rodziny szykuje zielone światło z poprawkami

Decyzja ma być już jednak w drodze. Wiceminister rodziny odpowiedział na poselską interpelację i poinformował, że to właśnie jego resort ma za zadanie opracować oficjalne stanowisko rządu. Z przygotowywanych analiz ma wynikać, że gabinet chce zapalić zielone światło dla propozycji związkowych i poselskich, pod warunkiem wprowadzenia do nich istotnych poprawek.

Projekt stanowiska miał już trafić do konsultacji między resortami. Jak donosi naTemat w materiale o trzecim projekcie i nowych uzgodnieniach, do gry weszła przy tym także kolejna, rządowa propozycja.

Miliardowe koszty reformy. Faktyczne zmiany mogą ostudzić emocje

Rządowe poprawki mogą dotyczyć lat stażu i wymagań złożonych składek. "Fakt" przypomina, że na stole leżał już pomysł, by na wcześniejszą emeryturę puszczać tylko tych, których przyszłe świadczenie dobije do progu co najmniej 125 proc. najniższej krajowej. Obecnie dawałoby to kwotę w granicach 2,5 tys. zł brutto co miesiąc. Punktem odniesienia jest tu płaca minimalna w 2026 roku, od której wprost zależy wysokość tego progu.

Mniej korzystne warunki mają uzasadnienie w zmniejszeniu kosztów emerytalnej reformy. Jak podaje serwis wnp.pl, ta rewolucja w przepisach mogłaby kosztować co najmniej kilkanaście miliardów rocznie.