
Wyobraź sobie taką sytuację. Ktoś ogłasza, że za kilka lat niemal połowa nowych ciężarówek ma być elektryczna, a po autostradach mają jeździć setki tysięcy bezemisyjnych pojazdów. W polskim internecie taka informacja natychmiast wywołałaby burzę. Padłyby oskarżenia o oderwanie od rzeczywistości, zagrożenie dla transportu i wzrost cen żywności.
Właśnie taki wpis opublikował w mediach społecznościowych Jakub Wiech, polski dziennikarz gospodarczy i komentator rynku energii. Wiech zastosował prosty, ale bardzo skuteczny zabieg. Najpierw opisał rzekomy plan UE zakładający, że do 2030 roku aż 40 proc. sprzedaży nowych ciężarówek mają stanowić pojazdy elektryczne, a ich udział w całej flocie ma sięgnąć 20 proc.
Wielu internautów uwierzyło Wiechowi, że chodzi o kolejne unijne regulacje, a stąd szybką ścieżką przeszło do narzekań na rzekomo nieżyciowe, europejskie wymysły. Dopiero na końcu autor ujawnił, że wcale nie chodzi o Brukselę. Ba, nie chodzi nawet o nasz kontynent.
Chiny stawiają na elektryczne ciężarówki i nie zamierzają zwalniać. Jeden wpis na X wywołał burzę
To prawda, że Chiny stawiają na ciężarówki elektryczne. Według danych przywoływanych przez branżowe media już w 2025 roku ciężarówki na nowe źródła energii stanowiły blisko 29 proc. sprzedawanych nowych pojazdów ciężkich. W niektórych miesiącach ich udział przekraczał nawet 50 proc.
Plan zakłada, że do końca dekady po chińskich drogach będzie jeździć ponad 1,6 mln takich pojazdów. Równolegle ma powstać około 3 tys. stacji ładowania i wymiany baterii oraz nawet 30 tys. kilometrów tzw. zeroemisyjnych korytarzy transportowych. Pekin nie skupia się wyłącznie na samych ciężarówkach. Rozbudowuje cały ekosystem transportowy.
Ciężarówki elektryczne: unijne regulacje czy chińska strategia? Internauci dali się nabrać
Sednem viralowego wpisu Jakuba Wiecha było zwrócenie uwagi na sposób prowadzenia debaty o elektromobilności. Autor najpierw opisał ambitne cele dotyczące elektrycznych ciężarówek i przypisał je Unii Europejskiej. Dopiero na końcu wpisu ujawnił, że chodzi mu o decyzje chińskiego Ministerstwa Transportu.
Ten zabieg wywołał tysiące reakcji. W sieci regularnie pojawiają się głosy, że elektryfikacja transportu ciężkiego jest niemożliwa i doprowadzi do paraliżu gospodarki. Tymczasem największa gospodarka przemysłowa świata traktuje takie rozwiązania jako element budowania przewagi technologicznej. Dla Chin ciężarówki elektryczne to nie tylko kwestia ochrony klimatu. To także walka o dominację w sektorze baterii i nowoczesnego transportu.
Zobacz także
Co to oznacza dla Polski? Transport może stanąć przed wielką zmianą
Polska jest jednym z największych graczy transportowych w Europie. Tysiące rodzimych firm codziennie obsługują przewozy międzynarodowe, a branża odpowiada za miliardy złotych wpływów do gospodarki. Każda zmiana dotycząca ciężarówek, paliw czy infrastruktury mogłaby mieć wpływ również na polskich przewoźników. Największe pytania dotyczą dziś kosztów i dostępności infrastruktury.
W Polsce sieć ładowania dla ciężkiego transportu dopiero się rozwija. Chiny pokazują jednak, że sukces nie opiera się wyłącznie na sprzedaży pojazdów. Potrzebne są inwestycje w autostrady, stacje ładowania, magazyny energii i nowe modele finansowania. Dlatego coraz częściej pada pytanie kto pierwszy zbuduje wokół nich sprawnie działający rynek. A od odpowiedzi na to pytanie może zależeć przyszłość całego sektora transportowego także w Polsce.






